W oczekiwaniu na początek Final Four podrzucam analizę dotyczącą wszystkich dwudziestu drużyn i ich występów w tym sezonie – z włączeniem playoff. Poniższe zestawienie bazuje na ostatecznej tabeli po sezonie zasadniczym, ale odnosi się też zarówno do stworzonego przeze mnie przed sezonem Power Rankingu, jak i do analizy śródsezonowej, która publikowana była w styczniu, po 19 kolejce. Da to możliwość porównania moich przewidywań z ostatecznymi rozstrzygnięciami – i znalezienia drużyn, które spisały się ponad oczekiwania (przynajmniej moje), jak i tych, które (w różnym stopniu) zawiodły.
Zgodzicie się chyba, że to było piękne 7,5 miesiąca dla kibiców Euroligi i europejskiego basketu generalnie. Oczywiście, dla jednych drużyn skończyło się to historycznymi sukcesami, inni natomiast ponieśli bolesne porażki, z których będą musieli się przez jakiś czas podnosić.
Jeśli macie swoje zdanie na ten temat, to oczywiście z przyjemnością zapraszam do dyskusji w komentarzach!
20. ASVEL Villeurbanne (8-30)
(Przedsezonowy Power Ranking: 20)
(Pozycja w połowie sezonu: 19)
Skończyli sezon tam, gdzie ich się spodziewano, czyli na ostatnim miejscu. Z pewnością nie było to jednak ostatnie miejsce w stylu Alby Berlin, bo nie tylko wygrali więcej meczów, ale także w równie wielu zaprezentowali się bardzo solidnie (szczególnie grając u siebie), mimo utraty Nando de Colo.
Wedle ostatnich deklaracji pozostają w Eurolidze i kończą romans z projektem NBA Europe, przynajmniej na teraz. Muszą jednak mocno przemyśleć swoją strategię obecności w Eurolidze, bo z obecnym podejściem ostatnie miejsce mają gwarantowane…
19. Anadolu Efes Stambuł (12-26)
(Przedsezonowy Power Ranking: 5)
(Pozycja w połowie sezonu: 17)
Jeden z największych przegranych tego sezonu, zarówno w kontekście mojego wrześniowego Power Rankingu, jak i własnych nadziei przed rozpoczęciem rozgrywek. Trener Kokoshkov nie poradził sobie z poustawianiem tych puzzli, zmiana na Pablo Laso też niewiele dała. Do tego kontuzje kluczowych graczy (Larkin, Poirer) i przepis na katastrofę gotowy.
A tymczasem gracze, który pozbyto się z Efesu zagrali albo świetny sezon (Bryant, Oturu w Hapoelu, Nwora w Crvenej Zvezdzie), albo przynajmniej dobry (Thompson w Valencii)… Pablo Laso ma kontrakt do 2027, zobaczymy czy dostanie szansę zbudowania zespołu od podstaw.
18. Baskonia Vitoria-Gasteiz (13-25)
(Przedsezonowy Power Ranking: 19)
(Pozycja w połowie sezonu: 18)
Podobnie jak w przypadku ASVELu oczekiwania nie były wysokie i ekipa Baskonii im sprostała. Miała moment, w którym mogła się podłączyć do walki o play-in, ale jednak z tym składem nie dało się walczyć na tak długim dystansie.
Przegrali kilka stykowych meczów bardzo nieszczęśliwie, ale prawda jest taka, że w tej Eurolidze dotyka to prawie każdego… Trener Galbiati wydaje się być jednak dobrym wyborem, wygrał Puchar Króla i zapowiada się, że zostanie tu na dłużej. Daje to nadzieję na zbudowanie zespołu zdolnego powalczyć przynajmniej o wejście do play-in.
17. Virtus Bolonia (14-24)
(Przedsezonowy Power Ranking: 14)
(Pozycja w połowie sezonu: 11)
Vildoza, Smailagić, Carsten Edwards i włoska młodzież całkiem długo byli w walce o play-in, jednak końcówka sezonu była dla nich fatalna (2-8 w ostatnich dziesięciu meczach), czego ofiarą padł trener Ivanović, którego pod koniec marca zastąpił Nenad Jakovljević.
Dało się odczuć brak wystarczających zasobów na ławce, a i liderzy zespołu mieli gorsze momenty w sezonie. Być może przenosiny do nowej hali (od jesieni 2026) dadzą klubowi pozytywny impuls, podobnie jak stało się to w przypadku drużyny z Walencji.
16. Paris Basketball (15-23)
(Przedsezonowy Power Ranking: 18)
(Pozycja w połowie sezonu: 15)
Powtórki z ubiegłego sezonu nie było, ale zaprezentowali się solidnie, szczególnie w drugiej części sezonu (bilans 9-10), mimo zamieszania związanego ze zmianą trenera (Francesco Tabellini zastąpiony przez 28-letniego Juliana Thomasa!).
