W dniach 27 sierpnia -14 września rozegrane zostaną czterdzieste drugie w swojej historii Mistrzostwa Europy w koszykówce, czyli popularny EuroBasket. Gospodarzami imprezy w fazie grupowej będą Cypryjczycy, Finowie, Łotysze i Polacy. Miejscem zmagań będą Spyros Kyprianou Athletic Center w Limassol, Nokia Arena (znana również jako Tampere Deck Arena) w Tampere, Xiaomi Arena (Arena Riga) w Rydze oraz legendarna hala Spodek w Katowicach.
Drużyny, które zdołają awansować do fazy pucharowej przeniosą się do obiektu Xiaomi Arena (Arena Riga) w Rydze, która maksymalnie jest w stanie pomieścić nawet 14500 fanów, ale w meczach koszykówki liczba ta spada do 11200. To tam, od 6 września, rozpocznie się ostateczna walka o tytuł Mistrzów Europy. Finał oraz mecz o brąz zaplanowane są na dzień 14 września.
Będzie to drugi EuroBasket po restrukturyzacji częstotliwości tej imprezy. FIBA zdecydowała, że EuroBasket 2017 roku był ostatnim rozgrywanym w cyklu dwuletnim. By nadać Mistrzostwom Europy większego prestiżu zdecydowano się na cykl czteroletni. W ramach tej zmiany, kolejny EuroBasket został… zostałby rozegrany w 2021 roku, ale przez fakt, że pandemiczne restrykcje uniemożliwiły rozegranie Igrzysk Olimpijskich w Tokio w zgodnym z kalendarzem roku 2020 (odbyły się rok później), FIBA postanowiła przesunąć o rok również i mistrzostwa Europy. Dłużej mistrzostwa Starego Kontynentu kazały na siebie czekać tylko raz – między rokiem 1939 (Litwa) a 1946 (Szwajcaria). Turniej zaplanowany na rok 1941 nie odbył się ze względu na drugą wojnę światową.
W tegorocznym turnieju udział wezmą 24 ekipy podzielone na cztery grupy. Do fazy pucharowej awansują po cztery najlepsze drużyny z każdej z grup. Czyli dokładnie tak samo, jak trzy lata temu na parkietach w Czechach, Gruzji, Niemczech i we Włoszech. Mistrzowskiego tytułu bronić będą Hiszpanie prowadzeni przez Santi’ego Aldamę z Memphis Grizzlies.
Polska, która trafiła do grupy D, rozpocznie walkę dziś (28.08) o godzinie 20:30, meczem ze Słowenią i Luką Doncicem! Z racji bycia gospodarzem, nasze wszystkie mecze zaczynać się będą o godzinie 20:30. Następnie, już w sobotę (30.08) zagramy z Denim Avdiją i jego Izraelem. W niedzielę (31.08) sprawdzimy jak smakuje islandzki basket. Poniedziałek będzie dniem przerwy w naszej grupie. We wtorek (02.09) zetrzemy się z Francją, z którą przegraliśmy w półfinale ostatniego EuroBasketu. W czwartek (04:09), w meczu zamykającym zmagania w naszej grupie, spróbujemy powstrzymać Belgów bez Toumani’ego Camary z Portland Trail Blazers.
W grupie A, która swoje mecze rozgrywać będzie w obiekcie Xiaomi Arena (Arena Riga. Hala na ponad 11000 kibiców) w Rydze o awans walczyć będą Serbia, Turcja, Portugalia, Czechy, Estonia oraz Łotwa jako gospodarz.
Serbowie naszpikowani są talentem i doświadczeniem, wszak mają w swoim składzie najlepszego obecnie gracza świata w osobie Nikoli Jokica. Wspierać będą go Bogdan Bogdanović (Clippers), Nikola Jović (Heat) oraz Tristan Vukčević (Wizards). W rotacji Serbów są również m.in. Marko Gudurić, Vanja Marinković, Vasilije Micić, Nikola Milutinov i Filip Petrušev. Skład jest tak mocny i doświadczony, że coach Pesić zdecydował się zostawić w domu Nikolę Topica z Thunder.
