Mój All-NBA 1st, 2nd & 3rd Team 49

W sierpniu wybrałem swoje trzy najlepsze piątki po roku 2000. Jak to przy tego typu wyborach bywa – można mieć inne zdanie i może ono być bardzo słuszne i zasadne. To nie jest matematyka gdzie zawsze 2+2=4.
 
Teraz przedstawiam swoje trzy najlepsze piątki wszech czasów z podkreśleniem słowa "swoje". Nie próbuję wybrać najlepszych składów ever. Wybieram takich, których przez lata swojego własnego kibicowania i śledzenia NBA, lubiłem najbardziej. Na pytanie czemu w zestawieniu nie ma zawodnika "x" czy "y" odpowiedzieć mogę najprościej – bo to jest moje własne, skrajnie subiektywne zestawienie. Ty możesz mieć zupełnie inne. Niestety nie widziałem na żywo ani Wilta Chamberlaine’a, ani Billa Russella, ani Jerry’ego Westa, ani wielu innych znakomitych graczy, którzy przewinęli się przez te wszystkie lata istnienia NBA. Larry’ego Birda, Magica Johnsona i paru innych wielkich tego sportu widziałem u schyłku ich karier. Owszem, znam historie ich wszystkich, ich kariery, dokonania, statystyki, widziałem materiały video z ich meczów, ich najlepsze akcje. Ale to nie to samo.
Myślę, że wiesz o co mi chodzi. Poniższa lista przedstawia graczy, którzy towarzyszyli mi, gdy szedłem do pierwszej komunii, gdy uczyłem się dwutaktu, gdy pierwszy raz trafiłem za 3 punkty, gdy pierwszy raz doskoczyłem do siatki, tablicy potem obręczy. Razem szliśmy do liceum, potem na studia. Byli obok mnie gdy działo się większość ważnych wydarzeń w moich życiu, których nie ma potrzeby tu wymieniać.

A zatem:

All-NBA 1st Team.

5. Shaquille O’Neal
4. Kevin Garnett.
3. Scottie Pippen.
2. Michael Jordan.
1. Jason Kidd.

http://mediaoutrage.com/wp-content/uploads/2011/05/ScottieMichael4.jpg

Komentarz: Shaq to
jeden z najlepszych centrów w historii tej gry. Gdy miał miejsce jego
szczyt formy takie legendy z jego pozycji jak Patrick Ewing, Hakeem
Olajuwon, David Robinson byli już dawno na emeryturze. Dikembe Mutombo
zaliczał jesień swojej kariery a z Zo Mourningiem przyszło mu sięgać po
swój czwarty i ostatni tytuł. Czy chcę przez to powiedzieć, że Shaq miał
łatwiej i gdyby cofnąć jego prime o jakieś 10 lat, to miałby
dużo gorzej? Nie tego nie mówię. O’Neal w najlepszych latach był poza
zasięgiem. Gdyby miał w lidze godnego siebie rywala, to musiałby tylko
parę tygodni wcześniej przerywać wakacje i trochę się przyłożyć. A tak,
wszystko przychodziło bardzo łatwo. Cztery mistrzowskie tytuły, stałe
miejsce w składzie All-Star. Łatwy wybór.

K.G. Jeśli kibicujecie innym drużynom, niż te w których grał, to dla wielu z Was Garnett jest boiskowym sku..synem. Jestem w stanie to zrozumieć. Ale jeśli nie jesteście ślepo zapatrzeni w barwy swoich klubów, to na pewno przyznacie że jest on koszykarzem wyjątkowym. Nie odmówicie mu serca do gry, poświęcenia, chęci wygrywania. Nie możecie nie zauważyć tej energii, którą wyzwala wokół siebie – nawet teraz po 18 latach w NBA. K.G. ma 211cm wzrostu a jeszcze parę lat temu ruszał się jak obrońca. Nie ma rzeczy, której nie potrafiłby zrobić na parkiecie, nie ma słabych punktów w swojej grze. Jeśli nie macie go wysoko na swoich listach, to cóż… nie znacie się na koszykówce.

 
Pippen. Co by było gdyby? Gdyby Jordan nie miał swojego Pippena, gdyby Pippen musiał rozegrać swoją karierę bez "niego"… Zdania są podzielone a opinii tyle, ilu znawców tematu.

