Śliwki vs Robaczywki 2020-21 Vol.4

Dzień dobry. Zapraszam na porcję dorodnych Robaczywek. Ostatnie Śliwki TUTAJ.

System challenge. Nie mam nic do systemu samego w sobie, ale za to mam bardzo dużo do jego obszarów kompetencji. Nie wiem czy wiecie, ale sędziowie wysłani przez danego trenera, żeby sprawdzić na ekranach wybraną akcję, nie idą po to, by zobaczyć co faktycznie wydarzyło się na boisku w danym zagraniu, ale żeby znaleźć argumenty za tym, by ewentualnie zmienić decyzję podjętą z pozycji parkietu. Rozumiecie? Jest kolosalna różnica, między oglądaniem danej sekwencji „na czysto”, a oglądaniem jej po to, żeby znaleźć wyraźny argument za zmianą decyzji. Przykład – penetrujący pod kosz Victor Oladipo dostaje potężne uderzenie w rękę, piłka wypada mu z dłoni i wylatuje poza końcową linię. Z pozycji parkietu sędziowie nie oceniają tego zagrania jako faul, gwiżdżą jedynie aut. Jego trener bierze „challenge”. Challenge jednak tyczy się tylko i wyłącznie tego, która drużyna otrzyma następne posiadanie. Na wideo ewidentnie widać, jak dłoń obrońcy nieprzepisowo wali w rękę Dipo. Sędziowie też to widzą i…nie mogą nic z tym zrobić. Challenge dotyczył bowiem posiadania, a nie faulu, bo ten nie został odgwizdany. Jest zatem bardzo duże pole do usprawnień w tym aspekcie. Zrób to, ligo!

– Tę Robaczywkę kieruję do sam nie wiem kogo – ludzi, internetu, ludzi w internecie? Nie macie takiego wrażenia, że od paru lat sama koszykówka spychana jest trochę na dalszy plan? Grali ostatnio 76ers z Lakers. To był dobry mecz. Kto wie, może przedsmak Finałów. Zamiast rozmawiać o koszykówce, internet skupił się najpierw na faulu LeBrona na Embiidzie, potem na całej masie innych tematów zastępczych. W moim odczuciu trochę gubimy pierwotny sens śledzenia NBA. Z jednej strony wszystko mierzymy przez zaawansowane statystyki, wyciągamy często absurdalne wnioski. W dalszej kolejności szukamy odwołań do historii, a to z kolei zapala automatycznie kibiców NBA z różnych epok. Mało rzeczy nas zachwyca, cieszy, inspiruje. Zamiast rozmawiać o meczach całościowo, wałkujemy wybrane zagrania – ten zrobił kroki przy mijaniu, jeden drugiego ośmieszył jakimś crossem, tamten z kolei wrzucił na swoje IG story to czy tamto. Trzeba przebić się przez grubą warstwę internetowego szlamu, zanim dokopiemy się do wartościowych treści. A szkoda.

– Interesuję się NBA od trzech dekad. Od ponad dwóch pomaga mi w tym internet. Nigdy, absolutnie nigdy wcześniej, a już na pewno nie na taką skalę, nie spotkałem się ze zjawiskiem, w którym po każdym zwolnieniu/zatrudnieniu nowego trenera, generalnego menadżera czy asystenta, jestem informowany o liczbie czarnoskórych osób w lidze na danym stanowisku. Skala tego zjawiska mnie przeraża. Nie, że się go boję. Przeraża mnie absurdalność forsowania (coraz mniej) zakamuflowanego przekazu, jak przypuszczam, że nawet w takiej NBA, profesjonalnej do bólu, kolor skóry może być nadal determinantem w kwestii dostania lub nie dostania szansy na pracę. Nawet wielki Adrian Wojnarowski w swoich tekstach i podcastach poświęca czas na zajmowanie się tym tematem. Bardzo przepraszam, ale to jest obrzydliwe. Teraz, jak biały trener dostanie pracę, to na pewno gdzieś ktoś wypowie słowo na „R”. A jak czarnoskóry trener dostanie pracę, to dobrze, to prawidłowo, to sprawiedliwie i w ogóle pięknie. Nie podoba mi się ten trend. To jest właśnie rasizm w czystej postaci. Nie jestem pewny, czy ludzie forsujący ten przekaz zdają sobie z tego sprawę. Nick Nurse utorował sobie drogę do NBA, przez Anglię, Belgię, Włochy i G League ciężką pracą, determinacją i wyrzeczeniami, a na koniec wysokimi kompetencjami, a nie zawartością melaniny w swojej skórze.