Wiele wskazuje na to, że dorasta nam Nadir Hifi, ale bez nieco większej ofensywy transferowej miejsce 16 może być szczytem ich marzeń w kolejnym sezonie.
15. Partizan Belgrad (16-22)
(Przedsezonowy Power Ranking: 10)
(Pozycja w połowie sezonu: 20)
Po fatalnej pierwszej rundzie, odejściu trenera Obradovicia i ogromnym zamieszaniu wewnątrz klubu w drugiej części sezonu udało się Partizanowi wrócić na właściwe tory.
Joan Penarroya pozbył się części problemów z szatni (Jones, Parker) i przekonał drużynę do swoich pomysłów. Końcówka sezonu (7-3) pozwoliła na zajęcie 15 miejsca i uratowanie reputacji klubu, ale w kontekście przyszłego sezonu wiele trzeba w biało-czarnej części Belgradu przemyśleć na nowo…
14. Armani Mediolan (17-21)
(Przedsezonowy Power Ranking: 12)
(Pozycja w połowie sezonu: 12)
Podobnie jak druga z włoskich drużyn Armani bardzo długo utrzymywał się w walce o Top 10 (14-14 po 28 kolejkach), jednak ostatnia prosta sezonu (bilans 3-7) odebrała im wszelkie opcje.
Lorenzo Brown, Marko Gudurić i Devin Booker nie okazali się lekiem na słabości drużyny z Mediolanu, szczególnie ten pierwszy okazał się niewypałem. Zmiana trenera w trakcie sezonu wyszła natomiast zespołowi raczej na dobre, bo Peppe Poeta to bardzo obiecujący coach i mam nadzieję, że dostanie szansę dalszej pracy.
13. Bayern Monachium (17-21)
(Przedsezonowy Power Ranking: 16)
(Pozycja w połowie sezonu: 18)
Fatalna seria porażek (9) w drugiej części pierwszej rundy odebrała wszelkie nadzieje na walkę o play-in i przyczyniła się do zmiany trenera w stolicy Bawarii.
Svetislav Pesić jeszcze raz pokazał swój warsztat i w drugiej rundzie Bayern wyglądał całkiem solidnie (bilans 11-8), choć należy przy tym zauważyć, że grał więcej meczów u siebie. Na przyszłość trzeba jednak nowej strategii – i chyba na to się zanosi, bo właśnie ogłoszono, że po sezonie klub opuści dyrektor sportowy Dragan Tarlac. Pytanie, czy pójdzie za tym także zwiększenie budżetu…
12. Maccabi Tel Aviv (18-20)
(Przedsezonowy Power Ranking: 17)
(Pozycja w połowie sezonu: 14)
Początek sezonu był bardzo słaby dla ekipy trenera Kattasha (3-10), ale potem drużyna rosła z o kolejki na kolejkę.
Bardzo przydał się transfer Iffe Lundberga, olbrzymi progres zanotował też Roman Sorkin. Z czasem poprawili się także Walker, Hoard i Clark, ale w końcówce sezonu zabrakło nieco energii i walka o play-in okazała się niemożliwa.
Brak gry na własnym parkiecie przez większość sezonu też z pewnością nie pomógł, ale to już zupełnie inna historia.
11. Dubai BC (19-19)
(Przedsezonowy Power Ranking: 11)
(Pozycja w połowie sezonu: 13)
Dla mnie zespół z Dubaju to pozytywne zaskoczenie. Bardzo dobrze się ich oglądało i trochę szkoda, że na koniec sezonu euroligowego włodarze klubu stracili tak łatwo nerwy, zwalniając Juricę Golemaca.
Aleksander Sekulić to dobry trener, ale moim zdaniem ta zmiana nie musiała się wydarzyć. Świetnie prezentowali się przede wszystkim McKinley Wright IV i Mfiondu Kabengele, szkoda natomiast, że całego sezonu nie mógł zagrać Musa.
Jeśli utrzymają trzon składu, to w kolejnym sezonie marzenie o Top 10 może się ziścić. Sytuacja geopolityczna w Zatoce Perskiej też może jednak mieć tutaj znaczenie.
10. Crvena Zvezda (21-17)
(Przedsezonowy Power Ranking: 7)
(Pozycja w połowie sezonu: 9)
Przedziwny sezon w wykonaniu Crvenej Zvezdy zakończył się na fazie play-in. Ambicje były wielkie, ale plaga kontuzji i błyskawiczna zmiana trenera na początku sezonu szybko ostudziły nastroje.