Turcy od 21 lat czekają na medale z Mistrzostw Europy. W 2001 roku, jako gospodarze, zajęli drugie miejsce. Ekipa coacha Atamana od lat nie była w stanie zmontować tak dobrej ekipy. Na łotewskich parkietach biegać będą m.in. Alperen Sengun (Houston Rockets) i Adem Bona (Philadelphia 76ers). Wspierać będą ich gracze z doświadczeniem z NBA – Cedi Osman, Ömer Yurtseven, Furkan Korkmaz, Onuralp Bitim. Nie można też zapominać, że w ich składzie będzie także Shane Larkin, dwukrotny mistrz Euroligi (2021-2022), jeden z najlepszych rozgrywających europejskich parkietów.
Portugalia ma składzie Neemiasa Quetę z Celtics i nie zawaha się go użyć. We wczorajszym meczu z Czechami 26-latek zaliczył 23 punkty i 18 zbiórek i poprowadził Portugalię do wygranej 62:50. Była to ich pierwsza wygrana w imprezie tej rangi od…18 lat. Ostatnie trzy EuroBaksety Portugalczycy oglądali w telewizorach.
Czesi mają Vita Krejčí’ego z Hawks i też będą próbowali nim straszyć. Nie wyszło z Portugalią (10 punktów), ale turniej dopiero się rozpoczął. Bez Tomáša Satoranský’ego jednak, po porażce z Portugalią, nasi południowi sąsiedzi być może zakończą turniej na ostatnim miejscu w grupie.
Estonia prowadzona przez terenera Heiko Rannula, mistrza Polski z Legią Warszawa, gra basket bardzo poprawny i całkiem nowoczesny na obu końcach parkietu. Nie mają graczy w NBA, nie mają wielkich gwiazd, ale mają kolektyw. To nie wystarczy na Serbię (przegrali 64:98), ani na Turcję, być może nie na Łotwę, ale Estończycy z pewnością mają argumenty, żeby bić się o czwarte miejsce premiujące awansem z grupy. Ich mecze z Portugalią, Czechami oraz Łotwą, to będzie prawidziwa walka, w której spodziewam się sporo ciekawego basketu.
Łotwa gra u siebie, ma w składzie Kristapsa Porzingisa oraz doświadczonych Dāvisa Bertānsa i Dairisa Bertānsa. W meczu otwarcia przegrali z Turcją, ale ich szanse na awans nadal wyglądają dobrze.
W grupie B walczyć będą Finlandia (gospodarz) a Niemcy (Mistrzowie Świata), Litwa, Czarnogóra, Wielka Brytania oraz Szwecja. Areną zmagań będzie Nokia Arena, która może pomieścić nawet 14000 fanów.
Niemcy, brązowi medaliści ostatiego EuroBasketu (pokonali Polskę) są wymieniani w gronie faworytów do medali. Ta drużyna ma wszystko – talent, atletyzm, doświadczenie. Frans Wagner z Orlando Magic jest graczem ocierającym się o All-Star, a Dennis Schröder (Sacramento Kings), MVP mistrzostw świata, gdy gra, zawsze myśli o sobie, że jest najlepszy – na dobre i na złe dla swoich drużyn. Wspierać ich będą Tristan da Silva (Magic) oraz Daniel, Isaac Bonga oraz cała rotacja solidnych graczy.
Litwini tym razem będą mieć tylko jednego przedstawiciela NBA. Będzie nim Jonas Valanciunasa z Denver Nuggets. Ani Domantas Sabonis, ani Matas Buzelis, z różnych przyczyn, w tym turnieju nie wystąpią. Litwa, jak to oni, mają wysoką podłogę swoich możliwości, ale chyba dość niski sufit. Będą groźni i trudni do pokonania dla każdego, ale ciężko jest mi wyobrazić sobie naszych wschodnich sąsiadów sięgających po medale.
