Kobe wrócił do treningów!

Dobre wieści dla fanów Lakers, Kobego ale także i dla całej NBA. Niewiele ponad siedem miesięcy od zerwania Ścięgna Achillesa lewej nogi, Kobe Bryant dostał od klubowych lekarzy zielone światło trening z pełnym obciążeniem. Nie ma już rzeczy, których Kobe nie mógłby wykonywać.
Lider Lakers wziął udział w sobotnim treningu z drużyną. Zdaniem kolegów z zespołu wyglądał nieźle ale wszyscy słusznie podkreślają, że od treningu do meczu NBA jeszcze długa droga.
Decyzja odnośnie oficjalnego powrotu na parkiet zależy tylko i wyłącznie od Kobego, dla którego będzie to już osiemnasty sezon na parkietach najlepszej ligi świata.

Bryant, jak to on już kilka razy sugerował, że gdyby musiał, gdyby to był czas play-offów, to by grał. Ale w wieku 35 lat zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że musi podejść do tematu mądrze i z rozwagą.
Jest po jednej z najbardziej dewastacyjnych kontuzji dla zawodowego sportowa, po której wielu przed nim nie było w stanie się podnieść. Jeśli dodać do tego, że Kobe ma już w nogach 17 sezonów w NBA oraz wiek, w jakim odniósł tę kontuzję (35 lat), to wszystko to rysuje obraz dość… chciałoby się powiedzieć beznadziejny – ale w przypadku Kobego trzeba raczej użyć słowa "wyzwanie". To jest jego wzywanie, żeby udowodnić ludziom, że on jest w stanie wrócić po takiej kontuzji. Nie tylko wrócić jako figurant w składzie ale wrócić na własnych warunkach, jako "Czarna Mamba".

"Nie chcę wyznaczać żadnych konkretnych dat mojego powrotu. Znam siebie i wiem, że jak to zrobię to będę chciał dotrzymać słowa za wszelką cenę – nawet z uszczerbkiem dla tego cholernego achillesa. Gdyby to były play-offy, to bym grał. Nie wiem, jak efektywny bym był ale bym grał. Mój fadeaway ciągle działa, panowanie nad piłką, gra tyłem do kosza. To są rzeczy, które już teraz mogę wykonywać… ale dzięki Bogu to nie jest czas play-offs. Wsłuchuję się w to, co podpowiada mi moje ciało. Rzecz w tym, że ja przez ostatnich siedem miesięcy nie robiłem żadnego treningu czysto atletycznego. Ale do tego trzeba wrócić na odpowiedni poziom wydolności i wytrzymałości. Jeśli od razu będę ostro trenować po takim czasie, to zaczną boleć mnie kolana, kostki, plecy. Trzeba wdrażać się stopniowo. Tak jakbym przygotowywał się do gry po wakacjach." – mówi Kobe, z którym trudno się nie zgodzić.

Kobe początkowo zakładał, że od momentu kiedy zacznie normalnie trenować z drużyną, będzie potrzebował koło dwóch-trzech tygodni na doprowadzenie swojego ciała do wymogów NBA.

https://karolsliwa.com/wp-content/uploads/2019/03/kobe25.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.