– Zbiorowa Robaczywka dla 76ers oraz Rockers za nieudany deal z udziałem Jamesa Hardena i Bena Simmonsa. Jeśli prawdą jest, że wymiana nie doszła do skutku, bo Daryl Morey zaparł się, że nie dołączy Tyrese’a Maxey’a do pakietu z Benem Simmonsem i wyborami w drafcie, to moim zdaniem popełnił błąd. Tak samo błąd popełnili Rockets, którzy podobno uparli się, że 20-latek musi się w tym pakiecie znaleźć. Moim zdaniem wymiana zostałaby dopięta, gdyby po przeciwnych stronach negocjacji nie stali Rafael Stone i Daryl Morey. Pierwszy bał się, że drugi chce go klasycznie wy..ać, a drugi chciał pokazać jakiej to nie ma przewagi nad pierwszym. W końcu obaj pracowali razem przez lata w Houston więc pewnie podeszli do tego ambicjonalnie. Rakiety dostały Victora Oladipo, który na razie wygląda całkiem nieźle, ale ma już 28 lat i za parę miesięcy zażąda nowego kontraktu. Simmons ma lat 24 i jest pod kontraktem do 2025 roku. Ben Simmons był najlepszym na rynku graczem, którego Houston mogło dostać za Hardena. Sixers grają dobrze, liderują na Wschodzie, jeśli w czerwcu zdobędą tytuł (lub kiedyś w przyszłości z Embiidem i Simmonsem), to nikt nie będzie o tym pamiętał, ale chodzi mi o sam fakt bliskości sfinalizowania tej transakcji oraz drobnych detali, o które wszystko się rozbiło.

– W ostatnim czasie wydarzyło się kilka fajnych końcówek meczów. Damian Lillard trafił rzut na wygraną z Bulls. Beal i Westbrook wielkimi trójkami pokonali wielką trójkę Nets. Robaczywkę daję tym, którzy zamiast skupić się na niecodzienności, na stopniu trudności wspomnianych rzutów i zagrań, skupiają na tym kto zawinił, kto źle bronił, kto źle podał. Za każdym razem, gdy widzę tego typu komentarze, to zastanawiam się czy oni tak naprawdę? Po co to, komu to potrzebne? Co ci ludzie próbują pokazać, udowodnić?

– Lakers grali z Hawks w ich hali. W Atlancie mają pozwolone wpuszczać określoną liczbę kibiców do hal. Jakieś małżeństwo, jak przypuszczam na swój sposób dość znane w pewnych środowiskach, i jak przypuszczam, chyba też całkiem zamożne, postanowiło skonfrontować się z biegającym po parkiecie LeBronem. W rezultacie para została usunięta z hali. W internecie krąży nagranie tejże pani żony, która żali się światu, jak to LeBron niby naubliżał jej mężowi. Nie będę wrzucał tutaj tego filmu. Nie warto. Robaczywka dla tych państwa. Koszykarz na parkiecie to jest świętość. To jest jego miejsce pracy. On tam jest, żeby dawać Ci radość, rozrywkę, może jakąś inspirację. To, że zapłaciłeś za bilet, nie znaczy, że sportowiec staje się Twoją własnością, Twoim śmieciem, że możesz wylewać na niego swoje frustracje. Tu zawsze stoję murem za zawodnikami, których co jakiś czas próbują prowokować kibice. Może wyrzucenie ich z hali to trochę za dużo w tej sytuacji, sam LeBron zresztą też tak uważa, ale w takich a nie innych okolicznościach, to nie wyglądało dobrze. I zazwyczaj jest tak, że to zawodnik jest na straconej pozycji. Nie powie nic, daje przyzwolenie, żeby po nim jechać. Odezwie się, da pożywkę w sieci.

