Przygotujcie się na dłuższą lekturę – warto sobie zaparzyć herbatkę lub (jako że mamy święto) nalać jakiegoś innego zacnego napoju (np. takiego jak na załączonym obrazku na dole tekstu).
Dokładnie 3 miesiące zajęło zespołom Euroligi rozegranie 19 spotkań (brak tylko zaległego meczu Olympiakos-Fenerbahce) – tempo jest bardzo wysokie i już widać, że nie wszyscy je wytrzymują. Wciąż jednak daleko do ostatecznych rozstrzygnięć – dość powiedzieć, że drużyna z 10 miejsca ma tylko dwie wygrane mniej niż lider tabeli. W drugiej dziesiątce też jest tłoczno – a znajdujące się zaraz za Top 10 drużyny z Włoch, Dubaju i Maccabi też jeszcze nie składają broni w walce o play-in. Pozostała szóstka już raczej nie ma na to szans, ale nie raz odbierze punkty ekipom z góry tabeli. To oczywiście tylko dodaje smaku całemu sezonowi i sprawia, że druga runda gier będzie fascynująca.
Poniżej analiza w formacie „drużyna po drużynie” – w oparciu o obecną oficjalną tabelę ze strony Euroligi i w podziale na cztery grupy drużyn, zależnie od ich zakładanych celów na drugą rundę. Tabela jest jednak tak spłaszczona – np. wszystkie drużyny z miejsc 15-20 mają ten sam bilans (6-13) – że należy to traktować mocno orientacyjnie. W nawiasie przy nazwie drużyny jej pozycja z mojego przedsezonowego Power Rankingu, dla odniesienia.
MIEJSCA 20-15:
Cztery drużyny z bilansem 6-13 nie mają już raczej szans na play-in, bo nawet odwrócenie tendencji i bilans 13-6 w drugiej rundzie (i ogólny bilans 19-19) niczego tu nie zagwarantuje. Nie mówiąc już o tym, że prawie w żadnym z tych sześciu przypadków nie ma widoków na taką pozytywną transformację…
-
Partizan Belgrad (10).
Z pewnością wielki (choć nie największy) zawód pierwszej rundy. Totalny chaos kadrowy i brak chemii w zespole poskutkował odejściem coacha Obradovicia. Do tego obrażeni kibice (nie pomogła wygrana w euroligowych derbach Belgradu) i odejście Tyrique’a Jonesa do Olympiakosu. Nie wydaje się, by Joan Penarroya był w stanie odwrócić ten niekorzystny trend już w tym sezonie. Zespół prawdopodobnie skoncentruje się na wygraniu ligi ABA, by jakoś uratować ten sezon.
-
ASVEL Villeurbanne (19).
Pozycja ASVELu bez zaskoczeń, ale sama gra moim zdaniem na spory plus. W wielu meczach u siebie napsuli krwi ekipom z dużo większym potencjałem kadrowym (bilans 6-3), ale 0-10 na wyjeździe robi swoje. A to wszystko w kontekście plotek o odejściu klubu Tony Parkera z Euroligi oraz przejściu Nando de Colo do Fenerbahce (w poszukiwaniu ostatniej szansy na wygranie Euroligi). Po drugiej rundzie będą pewnie na ostatnim miejscu.
-
Bayern Monachium (16).
Oczekiwania wobec nich nie były zbyt wysokie, ale fatalna seria dziewięciu porażek z rzędu (po części będąca też efektem przedziwnego kalendarza gier – 7 wyjazdów z rzędu) to było za dużo, nawet dla spokojnych Bawarczyków. Dlatego w klubie nie ma już trenera Gordona Herberta a sezon ma ratować Svetislav Pesić. Nie brzmi to jak przepis na pewny sukces, ale z pewnością doświadczony coach uspokoi atmosferę (już wygrał z Maccabi) i uratuje przynajmniej sezon ligowy. W drugiej rundzie powinni wygrać więcej niż 6 meczów, ale play-in im nie grozi.
-
Anadolu Efes Stambuł (5).
Wygrali z Partizanem walkę o miano największego zawodu pierwszej rundy. Fatalna gra zarówno u siebie (3-7, najgorszy bilans w całej lidze), jak i na wyjazdach (3-6), kontuzja Poirera i potem Larkina, trener Kokoskov trzymający się swojej wizji mimo zmieniających się warunków kadrowych i w końcu zwolniony – to wszystko elementy tej wielkiej katastrofy. A tymczasem wszyscy niemal zawodnicy, którzy w lecie opuścili Efes, grają na naprawdę wysokim poziomie…Trener Laso też nie ma łatwego początku, więc wydaje się, że Efes w drugiej rundzie tylko nieznacznie poprawi swoją pozycję i raczej nie otrze się o play-in.