Finlandia gotowa na medale? Kto wie? Z tak grającym Lauri Markkanenem nie jest to wykluczone. Finowie, jak to oni, pod wodzą coacha Lassi Tuovi’ego, a wcześniej Henrika Dettmanna, grają basket szybki, nowoczesny, nieprzewidywalne, ale co ważne, bardzo zdyscyplinowany na obu końcach parkietu. Finowie w końcu zrozumieli, że Lauri nie jest jednym z wielu, i trochę wbrew swojej naturze, spuścili go ze smyczy. Nie powiem obserwujcie 18-letniego Mikkę Murinena, bo wiem, że już to robicie.
Szwecja, w mojej ocenie, może być „czarnym koniem” tego turnieju. Przy czym sam jeszcze nie wiem jak definiuję ten ich status. Wyjście z grupy? Napewno. Medale? Może być ciężko. Mają Pelle Larssona z Miami Heat, doświadczonego, ale nadal młodego i głodngo sucesów Ludde Håkansona, a do tego sporo doświadczenie i dobrego coachingu.
Czarnogóra przywiezie ze sobą Nikolę Vucevica z Chicago Bulls oraz Marko Simonovica, 44 wybór draftu roku 2020. Ich wyjście z grupy nie jest niemożliwe.
Jest to ciekawa grupa, bo za wyjątkiem Wielkiej Brytanii, która ewidentnie odstaje i talentem i doświadczeniem, cała pozostała piątka może realnie myśleć o awansie do fazy pucharowej. No chyba, że się mylę, bo przecież „W Europie nie ma już słabych drużyn.” (Jerzy Engel voice).
Grupę C tworzyć będą Włochy, Grecja, Gruzja, Hiszpania, Bośnia i Hercegowina oraz gospodarz Cypr. Drużyny grać będą w ośmiotysięcznej hali Spyros Kyprianou Athletic Center.
Bośniacy mają w składzie Jusufa Nurkicia z Utah Jazz. Zakładając, że pokonają Cypr, ich wyjście lub nie wyjście z grupy rozstrzygnąć się może w starciu z Gruzją. Tak przyjanajmniej wychodzi mi w moich obliczeniach.
Gruzja ma Gogę Bitadze (Orlando Magic) i Sandro Mamukelashvili’ego (Toronto Raptors) i na tym będzie chciała budować swój sportowy kapitał. Dodać też trzeba, że jest z nimi też Tornike Shengelia z Barcelony, z doświadczeniem w NBA. Mogą być trudni dla każdego.
Hiszpanie to aktualni mistrzowie Europy. Coach Sergio Scariolo zabrał na ten turniej swoich wiernych żołnierzy, braci Hernangomez. Liderem ekipy będzie Santi Aldama, z Memphis Grizzlies. Hiszpanie może już nie w tak imponującym składzie, jak jeszcze parę lat temu, ale nawet w lekkiej przebudowie pokoleniowej będą zawsze groźni.
Włosi dosłownie na parę dni przed ostatnim EuroBasketem, stracili Danilo Galinari’ego, który uszkodził łąkotkę w lewym kolanie. Tym razem doświadczony Galo będzie z nimi, być może w swojej ostatniej imprezie tej rangi. 37-latek został parę tygodni temu mistrzem ligi portorykańskiej. Na Cypr przyjeżdża więc może i trochę zmęczony, ale szczęśliwy, ” w gazie”. Wspierać go będą Simone Fontecchio z Miami Heat i Nicolo Melli (obecnie Turcja, wcześniej NBA). Włosi to zawsze groźna drużyna zbudowana z inteligentnych koszykarzy znanych z europejskich parkietów.
