Czytaj między wierszami

Zapomnijcie o skandalach w nocnych klubach, bojkach w szatni i klebach dymu z marihuany. Zapomnijcie o "Jail Blazers" bo oto na waszych oczach tworzy sie druzyna przyszlosci NBA, rosnie potega, ktora w ciagu najblizszych czterech lat siegnie po mistrzowskie pierscienie oto Portland Trail Blazers XXI wieku.

Obecny sezon, jesli chodzi o postawe poszczegolnych zespolow pelen jest niespodzianek takich jak fatalna gra Miami Heat, niewiele lepsza Chicago Bulls czy zaskakujaco wysoka pozycja Lakers. Ale to czego dokonuja "Swietliste Smugi" z Oregonu jest wrecz sensacja grubego kalibru. Najmlodszy zespol NBA pozbywajac sie przed obecnym sezonem problematycznego Zacha Randolpha ostatecznie zerwal z koszmarami przeszlosci stawiajac na mlodosc, przyszlosc i ciezka prace. W drafcie z pierwszym numerem wybrali nastoletniego centra Grega Odena potencjalna gwarancje punktow, zbiorek i blokow na najblizsze 20 lat. Brandon Roy po sezonie w ktorym zostal najlepszym debiutantem zglaszal gotowosc wziecia pelnej odpowiedzialnosci za prowadzenie zespolu mlokosow glodnych gry i sukcesow. Wszyscy z otoczenia klubu byli w siodmym niebie i z niecierpliwoscia oraz nadziejami czekali na rozpoczecie sezonu. Zycie napisalo jednak inny scenariusz jakze rozny od oczekiwanego. Na poczatku wrzesnia 2007 ze sztabu medycznego Portland nadeszla wstrzasajaca wiadomosc – "W nadchodzacym sezonie zapomnijcie o Odenie!" Czeka go powazna i skomplikowana operacja kolana, po ktorej  zawodnik czesto nigdy nie wraca do pelnej sprawnosci. Wiadomosc ta kazala zweryfikowac oczekiwania i marzenia odnosnie sezonu 2007/2008. "Do zobaczenia w pazdzierniku" – powiedzieli kibice Portland zaciskajac zeby (i kciuki).

Dla nikogo wiec nie byl zaskoczeniem slaby poczatek rozgrywek (zaledwie 5 wygranych z 17 spotkan). Bardziej niz wiesciami z parkietow NBA fani zaczeli interesowac sie procesem rehabilitacji operowanego kolana Odena. Co stalo sie pozniej trudno racjonalnie wytlumaczyc. Ci sami zawodnicy, z tym samym trenerem grajac te same zagrywki wygrali 18 z 20 kolejnych spotkan (w tym 13 z rzedu). Juz nikt nie mowi o nastepnym sezonie o drafcie i o wielkim pechu. Jest tu i teraz i tylko to sie liczy. A jest jak we snie. Sklad, ktorego zdecydowana wiekszosc na dobra sprawe powinna byc jeszcze na studiach doskonale realizuje taktyke coacha McMillana, grajac koszykowke skrajnie zespolowa a co najwazniejsze skuteczna. Przerazajace jest to, ze ci chlopcy moga byc tylko lepsi. A rywale? Coz, wiekszosc druzyn z obecnej elity NBA to zespoly weteranow z perspektywa 2 – 3 maksymalnie 4 lat gry na najwyzszym poziomie. Podczas gdy jedni powoli beda schodzic ze sceny "Portlandczycy" kroczyc beda w przeciwnym kierunku. Fakty mowia same za siebie: Steve Nash – 34 lata. Bez niego Suns to juz tylko dobry zespol nieco powyzej przecietnej. Tim Duncan – 32 lata. O ile T.D. jest jeszcze w stanie zagrac nawet 6-7 lat na swoim poziomie o tyle "supporting cast" jakze wazna w taktyce Spurs zaczyna sie wykruszac – Bruce Bowen ma prawie 37, Michael Finley 35. Sam Parker to za malo. Dirk Nowitzki – 30 lat. Dirk podobnie jak Duncan ma przed soba jeszcze wiele lat swietnej gry ale zaryzykuje stwierdzenie ze Mavs w tym skladzie o najwysze cele grac po prostu nie moga, nie potrafia. Wstrzas po przegranym finale z Miami i poprawka z Golden State w roku kolejnym zostawia slad w psychice – to dziala kiedy gra sie o wysoka stawke. Na slabym wschodzie jeszcze slabiej. Detroit – gra w niezmienionym skladzie jest dobra przez kilka lat potem robi sie niezdrowo. No i lata leca. Miami – kolos na glinianych nogach zrobil swoje i upadl. Stawanie na nogi potrwa. Boston – w tym skladzie maja 3 podejscia do trofeum potem starzenie sie z klasa z podkresleniem slowa "starzenie". Cleveland – LBJ, dlugo, dlugo nic. To za malo na tytul.

Zatem okolicznosci dla Portland sa wrecz wymarzone poniewaz by zdobyc mistrzostwo nie wystarczy dobrze grac. Trzeba znalezc sie w odpowiednim momencie historii. Patrick Ewing z Knicks, John Stockton i Karl Malone z Utah, Charles Barkley z Suns nie mieli tego szczescia. Dysponowali wszystkim co niezbedne by wygrywac. Niestety dla nich okres historii w ktorym przyszlo im grac zarezerwowany byl dla kogos innego. Chyba nie musze mowic dla kogo?:)

"Nadchodzimy! Bez wzgledu na to czy jestescie gotowi czy nie"- brzmi jedno z hasel na oficjalnej stronie zespolu. Z dopiskiem "tylko nie mowcie o tym nikomu".  Ciezko trzymac w tajemnicy cos, co jest nieuchronne i staje sie oczywiste. Portland Trail Blazers daja przeciwnikom cenna wskazowke – zdobywajcie swoje tytuly poki jeszcze mozecie, potem to my bedziemy rozdawac karty. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.