I wtedy zupełnie niespodziewanie zespół zaczął grać jak z nut. Fizjologii nie da się jednak oszukać i w drugiej rundzie nieco brakowało świeżości, pojawiały się też w dalszym ciągu kontuzje (np. Moneke).
Przy utrzymaniu trzonu składu i wzmocnieniu pionu medycznego Crvena Zvezda powinna jednak być w stanie powalczyć o playoff w kolejnym sezonie.
9. FC Barcelona (21-17)
(Przedsezonowy Power Ranking: 9)
(Pozycja w połowie sezonu: 6)
Prawdziwa wańka-wstańka w wykonaniu drużyny z Katalonii, na wszystkich możliwych poziomach. Szybko na wylocie znalazł się Penarroya a pod wodzą Xaviego Pascuala zespół bardzo szybko odżył.
Była to jednak nietrwała zmiana na lepsze, bo nawet taki fachowiec jak Pascual nie mógł zmienić tego, że zespół Barcy był po prostu za stary i nie był w stanie wytrzymać trudów tak intensywnego sezonu.
Czeka nas zatem długie lato w stolicy Katalonii, bo Xavi Pascual nie pozostanie na stanowisku, karierę kończy Jan Vesely a w mediach głośno o transferach takich jak Sylvain Franscisco, Moses Wright czy sam Mike James.
8. AS Monaco (22-16)
(Przedsezonowy Power Ranking: 4)
(Pozycja w połowie sezonu: 6)
Pomimo olbrzymich problemów organizacyjnych i kadrowych (zmiana trenera, kontuzje, zakaz transferów) udało im się awansować do playoff – i to było realne maksimum ich możliwości w tym sezonie.
Ćwierćfinał pokazał, że szanse na Final Four wynosiły dokładnie zero. Nie można też wykluczyć, że trzeci mecz serii playoff z Olympiakosem był ostatnim (na teraz) meczem Euroligi w Monaco, bo przyszłość klubu jest bardzo niepewna.
Już pojawia się sporo plotek o odejściu gwiazd – a w czerwcu ma się odbyć kluczowa dla przyszłości rozprawa sądowa. Tak kończą się romanse z ruskimi pieniędzmi…
7. Panathinaikos (22-16)
(Przedsezonowy Power Ranking: 1)
(Pozycja w połowie sezonu: 5)
Wspomniane powyżej niepowodzenia Efesu i Partizana to pestka przy greckiej tragedii, która wydarzyła się w Atenach.
Ten sezon od początku wyglądał źle, zarówno sportowo (ciągłe problemy z obroną, niemożność wpasowania TJ Shortsa, słabsza forma Nunna), jak i organizacyjnie (kolejne sagi z prezesem Giannakopoulosem).
Wszyscy chyba byliśmy jednak przekonani, że w odpowiednim momencie trener Ataman i spółka włączą piąty bieg i zameldują się w „swoim” Final Four. I gdy wydawało się, że tak właśnie się dzieje, po dwóch wygranych w Walencji przyszło 0-3 w kolejnych meczach.
W tej sytuacji nawet potencjalny tytuł w lidze greckiej niczego chyba nie zmieni i będziemy mieli letnie nowe rozdanie pod Akropolem.
6. Hapoel Tel-Aviv (23-15)
(Przedsezonowy Power Ranking: 9)
(Pozycja w połowie sezonu: 2)
Mój śródsezonowy typ („Hapoel powinien być w pierwszej szóstce, ale niekoniecznie w pierwszej czwórce”) sprawdził się w tym przypadku dokładnie, gdyż Hapoel nie był w stanie utrzymać dyspozycji z pierwszej połowy sezonu.
Również w playoff tylko w meczach u siebie byli w stanie nawiązać walkę z Realem. Zwirowania logistyczne też z pewnością miały na to częściowy wpływ.
Ogólnie jednak pierwszy sezon w Eurolidze w nowym formacie można potraktować jako udany. A ambitny prezes Ofer Yannay już zapowiada zwiększenie budżetu z 58 do 76 mln euro i walkę o jeszcze wyższe cele w kolejnym sezonie.
5. Żalgiris Kowno (23-15)
(Przedsezonowy Power Ranking: 15)
(Pozycja w połowie sezonu: 8)
Najprzyjemniejsza dla mnie niespodzianka tego sezonu! Nie chcąc sobie robić nadziei umieściłem Żalgiris bardzo nisko w Power Rankingu, po cichu licząc że powalczą o play-in.
Skończyło się na bezpośrednim awansie do playoff, gdzie nie udało się jednak wygrać więcej niż jednego meczu z obrońcami tytułu. To był jednak wyjątkowy sezon dla klubu i potwierdzenie skuteczności stosowanej strategii rozwoju.