-
Baskonia Vitoria-Gasteiz (19).
Podobnie jak ASVEL – gra jest pozytywnym zaskoczeniem, ale brakuje wygranych na wyjazdach (0-9), mimo pozytywnego bilansu u siebie (6-4). Baskonia po fatalnym początku (0-6) potem zaczęła regularnie wygrywać u siebie, z Luwawu-Cabbarotem rozgrywającym chyba sezon życia. Przy okazji rozegrała kilka epickich bojów, jak wyjazdowe 124-134 z Barceloną. Emocjonalny trener Galbiati chyba przekonał do siebie drużynę i w drugiej rundzie też powinna ona wygrać jeszcze kilka meczów. Szans na play-in jednak brak.
-
Paris Basketball (18).
„Nic dwa razy się nie zdarza” – tak pisałem we wrześniu i chyba tak właśnie jest w przypadku ekipy z Paryża. Szaleństwa Nadira Hifiego czasem pomogą wygrać mecz, ale głównie przeszkadzają – szczytem był mecz w Madrycie, gdzie nie oddawał piłki w końcówce mającemu super dzień Rhodenowi i Paryżanie oddali w zasadzie wygrany mecz. Ale taka to już ekipa – fajnie się ich dalej ogląda, jednak wyniku w okolicach play-in z tego nie będzie. Jeśli w drugiej rundzie powtórzą 6-13, to i tak będzie dobry wynik.
MIEJSCA 14-11.
Mamy tu drużyny z bilansem 8-11 i 9-10, które realnie mogą jeszcze nawiązać walkę o play-in. Moim zdaniem będzie to jednak zależeć bardziej od tego, czy zadyszkę zaliczą ekipy na ten moment znajdujące się w Top 10, bo ciężko przypuszczać, by którakolwiek z tych czterech ekip była w stanie grać na powyżej 50% zwycięstw. Najbliższej tego wydaje się być, szczególnie po powrocie do własnej hali, Maccabi, ale ma też najgorszą z tych ekip pozycję wyjściową.
-
Maccabi Tel Aviv (17)
Grudniowa seria 5 zwycięstw z rzędu i przejście z bilansu 3-10 do 8-10 sprawiły, że Maccabi dość chyba niespodziewanie przeskoczyło do grupy drużyn z realnymi szansami na play-in. Iffe Lundberg z pewnością pomógł w tym, znakomity sezon ma też Sorkin – a i Loonie Walker zdaje się rozumieć Euroligę lepiej niż podczas pierwszego pobytu w niej. Jeśli włączy się Jaylen Hoard, który gra poniżej swych możliwości, to może otrą się o play-in. Moim zdaniem jednak nie uda się im to.
-
Dubai BC (11).
Dubajczycy zgodnie z zapowiedziami grają solidnie, ale około 50% zwycięstw to chyba chwilowo ich sufit, co niekoniecznie daje szansę skutecznej walki o play-in. U siebie są groźni dla każdego (7-2), ale wyjazdy są ich słabym punktem (2-8), co było zresztą to przewidzenia, ze względów logistycznych (vide Bayern). Brakuje też cwaniactwa Musy, choć kilka końcówek meczów pociągnął McKinley Wright IV, który miał imponującą pierwszą rundę. Zespół stawia na kontynuację, trener Golemac dostał długi kontrakt, więc ten sezon z pewnością będzie wartościowym wkładem do budowania ekipy na play-off w kolejnych latach. Tym razem jeszcze się to raczej nie uda.
-
Armani Mediolan (12).
Na ławce nie ma już Messiny (choć pozostaje w klubie) a trener Poeta wniósł trochę świeżości do gry zespołu. Powrót do ścisłej czołówki Euroligi zespołowi z Mediolanu jednak nie grozi w tym sezonie, nawet o play-in będzie bardzo ciężko. W drugiej rundzie też powinni zagrać na około 50% zwycięstw, ale konkurencja nie śpi i nie da się wyprzedzić.
-
Virtus Bolonia (11).
Gra Virtusa na plus, trener Ivanović wyciąga chyba z obecnego składu co się da. Pozytywnie zaskakuje po kilku słabszych sezonach Vildoza, może pomógł mu letni ślub ze swoją partnerką. Mecze Virtusa dobrze się ogląda, jednak może to być na mało na play-in.
