Finały 2015: Cavs wygrywają w Oakland i wyrównują serię!

Mimo braku Kyrie Irvinga, Cleveland Cavaliers wywieźli bardzo, bardzo cenne zwycięstwo z gorącego parkietu w Oracle Arena, gdzie Warriors przegrali tylko trzy razy w tym sezonie, w tym tylko raz w tych play-offach. Podopieczni Davida Blatta pokonali Warriors 95:93. Żeby wyłonić wygranego, kolejny raz potrzebna była dogrywka. Nigdy wcześniej w historii Finałów nie zdarzyło się, żeby pierwsze dwa mecze potrzebowały ekstra sesji. Dla Cavaliers była to pierwsza wygrana w historii ich występów w Finałach NBA.

https://nationalpostcom.files.wordpress.com/2015/06/475926428.jpg?w=620&h=436
Czasem, nawet w play-offach, gdy budzę się na mecz, miewam kłopoty z utrzymaniem głowy w pionie. Odpadam w czasie przerw time-outów, czy nudnych i rwanych akcjach. Mówię sam do siebie "OK, zamykam oczy i będę sobie słuchał". Wiem jednak dobrze czym to się skończy. Prędzej czy później Morfeusz upomni się o nas wszystkich.
W tych Finałach, póki co, jak w dobrym filmie grozy Alfreda Hitchcocka –
zaczyna się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie nieprzerwanie rośnie.

To był mecz, w którym Cavs chcieli narzucić tempo gry oraz jej warunki. Zaczęli od pomysłu by pójść na wymianę. Szybkie rzuty we wczesnej ofensywie, próby błyskawicznych kontr. Warriors nie mieli z tym problemu bo przecież to ich gra, ich tożsamość.
Parę time-outów później goście z Ohio wrócili do swojej gry.

Ten mecz był jak pojedynek w ringu dobrze znających się pięściarzy. Pierwsza kwarta na remis, druga +2 dla Cavs, trzecia +1 dla Cavs a czwarta…

Końcówka meczu była bliźniaczo podobna do tej ze starcia otwierającego serię.
Wielki mecz LeBrona kolejny raz sprowadził się do tego jednego, ostatniego posiadania przy remisie w samej końcówce IV kwarty.

Tym razem zamiast zawierzyć swojemu rzutowi, zawierzył swojej sile i szybkości. Wszystko było tam gdzie trzeba – dobra pozycja, penetracja, layup lewą ręką. Niestety dla niego Draymond Green też był, tam gdzie trzeba by wybronić penetrację Jamesa na miarę pozostania w grze o kolejnych pięć minut.

I zapewne tak samo jak po pierwszym meczu tak i po tym zobaczę w ciągu dnia w sieci coś na temat nie kończenia przez Jamesa tego typu sytuacji.
Spójrz raz jeszcze w statystyki – 39 punktów, 16 zbiórek, 11 asyst, blok i przechwyt. Bez LBJ’a ten mecz miałby szanse na bycie wyrównanym do powiedzmy połowy pierwszej kwarty. Jego kolegami w szatni są ludzie bez pleców, kolan, na wylocie z ligi. Jeśli chodzi o zdrowych to dwóch z nich nie chciała jedna z najgorszych ekip w NBA a jeden bez sentymentów został puszczony za dwa wybory w drafcie. Jeszcze jeden nawet nie znalazł się w drafcie. Tak, James jest wielki w tych Finałach a ja nadal uchodzę za kogoś, kto go nie lubi. 

Świetny, po prostu świetny był Matthew Dellavedova. Takiego charakteru brakuje wielu zawodnikom. Taki charakter oddziela graczy dobrych i wybitnych – o ile są dobrzy.
Dellavedova nie jest talentem, to rzemieślnik ale każda układanka musi się składać z właśnie takich elementów. Jego trudna praca na Curry’m w obronie była najbardziej widoczna gdy w niektórych posiadaniach krył Stepha J.R. Smith lub ktoś inny. Każdy z nich bardzo przegrywał ten match-up choć na ich szczęście nie był to wieczór Curry’ego.
Dellavedova wybronił parę razy nawet grających tyłem kosza Greena i Iguodalę co jest szalone patrząc na gabaryty całej trójki. 

Obie drużyny mają prawo mieć mieszane uczucia po pierwszych dwóch meczach tej serii. Jest 1:1 ale równie dobrze mogło być 2:0 lub 0:2 dla lub przeciwko którejś z ekip. 
Mimo wszystko piłka jest minimalnie po stronie Cavs ponieważ wygrywając w Oakland, przyjęli atut własnego parkietu i teoretycznie to oni stoją przed szansą zakończenia serii u siebie w szóstym meczu. Oczywiście tylko teoretycznie ponieważ Warriors na żadnym etapie całego tego sezonu nie przegrali cztery razy na przestrzeni siedmiu meczów. Cavs nadal mają poważne braki kadrowe i nadal bardzo ale to bardzo mocno polegają na LeBronie w ataku.
Stephowi nie wpadało w tym meczu a mimo to Warriors byli w grze do ostatniego posiadania. Cavs nie mają takiego marginesu błędu. Każdy zimny wieczór Jamesa będzie najprawdopodobniej oznaczać wysoką porażkę Cavs.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.