Świetnie zarządzał drużyną Tomas Masiulis, swoje atuty pokazali w końcu w pełnym zakresie Francisco i Wright, do swojej dobrej dyspozycji przyzwyczaili Williams-Goss i Maodo Lo, rewelacyjnie wpisał się w zespół niechciany przez kibiców Tubelis.
Niestety, oznacza to także, że tego lata Żalgiris straci sporą część wspomnianych zawodników (Francisco, Wright, Tubelis) i będzie musiał budować się od nowa. Oni to jednak potrafią!
4. Fenerbahce Stambuł (24-14)
(Przedsezonowy Power Ranking: 3)
(Pozycja w połowie sezonu: 3)
Jak na zespół broniący tytułu i bardzo doświadczony Fenerbahce prezentowało w tym sezonie zaskakująco duże wahania formy.
Słaby początek, świetny środek sezonu z seryjnie wygrywanymi meczami oraz fatalna końcówka, która nieomal kosztowała drużynę trenera Jaskieviciusa przewagę własnego parkietu przed playoff.
W momencie próby okazało się jednak, że team jest gotowy i ćwierćfinałowa seria z Żalgirisem zakończyła się po myśli ekipy z azjatyckiej części Stambułu.
Plan minimum jest więc wykonany i teraz pora na – jak wielu wskazuje – przedwczesny finał, czyli mecz z Olympiakosem.
3. Real Madryt (24-14)
(Przedsezonowy Power Ranking: 6)
(Pozycja w połowie sezonu: 8)
Maaszyna trenera Scariolo rozkręcała się powoli, ale nieustannie. Na początku sezonu wydawało się, że powrót do Final Four jest mało prawdopodobny, ale wraz z upływem czasu Królewscy pieli się w górę tabeli i pokazywali coraz lepszą dyspozycję, choć cały czas z problemami w meczach wyjazdowych (bilans 6-13 w meczach poza Madrytem).
Fantastyczne momenty miał Campazzo, bardzo dobrze wkomponował się w zespół Lyles, rozkręcali się też z czasem Maledon, Hezonja i Garuba.
Pozwoliło to na zajęcie trzeciego miejsca i dość spokojną wygraną w serii z Hapoelem. Problemem są jednak obecne kontuzje graczy podkoszowych (Tavares, Len), które mocno zaważą na szansach Realu w Final Four.
2. Valencia Basket (25-13)
(Przedsezonowy Power Ranking: 13)
(Pozycja w połowie sezonu: 1)
Na początku sezonu nieśmiało sugerowałem, że Valencia może powtórzyć historię Paris Basketball z poprzedniego sezonu, ale nigdy nie spodziewałem się, że z tego projektu już w tym sezonie wyrośnie coś tak dużego.
Drużyna z Walencji była w stanie, dzięki szerokiej rotacji i młodym nogom wielu graczy, utrzymać intensywność swojej gry przez cały sezon – w drugiej rundzie dała się wyprzedzić tylko Olympiakosowi.
Valencia w efekcie okazała się zespołem teraźniejszości a nie tylko przyszłości, co pokazała również w fantastycznej serii ćwierćfinałowej z Panathinaikosem, już nazywanej najlepszą w historii.
Trener Martinez zbudował kombajn do koszenia starych sław Euroligi i w Final Four jego zespół też nie pozostaje bez szans.
1. Olympiakos Pireus (26-12)
(Przedsezonowy Power Ranking: 2)
(Pozycja w połowie sezonu: 7)
Czasy się zmieniają, legendy wpadają w kłopoty – a coach Bartzokas i Olympiakos są cały czas na topie.
O ile jeszcze pierwsza runda pozostawiała pewne wątpliwości, to już w drugiej części sezonu i w playoff biało-czerwoni z Pireusu nie pozostawili konkurencji żadnych złudzeń.
MVP Vezenkov, odrodzony Dorsey, profesorski pod koszem Milutinov – można tak jeszcze wymieniać i wymieniać.
Doświadczeni zawodnicy Bartzokasa wydają się być zatem na dobrej drodze do przełamania klątwy pierwszego miejsca. Do tego jednak jeszcze długie 80 (albo i więcej) minut gry.
PODSUMOWANIE
Pomimo ścisku w tabeli sezonu zasadniczego ostatecznie stworzona w ten sposób hierarchia potwierdziła się zatem zarówno w play-in, jak i w playoff.
Co więcej, pierwsza dziesiątka zespołów w tabeli po połowie sezonu w komplecie utrzymała swoje miejsce w Top 10 na koniec. To chyba pierwszy taki przypadek od lat, więc może i dobra wróżba dla Olympiakosu przed Final Four…
Już jutro będziemy wiedzieć o wiele więcej!
Tekst: Michał Kuś z Co Tam Panie w Eurolidze?

