Brooklyn ostatniej szansy

Brooklyn Nets mieli do wczoraj zakontraktowanych na ten sezon 13 zawodników. Oznaczało to, że mogli uzupełnić skład o dwa nazwiska. Dziś jest ich już 14.
Andray Blatche zwolniony w lipcu z Washington Wizards, po kilku dniach rozmów doszedł do porozumienia w sprawie jednorocznego, niegwarantowanego kontraktu za minimum dla weterana z jego stażem. Ostatnie, piętnaste miejsce w drużynie Nets może zająć niedługo Eddy Curry.
To bardzo dobry ruch ze strony Nets. 26-letni Blatche ma za sobą już siedem sezonów w NBA. Jak na swój wzrost (211cm) świetnie biega, jest nieprzeciętnym talentem ofensywnym. Jego problem to klasyczny przypadek, który przerabiało wielu przed nim i przerabiać będzie wielu za nim – zbyt dużo pieniędzy i sławy w młodym wieku. Rewolucja w głowie i spadek motywacji do pracy. Blatche zagrał trzy solidne sezony na dwucyfrowym poziomie punktów. W sezonie 2010-2011 było tego nawet 16.8 punktu, 8.2 zbiórki, 2.3 asysty oraz 1.5 przechwytu. W minionych rozgrywkach średnia punktowa punktowa spadła mu o połowę, miał całą masę problemów dyscyplinarnych, jego podejście do gry było żenujące. Niemal pewne stało się, że klub poszuka szansy na sprzedanie go bądź zwolnienie mimo, że wcześniej dostał od nich spory kontrakt i wiązano z nim duże nadzieje na przyszłość.
Nets, dając mu minimalną i niegwarantowaną umowę podejmują bardzo małe ryzyko. Jeśli nie jest głupi, to pewnie zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli nie odbuduje swojej reputacji w NBA, to kontrakt jaki podpisał z Wizards mógł być jego ostatnim w tej lidze. Talent zawsze przegrywa z ciężką pracą jeśli sam nie jest nią poparty – wyświechtany slogan, który raz po raz jednak cały czas się potwierdza.

 

Niespełna 30-letni Eddy Curry to dokładnie ten sam przypadek. Ostatni sezon przesiedział na ławce w Miami. Miał sześć lat z rzędu, w których zdobywał 10 i więcej punktów a w rozgrywkach 2006-2007, w barwach Knicks potrafił osiągać prawie 20 punktów i 7 zbiórek. W ostatnich czterech latach zagrał tylko w 24 meczach, stracił motywację do gry, był na skraju załamania nerwowego, strasznie przytył. To nie są łatwe sprawy. Dużo pieniędzy, pokusy ze wszystkich stron. Nie każdy stąpa po ziemi na tyle twardo, by nie ulec.
Jeśli Avery Johnson da radę (o ile go zakontraktują) wykrzesać z niego choćby połowę z tego co pokazywał parę sezonów temu, to Nets będą mięć wartościowego zmiennika dla Brooka Lopeza. Curry od dwóch lat stara się odbudować swoją karierę. Stracił na wadze, znów (podobno) ostro trenuje. W Heat nie do końca pasował do systemu. Może na Brooklynie zacznie nowy rozdział w życiu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.