Ja uważam, że Scottie był jedną z najwszechstronniejszych "trójek" w historii koszykówki. Kiedyś do MVP napisałem jego historię:

“Scotte Pippen – od kierownika sprzętu sportowego do jednego z najlepszych w historii NBA”


Scottie Pippen, dzięki nieocenionemu udziałowi w zdobyciu sześciu mistrzowskich
tytułów wyniósł na niebotyczny poziom legendę Michaela Jordana a ten
odpłacił mu się tym samym. Ich gra się uzupełniała a współpraca
momentami ocierała o perfekcję. Próba udowodnienia kto komu i dlaczego zawdzięcza
więcej racjonalnie i ostatecznie jest niemożliwa. Pippen nie byłby tym
samym graczem bez Jordana ale i Jordan nie byłby tym, kim był nie mając u
boku Pippena. Nawet jeśli na stałe, poza niekwestionowaną wielkością,
dorobił się etykietki „tego drugiego” Scottie twierdzi, że nigdy nie
zamieniłby scenariusza swojej kariery na inny. „Do ostatecznego sukcesu
trzeba dwóch wielkich graczy. Miałem to szczęście, że mogłem być
partnerem tego największego. Dlaczego miałbym chcieć coś zmieniać?” –
pyta retorycznie Pippen.

M.J. Czy ten wybór wymaga komentarza? 

Kidd W naturalny sposób przejął od Johna Stocktona pałeczkę najlepszego
rozgrywającego NBA i trzymał ją przez długie lata. Oczywiście ostatnie
sezony nie były imponujące statystycznie w jego wykonaniu ale to już nie
takie ważne. W 2011 roku sięgnął po swój pierwszy i jedyny mistrzowski
tytuł. Zostawił ligę jako wicelider w asystach i przechwytach oraz jako
trzeci pod względem celnych rzutów za 3 punkty
. Dobry rozgrywający musi
na parkiecie myśleć i czytać grę. Kidd umiał robić to jak mało kto w tym
biznesie. Miał łeb jak sklep do koszykówki. Najlepsze akcje
dnia/tygodnia/miesiąca były przez lata okraszane jego pięknymi asystami.
Co znaczy Kidd dla drużyny przekonaliśmy się, kiedy opuścił Phoenix i
przeniósł się do New Jersey. Oba kluby zanotował obrót o 180 stopni.
Przy czym tylko ten Nets był w dobrą stronę.    

All-NBA 2nd Team.

5. Hakeem Olajuwon.
4. Dennis Rodman.
3. Paul Pierce.
2. Kobe Bryant.
1. John Stockton.

http://www.nbaarena.com/galeri/272/olajuwon-rodman.jpg

Komentarz:

Tak, jak uważam że głos Dikembe Mutombo, tak uważam że praca nóg "The Dreama" powinna zostać wpisana na listę
światowego dziedzictwa albo być uznana za ósmy cud świata. O tym jak świetna była to praca przekonywaliśmy się jak regularnie ogrywał Davida Robinsona, Patricka Ewinga i innych świetnych centrów, jak dał szkołę młodemu Shaq’owi w Finałach 1995. Przekonujemy się o tym dziś, kiedy gwiazdy przyjeżdżają i płacą $50tys za tydzień, żeby potrenować z mistrzem i nauczyć się kilku jego firmowych ruchów. Warto dodać, że po nauki przyjeżdzają gracze nie tylko z pozycji podkoszowych (Kobe, LeBron). I warto dodać, że patrząc na filmiki z tychże treningów, można dojść do wniosku że 50-letni dziś Olajuwon, nie miałby żadnych problemów, żeby pokazać co kiedyś znaczyła pozycja centra i jakiego poziomu technicznego wymagała.  Do tego wszystkiego co robił w ataku, był przecież podręcznikowym obrońcą. Lider wszech czasów w klasyfikacji bloków. 

Przez lata próba rzetelnej oceny gry i wartości
"Robaka" częściowo wypaczana była przez jego kontrowersyjną osobowość.
Ci, którzy na koszykówce się nie znali, interesowali się nią tylko
okazjonalnie, widzieli w Rodmanie boiskowego pajaca, który farbuje sobie
włosy, nosi makijaże, czasem pokazuje się w damskich ciuchach, sprawia
problemy wychowawcze i ogólnie jest trudnym charakterem. Ci, którzy
jednak na koszykówce się znają wiedzą, że Dennis był koszykarskim
fenomenem, niesamowitym atletą, tytanem pracy, jednym z najlepszych
obrońców w historii tej gry. Różnie klasyfikuje się jego warunki
fizyczne (od 198 do 201 cm wzrostu i ok. 100 kg wagi) ale co by nie
mówić nie imponował nimi w świecie wielkoludów szczególnie w tych
częściach parkietu, w jakich zwykle pracował. Był na tyle silny, żeby
walczyć z wysokimi i na tyle szybki i sprawny, żeby bronić niskich.
Oczywiście jego naturalną pozycją była "czwórka" i graczy z tej pozycji w
większości przypadków krył ale nieraz długimi fragmentami pilnował
centów czy obrońców. Pamiętam Finały Konferencji roku 1996 kiedy całkiem
nieźle uprzykrzał życie, samemu Shaq’owi, który wtedy rozdawał karty na parkietach NBA.