– All-Star Game 2021 jednak się odbędzie. Liga oraz związek zawodników NBA doszli do porozumienia w tej sprawie. Impreza odbędzie się w niedzielę, siódmego marca, w Atlancie. Póki co dogadywane są szczegóły tego, jak to wszystko będzie wyglądać. Robaczywkę daję LeBronowi, którego zdaniem ta decyzja to „policzek” dla graczy, że on sam nie ma ani chęci ani energii, żeby brać w tym udziału. Kto jak kto, ale twarz ligi, jej najlepszy zawodnik, tak wytrawny znawca mediów i biznesmen, jakim jest LeBron nie powinien brudzić własnego gniazda. Rozumiem, że liczył na kilkudniową przerwę w marcu, żeby się zregenerować i dobrze wejść w końcówkę sezonu. Wiem, że to w jaki sposób odbywa się ten sezon, jest bardzo uciążliwe dla graczy, ale… nikt przecież o tę pandemię nie prosił. Jeśli liga ma generować zyski i niwelować straty z tamtego sezonu oraz z tego przez brak kibiców w halach, to a) trzeba było wystartować w grudniu, b) All-Star jest kolejnym źródłem wpompowania pieniędzy do tej skarbonki. Mnie samemu na tym nie zależy. Jeśli All-Star odbędzie się w tym roku w jakiejś formie, to go pewnie zobaczę, jak nie, to trudno. Ale LeBron, który jest lokomotywą tej ligi powinien bardziej ważyć słowa, co przecież zazwyczaj robi od prawie dwóch dekad.
Przy tej samej okazji Robaczywka dla ludzi mediów (oraz też fanów), którzy krytykują ten pomysł i wytaczają wielkie słowa jak hipokryzja, moralność oraz tym podobne duże, ciężkie słowa. Nie powiem, że mnie to boli, raczej śmieszy łamane przez zdumiewa, że ludzie, którzy pośrednio lub bezpośrednio jedzą chleb z NBA, nie rozumieją, albo udają głupich i próbują w czasach pandemii grać na tych „wyższych” uczuciach. Zawodowy sport jest biznesem, bardzo istotną częścią gospodarki. Sprowadzanie go do roli jedynie rozrywkowej, bez której można się obyć w „tych czasach” jest po prostu bzdurą. Sport daje pracę wielu ludziom. Takie są fakty.

– Mavs. Ekipa z Dallas miała w tamtym sezonie historycznie rewelacyjną ofensywę. W tym roku zdobywają tylko 109.6 punktu na mecz, co daje im dopiero 23 miejsce w skali ligi. Jako drużyna trafiają tylko 33.2% swoich rzutów zza łuku, co jest najgorszym wynikiem w NBA. Bilans 9:14 daje im obecnie przedostatnie miejsca na Zachodzie. Mimo wszystko, to są raptem tylko trzy mecze straty do dziesiątych Rockets i cztery do szóstych Blazers. Jest czas, żeby wspiąć się po szczeblach tabeli, przy czym ciężko powiedzieć którędy przebiegać miałaby ich droga powrotu na właściwe tory.

– Wolves. Gdyby nie mrozy w Minnesocie, ta organizacja byłaby po uszy w bagnie. A tak, to jest w zamarzniętym bagnie, więc nie jest w nim po uszy. KAT zagrał tylko cztery mecze. Ostatni rok dotknął go mentalnie a także i fizycznie. Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, to ten sezon pokazuje, że D’Angelo Russell nie gra zwycięskiej koszykówki. Zatankować też trochę strach, bo ich tegoroczny pick jest w sejfie Warriors (chroniony w top 3). Ciężko, ciężko.