MIEJSCA 10-7
Na miejscach dających udział w play-in są ekipy z bilansem 11-8 i 11-7 (Olympiakos ma mecz zaległy). Real i Olympiakos liczą pewnie na Top 6, Żalgiris i Crvena Zvezda (szczególnie w kontekście jej problemów kadrowych) nie są aż tak pewne pozostania w tej części tabeli, jednak ich dotychczasowa gra skłania raczej do optymizmu niż pesymizmu w tej kwestii.
-
Real Madryt (6).
Początek sezonu w wykonaniu ekipy coacha Scariolo nie jest usłany różami, ale finalnie są tam gdzie chcą, czyli blisko ścisłej czołówki (tylko dwa mecze straty do lidera). Problemem są mecze wyjazdowe (3-7), bo u siebie Królewscy tradycyjnie nie dają wielu szans oponentom (8-1). Rozkręca się po fatalnym początku Maledon, świetnie gra ostatnio Campazzo, swoje daje też Lyles. Reszta gra solidnie, ale błysku brak. Jeśli trener Scariolo nie wymyśli czegoś nowego, to o Final Four w tym roku będzie bardzo ciężko, nawet jeśli zespół awansuje bezpośrednio do play-off, co jest prawdopodobne.
-
Crvena Zvezda Belgrad (7).
Niesamowita runda ekipy z Belgradu. Zmiana trenera już po 2 kolejkach, cała seria chorób i kontuzji, fantastyczna seria zwycięstw wbrew wszelkiej logice. Oczywiście, ogromna w tym zasługa świetnej gry u siebie (8-2), bo na wyjazdach nie jest już tak dobrze (3-6). Kłaniają się jednak także udane transfery i pozyskanie zawodników budujących dobrego ducha w drużynie, przede wszystkim Chimy Moneke. Bardzo przydali się też Nwora i pozyskany awaryjnie Motiejunas. Druga runda będzie bardzo ciężka, ale stawiam na to, że Crvena Zvezda utrzyma miejsce w strefie play-in i powalczy o Top 8.
-
Żalgiris Kowno (15).
W tym przypadku muszę bić się w pierś, ale czynię to z przyjemnością, bo mój ulubiony Żalgiris po raz kolejny pokazuje, że ich kultura organizacyjna to złoto i są w stanie pozostawać w walce o wysokie cele. Wielka w tym zasługa zarówno coacha Masiulisa (kto by się spodziewał..), jak i udanych transferów, bo Williams-Goss, Moses Wright i Maodo Lo robią dokładnie to, czego od nich oczekiwano. Nawet niechciany przez kibiców Tubelis robi fajne liczby. No i oczywiście fantastyczny Sylvain Francisco, który gra momentami jak z nut. Żalgiris ma też coś, czego nie mają drużyny opisane powyżej – wygrywa regularnie na wyjazdach (5-4), co jest w Eurolidze olbrzymim atutem. Bardzo liczę na to, że utrzymają się w strefie play-in, choć w ostatnich latach zdarzały im się zniżki formy w drugiej rundzie. Tym razem skład wydaje się być jednak wystarczająco szeroki.
-
Olympiakos Pireus (2).
Olympiakos niespodziewanie w strefie play-in, ale pamiętać należy o zaległym meczu u siebie z Fenerbahce. Tak czy owak, nie jest to z pewnością pierwsza runda jakiej oczekiwano w Pireusie, nawet pomimo ostatniej wygranej z Panathinaikosem. Przed trenerem Bartzokasem i jego sztabem sporo pracy, szczególnie że przychodzi Tyrique Jones i trzeba nieco pozmieniać rotację. Jeśli mam być szczery, to nie wiem czym to się wszystko skończy. Zakładam, że Olympiakos będzie w Top 4, ale jeśli tak się nie stanie, to też nie będę jakoś bardzo zaskoczony.
MIEJSCA 6-1
Pierwszą szóstkę dał tym razem bilans 12-7 lub 13-6. Wszystkie drużyny poniżej czeka jednak twarda walka o utrzymanie się w tej strefie – a przede wszystkim o zdobycie przewagi własnego parkietu w play-off, co w przypadku ćwierćfinałów Euroligi jest kwestią życia i śmierci.
-
FC Barcelona (8).
„Barca będzie w play-in, ale Final Four jest według mnie kompletnie poza ich zasięgiem” – tak pisałem 3 miesiące temu. Chyba trzeba to lekko zrewidować, bo Xavi Pascual to jednak game-changer. Do tego świetny sezon grał i może dalej grać Clyburn (miejmy nadzieję, że wróci po obecnej kontuzji), obudził się także Kevin Punter, MVP grudnia. Barca buduje się z meczu na mecz i dziś już może włączyć się do walki o Top 4. Walka o to będzie jednak toczyć się do samego końca sezonu.
-
Panathinaikos Ateny (1).