Jeśli nie stanie się nic niespodziewanego, to w okolicach stycznia-lutego Pierce przekroczy
pułap 25 tys. punktów. Do tej pory udało się to tylko 17 graczom. Paul
jeszcze nie tak dawno temu był mniej atletyczną wersją LeBrona Jamesa.
Zdobywał punkty na wszystkie sposoby. Zdobywał je seriami. Mijał gdy był
kryty blisko, bombardował z dystansu, gdy tylko dostawał trochę więcej
luzu. Z biegiem lat i utratą dynamiki siłą rzeczy musiał nieco obniżyć
loty i jeszcze bardziej zawierzyć swojemu rzutowi z wyskoku. Od czasów
Scottiego Pippena najbardziej wszechstronny niski skrzydłowy NBA. Miał
pecha trafić do Bostonu w latach jednego z większych kryzysów tego
klubu. Moi koledzy, zagorzali fani Lakers pytają ze śmiechem – jak można kibicować komuś tak wolnemu i nudnemu. Ja odpowiadam rzeczowo i na poziomie: "Zamknijcie mordy niedzielni kibice. Trzeba było go znać, jak przychodził do NBA." Raczej to do nich trafia. Uwielbiam jego styl rzutu, panowanie nad piłką, rzut z wyskoku. Wolny, przewidywalny od paru sezonów… a jednak nadal skuteczny.

Naprawdę nie rozumiem hejterów Kobego. Ma
pięć mistrzowskich pierścieni, brakuje mu już tylko 675 punktów do
Michaela Jordana i trzeciego miejsce na liście najlepszych strzelców w
historii NBA. Że nie wygrałby nic bez Shaq’a, że nie wygrałby potem bez
Gasola? Może i nie ale z tego co wiem to jest sport drużynowy. Jordan
miał swojego Pippena. Każdy kogoś miał. Że za bardzo
naśladuje/przypomina M.J.’a? Cóż dla mnie ten argument jest tak
chybiony, jak rzuty osobiste Dwighta Howarda i śmieję się ilekroć go
słyszę. Bo dla mnie jeśli ktoś w grze przypomina mi tego najlepszego, to
znak że sam też musi być dobry. Wyciąganie tego w dyskusyjnym hejcie
Bryanta jest klasycznym strzałem w kolano.


Do polubienia i docenienia Stocktona potrzebowałem dojrzeć i przejść parę kontuzji. Kiedyś patrzyłem na niego przez pryzmat za krótkich spodenek i gry dla nudnych Jazz. Dziś wiem, jak bardzo byłem w błędzie. Stock zagrał 19 sezonów w NBA – w 17 z nich nie opuścił ani jednego meczu! Człowiek ze stali o skromnych warunkach fizycznych w świecie wielkoludów. Boiskowy inteligent. Jak świetną zrobił robotę w NBA pokazują dopiero kolejne pokolenia klasowych rozgrywających, którzy nie są w stanie nawet otrzeć się o jego rekordy a co dopiero im zagrozić. 

All-NBA 3rd Team.

5. Patrick Ewing.
4. Charles Barkley
.
3.
Latrell Sprewell.
2. Ray Allen.
1. Allen Iverson.

http://assets.nydailynews.com/polopoly_fs/1.122558.1313957864!/img/httpImage/amd-knicks-ewing2-jpg.jpg

Komentarz:

"King Kong" fajnie się ruszał, miał fajną fryzurę i intrygująco szerokie dziurki w nosie. W piątej klasie podstawówki miałem jego buty "Ewingi" i byłem z tego bardzo dumny. Niestety miał pecha, że jego kariera pokryła się z czasem kiedy po parkietach NBA biegał Jordan. Pozbawił go przynajmniej jednego tytułu. Żal było patrzeć jak niegdyś wielki center NBA, snuje się po boiskach w Seattle i Orlando. Nazywali go mumią, co było śmieszne tylko przez chwilę. Zapamiętać trzeba go jednak, jako jednego z najlepszych na swojej pozycji.