– Wizards. Przejście Westbrooka na Wschód wyglądało mi jak gwarancja play-offów dla Wizards. Na ten moment nie wygląda to dobrze. Sądziłem, że po bańce, w której R.W. był bez gazu w nogach, przyjdzie do nowego sezonu przygotowany, jak we wcześniejszych latach. Okazuje się jednak, że to może być fizyczny początek końca Russa. Przynajmniej w takiej wersji, jaką znaliśmy od lat. Widzę przebłyski próby przemodelowania jego gry – zamiast atakowania obręczy przodem do kosza, Russ próbuje brać swoich obrońców na plecy. Słabszych przepycha, a od silniejszych chce być szybszy. To może mieć sens. Ale w Wizards jest jeszcze tyle do naprawy poza samym Westbrookiem. Ich defensywa jest żartem. Nikt nie pozwala swoim rywalom na więcej (121.2 punktu na mecz).

– Stan Van Gundy. Robaczywka dla niego za to, że nie gra JJ Redickiem. On chyba myśli, że mamy rok 2006 i czasy Orlando Magic. SVG przezimował pierwsze trzy lata Redicka w NBA na ławce. Teraz, z jakiegoś powodu, robi to samo. JJ gra po 19.7 minuty na mecz. Tak mało nie grał od…2008 roku, pod skrzydłami Stana w Orlando.

– Shaq O’Neall. Shaq’owi się zbierało w ostatnich miesiącach. Zdaje mi się, że Shaq ma problem ze współczesną koszykówką. Dlaczego? A to dobre pytanie. Może żal mu, że dziś nie tak trudno tym wszystkim młodym gwiazdom o popularność. Że na platformach społecznościowych śledzą ich miliony. Może żal mu, że aż tyle zarabiają. Może gdzieś tam w głębi obawia się, że zostanie zakurzony przez historię. Wszak tyle mówi się teraz o centrach rzucających z dystansu, kozłujących, robiących tyle rzeczy, których Shaq jako zawodnik nie robił. Może jego naturalnym mechanizmem obrony jest więc atak we współczesną NBA i jej zawodników. W końcu Shaq dominował przez duże D i być może nie chce, żebyśmy o tym zapominali w całym tym mówieniu o wszechstronności dzisiejszych wysokich. Tyle, że Shaq robi to w tak szokująco prymitywny sposób. Chyba sam nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jak obrzydza oglądanie studia TNT regularnym pluciem na obecną NBA. Już we wcześniejszych latach, gdy kończyły mu się argumenty, miał tendencje do kończenia dyskusji z Barkley’em, stwierdzeniem, że „ma rację, bo ma cztery tytuły, a Barkley zero”. Przejechał się po Gobercie, po tym jak ten podpisał wielki kontrakt. Przejechał się po Donovanie Mitchellu, a zrobił to w tak niezręcznej sytuacji, podczas pomeczowej transmisji. Shaq próbuje stawiać się w roli jakiejś wyroczni, wielkiego motywatora. Shaq twierdzi, że Mitchell nie ma w sobie „tego czegoś” i pyta Mitchella na wizji, jak się on do tego odnosi. Jak Shaq może to zważyć, zmierzyć czy z Mitchellem da się wygrywać, czy nie? Pamiętam, że po przegranych Finałach 1995 roku, do zera z Rockets Olajuwona, po przegranym Finale Konferencji 1996 roku, do zera z Bulls Jordana, też głośno zastanawiano się czy Shaq ma w sobie „to coś”, żeby wygrywać. Ale nikt nie robił tego w tak przaśnym stylu.

– Zbiorowa Robaczywka dla Bradley’a Beala i Luki Doncica. Za ich fatalną mowę ciała. Nie tak powinni wyglądać liderzy swoich drużyn. Obaj mają pełną świadomość tego, że to na nich skupione są kamery i zainteresowanie mediów. To nie jest dobry sygnał wysyłany świat, gdy Twój lider jest sfrustrowany tym, że kolega spudłował rzut, że nie obronił posiadania. To nie wygląda dobrze, gdy robisz miny i strzelasz oczami i tak bardzo, bardzo pokazujesz jak jest źle.


* Tekst napisałem oryginalnie dla portalu Unibet.

2 comments on “Śliwki vs Robaczywki 2020-21 Vol.4

  1. akx

    Dzięki! Dobrze dobrze się to czyta. Nabrałem ochoty obejrzeć z Tobą kilka meczów. Twoje celne i rozpoznające sytuację komentarze to by było więcej niż coś. Serio. Piona!

    Reply

Pozostaw odpowiedź akx Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.