Grecy nie pierwszy już raz pokazują, że bracia mogą grać ze sobą w jednej reprezentacji. Nie dwóch, a trzech braci Antetokounmpo zagra w tegorocznym EuroBaskecie. Obok Kostasa (Olympiacos) i Thanasisa będzie też on – Giannis. Grecy nie są wymieniani w gronie faworytów do medali, bo obok potężnego Giannisa mają wprawdzie bardzo solidny skład, ale bez wyróżniających się gwiazd.
Cypr nie wygra ani jednego meczu, a jak wygra, to będziemy o tym trąbić!
A co tam w „naszej” grupie D? Grają tu Islandia, Belgia, Słowenia, Francja, Izrael i Polska.
Poza zasięgiem wszystkich wydają się być Francuzi. Mimo braku Victora Wembanyamy, Rudy’ego Goberta oraz paru innych graczy, trójkolorowi przywieźli do Katowic skład super atletyczny, silny, szybki i piekielnie utalentowany. Z obecnych graczy NBA zobaczymy: Bilal Coulibaly (Washington Wizards), Zaccharie Risacher (Atlanta Hawks), Alex Sarr (Washington Wizards) oraz Guerschon Yabusele (New York Knicks). Z byłych, lub tylko wybranych w drafcie: Isaïa Cordinie, Jaylen Hoard, Timothe Luwawu-Cabarrot, Theo Maledon, Elie Okobo. Męcząca jest sama myśl o atakowaniu ich obrony i bronieniu ich ataków. A co dopiero faktyczne działanie.
Słowenia ma odchudzonego Lukę Dončicia i nie zawaha się go użyć. Pomagać będą mu….no właśnie. To już nie jest rok 2017, nie ma Gorana Dragića. Nie ma też Vlatko Čančara, który nie dostał zgody od Olimpii Mediolan na wzięcie udziału w turnieju. Z racji posiadania w składzie gracza wybitnego, ze Słowenią liczyć się będzie musiał każdy, ale poza liderem Lakers (nie, nie chodzi mi o LeBrona), reszta Słoweńców naprawdę nie powala na kolana.
Izrael ma w składzie Deni’ego Andiję, który zaliczył bardzo dobry sezon w Blazers. Obok niego wybrany w drafcie 2020 roku Yam Madar. A dalej, jak to u nich, cała rotacja solidnych koszykarzy w rozgrywkach FIBA. Jeśli nasi grupowi rywali mieli 2500 lat temu obiecany awans do fazy pucharowej w Rydze, to co zrobisz, jak nic nie zrobisz?
Belgia bez Toumani’ego Camary będzie walczyć, ale łatwo nie będzie. Emmanuel Lecomte, wicemistrz Polski ze Startem Lublin, postara się razem z kolegami o wyjście z grupy, co łatwe nie będzie, ale nie niemożliwe.
Islandia to nie napis na kremie do suchych dłoni. Mimo braku wielkich gwiazd, islandzki basket w swoim koncepcie nie ma absolutnie żadnych powodów do wstydu. Ruch z piłką i bez niej, bieganie do kontr, rzucanie z dystansu, poprawne reagowanie w obronie. Wszystko tam jest.
Na koniec my, Polska. Cóż mam Ci powiedzieć? Będzie ciężko. Myślę, że z Francją nie mamy szans. Myślę, że Luka dobrze pamięta ostatni EuroBasket. Z Izraelem nie gra nam się dobrze. Wychodzi pokonać „tylko” Belgię i Islandię, żeby wyjść z grupy. Z Sochanem byłbym w miarę spokojny o top 4 naszej. Bez niego trochę drżę. Nie jako starający się mówić i pisać uczciwie i analitycznie gość z internetu, tylko tak po ludzku, jako Polak kibicujący swojej kadrze. Walczymy! Do zobaczenia w Katowicach, a potem w Rydze!
Fot. Jakub Mergel.