Dziś w studiu TNT trochę misiowaty, trochę śmieszny a ogólnie bardzo pocieszny. Trochę zaciera to, jaki był gdy grał. A jaki był? Groźny, niebezpieczny, chamski, ostry. Za to był uwielbiany. Silny skrzydłowy, który nie miał dwóch metrów! Ba, on nawet nie miał zapisanych w dowodzie 198cm. Jak wiadomo cal ma 2,5cm. Charles naciągnął trochę swoje oficjalne pomiary. Ten szósty cal do sześciu stóp był dopiero rozpoczęty. Jeden z najlepszych zbierających w historii, świetny dunker, więcej niż poprawny strzelec. Jego złote myśli jak i jego gra przeszły do historii NBA.

Spree to był gość. Jego dunki i akrobatyczne akcje przeszły do historii. Chyba można pokusić się o stwierdzenie, że kiedy Jordan był na pierwszej emeryturze, Sprewell był jego całkiem niezłą namiastką. W zeszłym roku ktoś mi zarzucił że jestem hejterem Knicks. To bardzo zabawne zważywszy, że w moim pokoju nadal wisi plakat Spree i Houstona oraz L.J.’a. Byłem wielkim fanem Knicks swego czasu. W 1999 roku Nowojorczycy prowadzeni przez wyżej wymienionych gości zrobili robotę na Wschodzie. Z ósmego miejsca weszli do Finałów. Tam już nie byli w stanie postawić się Spurs i młodemu Duncanowi.
Potem gdy przeszedł do Minnesoty i grał z K.G. też byłem mocno za nimi.


Ray Allen to prawdopodobnie najlepszy strzelec w historii NBA. Podręcznikowy,
niedościgniony dla wielu styl rzutu. W lidze zdobył już ponad 24 tys. punktów. Ma
już 38 lat a swoją kondycją i muskulaturą zawstydziłby niejednego o 10
lat młodszego gracza. 10 razy w All-Star Game, raz na najwyższym
olimpijskim podium. W latach 1999-2007 średnia punktowa Allena nie
schodziła poniżej 21.3 punktu. I ciągle mu mało. Zdobył dla Heat mistrzostwo NBA w tym roku. Tak – to on to zrobił. Po tylu latach nadal jest głodny gry. Zameldował się na obozie treningowym Miami z wagą, jaką miał na studiach! Ilu Twoich czy moich podchodzących pod czterdziestkę kolegów może powiedzieć to samo – ważę tyle, co na studiach.


Zanim Iverson przepił i
przegrał w kasynach ponad $100mln, zanim na zawsze zamknął sobie drogę
powrotną do NBA, w czasach kiedy patrzyliśmy na niego głównie jako
koszykarza, był on dla nas kimś wyjątkowym. Miał 183cm wzrostu (w
butach), ważył niewiele ponad 70kg a mimo to idealnie odnajdował w się w
lidze gigantów i atletów. Za to go uwielbialiśmy, za to też zostanie
zapamiętany przez historię. Był jednym z niewielu graczy tej ligi,
której koszulki i buty mogliśmy kupować w skali 1:1. Ale to tylko
szczegół. Iverson w latach 1999-2008 nigdy nie zdobywał mniej niż 24.8
punktu na mecz. Aż pięć sezonów w tym okresie kończył ze średnią powyżej
30 punktów. 11 wybierany był do All-Star, był MVP sezonu roku 2001,
cztery razy królem strzelców, trzy razy najlepszym przechwytującym. Jego
średnia punktowa za całą karierę wynosi 26.7. Wyższą ma tylko pięciu
graczy – Jordan, Chamberlain, James, Baylor i West. Szkoda, że jego
kariera w NBA przez pozaboiskowe historie już chyba na zawsze opatrzona
będzie "gwiazdką". 
 
Pamiętam: Glen Rice, Shawn Kemp, Gary Payton, Vince Carter, Rasheed Wallace,
Chris Webber, Tracy McGrady, Larry Johnson, Alonzo Mourning, Tim Duncan, Dirk Nowitzki, Dwyane Wade, Karl Malone, Allan Houston, Clyde Drexler, Chris Mullin, Penny Hardaway, Tim Hardaway, Steve Smith, Muggsy Bogues, Reggie Miller, Magic Johnson, David Robinson, Mitch Richmond, Grant Hill i wielu, wielu innych…  
   

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.