W Panathinaikosie niespokojnie po 10 z rzędu przegranej z Olympiakosem w Eurolidze. Prezes Giannakopoulos wybrał się na trening i przeprowadził poważną pogadankę z całym zespołem. W przeszłości takie socjotechniki działały, zobaczymy jak będzie teraz. Ogólnie, sytuacja nie wydaje się zła, jednak faktycznie zespół w kilku meczach oddał wygraną bez większej walki, co w Atenach jest nie do przyjęcia. Nie wykorzystuje też przewagi własnego parkietu (tylko 6-3), co nie wróży dobrze w perspektywie Final Four w OAKA. Wydaje się jednak, że druga runda przyniesie nową twarz ekipy marzącej o wygraniu Euroligi we własnej hali. Będą w Top 4 i w Final Four – a potem „czas pokaże”, jak mawia Zenek Martyniuk 😊
-
AS Monaco (4).
Monaco ma pewne problemy na wyjazdach (5-5), ale u siebie gra solidnie i mimo pewnych problemów organizacyjnych w klubie zespół w spokoju wykonuje swoją robotę. Podział ról wydaje się być jasny, Mirotić nie aspiruje do miana samca alfa, więc i tutaj ekipa może być spokojna. Moim zdaniem utrzymają się w Top 4 i powalczą o Final Four z przewagą własnego parkietu (choć pokazali kiedyś, że w ich przypadku to nie jest 100% gwarancja sukcesu…).
-
Fenerbahce Stambuł (3).
Początek sezonu był turbulentny (3-5), ale od tego czasu (9-1) maszyna trenera Jasikieviciusa nabiera rozmachu i nie wygląda, by miała się zatrzymać. Dołączają jeszcze Chris Silva i Nando de Colo, więc rotacja wydaje się być kompletna. Horton-Tucker fajnie się rozkręcił, Baldwin i Biberović też są w dobrej formie, więc jest wiele powodów do optymizmu. Top 4 wydaje się nie być zagrożone. A jeśli Fenerbahce będzie mieć przewagę własnego parkietu w play-off to oznaczać będzie tylko jedno – będą w maju w Atenach.
-
Hapoel Tel-Aviv (9).
Wielka niewiadoma tego sezonu okazuje się być całkiem poważną opcją na Final Four. Ostatnio wiedzie im się nieco gorzej (6-4 w ostatnich 10 meczach), ale wracają do własnej hali i nieco mniej czasu będą spędzać w rozjazdach, co przy napiętym kalendarzu będzie pomocne. Micić, Bryant i Oturu zgodnie z zapowiedziami robią swoją robotę, zadaniowcy też się sprawdzają. Druga runda będzie jednak trudniejsza, bo wiele mocnych drużyn zna już atuty Hapoelu i będą lepiej przygotowane. Hapoel powinien być w pierwszej szóstce, ale niekoniecznie w pierwszej czwórce.
-
Valencia Basket (13).
„Jeśli miałbym szukać potencjalnej niespodzianki na miarę ubiegłorocznych występów Paris Basketball, to Valencia wydaje się pierwszym kandydatem. Ale to się nie wydarzy…”. Tak pisałem 3 miesiące temu i wygląda na to, że częściowo miałem rację a częściowo się pomyliłem. Drużyna trenera Martineza ma 9-1 we własnej, nowej (i pięknej) hali, ale ostatnio zaczęła też wygrywać na wyjazdach, z czym na początku były problemy (ogólnie 4-5 na wyjazdach). Wygrane w Atenach i Pireusie pokazują, że trzeba ich brać na serio również w kontekście całego sezonu. Oczywiście, będzie im bardzo ciężko o Top 4 i nawet Top 6, ale mając w zasadzie pewnych play-in mogą grać na luzie i kolekcjonować kolejne wygrane. Ciężko przewidzieć jak to się zakończy, ale Valencia do zespół przyszłości (choć nie wiadomo czy w Eurolidze, bo podobno rozmawiają też z FIBA i NBA).
PODSUMOWANIE
W świetle przedsezonowego Power Rankingu z Top 10 wypadły Efes (5) i Partizan (10), zastąpione przez Żalgiris (15) i Walencję (13).
Różnice między drużynami nie są duże, ale wydaje się, że podział na pierwszą i drugą dziesiątkę jest już stabilny. Tylko nagłe załamanie formy jakiejś drużyny z Top 10 może to zmienić.
Punktowanie na wyjeździe wydaje się kluczowe w drugiej rundzie – w obecnym Top 8 tylko Walencja ma wyjazdy na minus, i to minimalnie (4-5).
Tekst: Michał Kuś, „Co Tam Panie w Eurolidze?„.


