San Antonio Spurs zmierzyli się minionej nocy z Memphis Grizzlies. Pomimo nieobecności obydwu liderów zespołu, Victora Wembanyamy oraz elektryzującego rozgrywającego Stephona Castle’a, Ostrogi wygrały 111:101.
Pierwsza kwarta była bardzo wyrównana. Choć Polak rozpoczął mecz na ławce i spędził na parkiecie niespełna siedem minut, to właśnie on był najlepszym strzelcem swojej drużyny, zdobywając 6 punktów.
Uczynił to dzięki dwóm celnym rzutom zza łuku, co jest pozytywnym sygnałem dla polskich kibiców, ponieważ rzut z dystansu w poprzednich latach był jednym z jego głównych mankamentów.
Po pierwszej połowie Spurs prowadzili 49:47. Najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem był Harrison Barnes, który imponował po obu stronach parkietu. Druga część meczu była równie zacięta, żadna z drużyn nie potrafiła zbudować wyraźnej przewagi.
Dopiero na minutę przed końcem, po trzech kluczowych akcjach Barnesa, Spurs objęli prowadzenie 107:101, którego Memphis nie zdołało już odrobić.
W decydującej fazie spotkania istotną rolę odegrał również Jeremy Sochan, będący fundamentem defensywy zespołu z Teksasu. Kryty przez niego Jaren Jackson Jr. nie zdobył w czwartej kwarcie ani jednego punktu.
Ostatecznie Sochan zakończył mecz z dorobkiem 8 punktów, 6 zbiórek, 2 asyst a także dwóch strat oraz trzech fauli w 22 minutach gry.
Trener Mitch Johnson po meczu o Sochanie: „Defensywa Jeremiego była fenomenalna. Zatrzymaliśmy ich na 14 punktach w czwartej kwarcie. Jeremy i Harrison Barnes wzięli na siebie odpowiedzialność za Jarena Jacksona Jr’a. i sprawili, że przy 20 rzutach zdobył tylko 18 punktów. Nie możesz oczekiwać niczego więcej.”
Kolejne spotkanie San Antonio Spurs rozegrają z Atlantą Hawks 21 listopada o godzinie 2:00 czasu polskiego.
Tekst: Mikołaj Stępniak.

