Blake Griffin nie zagra w tym sezonie! Szok w L.A. (już jest)

Kiedy wydawało się, że wielkimi
krokami zbliża długo oczekiwany debiut pierwszego numeru draftu 2009 z
Los Angeles napłynęła szokująca wiadomość – rehabilitacja lewej rzepki
nie przebiega tak jak oczekiwali tego lekarze, dalsze leczenie
prewencyjne nie ma sensu i niezbędna jest operacja, która następnie
wymagać będzie kolejnych 4-6 miesięcy żmudnej rehabilitacji i
odpoczynku. To wielki cios dla Clippers, którzy mocno liczyli na
wsparcie utalentowanego Griffina w walce o play-offs, która nadal są w
zasięgu "tego drugiego klubu" z L.A.
Powiem przewrotnie – kontuzja wyłączająca go z rywalizacji na cały
sezon może okazać się najlepszą rzeczą jaka przytrafiła mu się w tych
smutnych okolicznościach debiutanckich rozgrywek.
Mam na myśli fakt, że utalentowani zawodnicy z lig uczelnianych w w
wielu przypadkach nie są przygotowani na trudy NBA pod względem
fizycznym, nawet ci uznawani za atletów jakim bez wątpienia jest Blake.
Później w wyniku zmęczenia materiału, nagromadzenia się z początku
lekkich urazów lub grania z niedoleczoną kontuzją skutki to przewlekłe,
chroniczne  dolegliwości towarzyszące graczowi do końca jego kariery.
Przykład Tima Grovera (a dokładniej jego ozdrowionych klientów z
D-Wadem, Arenasem i McGradym na czele) guru od przygotowania
atletycznego pokazuje, że przyczyną wielu (jeśli nie większości)
kontuzji jest właśnie złe lub nie do końca dobre przygotowanie do
trudów sezonu.
Dwa lata temu miałem okazję poznać Mike’a Reida – jednego z grona
najlepszych fachowców od profesjonalnego przygotowania fizycznego.
Mike zdradził, że przez lata swojej współpracy z zawodowcami zdumiony
był faktem jak stosunkowo niewielu potrafi kompleksowo zadbać o swoje
kolana, przygotować je do sezonu a co za tym idzie zminimalizować
ryzyko odniesienie kontuzji.
Dlatego właśnie na kontuzję Griffina patrzę nie jako wielką tragedię
lecz jako szczęście w nieszczęściu. Blake ma teraz 9 miesięcy spokoju
na wyleczenie urazu, wzmocnienie kolan i powrót na obóz treningowy
będąc w 100% przygotowanym do gry. Przechodził to Hakeem Olajuwon,
przechodził to Patrick Ewing, przechodził to Dikembe Mutombo. Wszyscy
oni w początkach swoich karier leczyli kolana i wyleczyli na tyle
dobrze by być gwiazdami tej ligi przez wiele lat.
Tego samego życzę Blake’owi i wierzę, że wróci do gry tak mocny jak
nigdy wcześniej bez względu na to, że na jego piersiach widnieć będzie
napis "Clippers". Złośliwi twierdzą bowiem, że organizacja ta przyciąga
do siebie złe rzeczy – w ciągu ostatnich 30 lat zanotowali tylko 2
sezony z dodatnim bilansem spotkań, wygrali tylko jedną serię
play-offs, mieli w swoim składzie Danny Manninga – ogromny talent,
który nigdy nie rozwinął się tak jak mógł przez regularne, poważne
kontuzje kolan właśnie. Mieli też pierwszy pick w drafcie 1998, który
zamienili na Michaela Olowokandiego, którego ani tytanem zdrowia ani
wielkim talentem nazwać nie można.
Jeśli ktoś ma odwróć złą passe w tej części L.A. to wierzę, że tym kimś może być i będzie zdrowy Blake Griffin.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.