Komu grubasa? Takie rzeczy tylko w Nowym Jorku

Eddy Curry człowiek to 150 kilogramowy wrak z zerowym poziomem motywacji do pracy. Eddy Curry koszykarz… nie żyje już od dawna.
Ale gdzie jeśli nie w Nowym Jorku życie mogło by napisać epicką opowieść, która powoli tworzy się na naszych oczach.
Knicks polecili Curry’emu dbanie o siebie przez wakacje – nie udało się. Gruby i bez formy pojawił się na obozie przygotowawczym. Już drugiego dnia, co zrozumiałe nogi przestały nosić ich właściciela. Mike D’Antoni nawet nie mrugnął i odesłał Eddy’ego tam gdzie jego miejsce.
Minęło kilkanaście dni a po Nowym Jorku rozeszła się wieść o tym, że syn marnotrawny Knicks Anthony Mason szuka pracy w lidzie – jakiejkolwiek pracy.
Donnie Walsh mimo, że stanowiska dawno już obsadził podrapał się w łysinę i wymyślił – Mason pomoże Curry’emu wrócić do jako takiego koszykarskiego stanu używalności. A gdyby ktoś gdzieś kiedyś zadzwonił i zapytał o Masona to oczywiście ‘się zobaczy’.

"Podziwiałem go jako gracza a teraz chcę mu pomóc. On chce wrócić do ligi. Nie wiem czy na stałe będzie z nami ale gdyby ktoś zadzwonił na pewno mu pomogę."

Mason trener już jest i ostro pracuje nad znalezieniem sobie stałej pracy a Curry’emu nad znalezieniem potencjalnego kupca.

"Jeśli tylko Eddy wróci na parkiet ‘the sky’s the limit’. Jeśli nadal będzie ciężko pracował (nadal? Coś mnie ominęło?) to swoim talentem może dużo wnieść do drużyny.  Wyobraźcie sobie go w formie sprzed lat razem na parkiecie z Amar’e Stoudemire’em i
Raymondem Feltonem i resztą chłopakó. To byłoby coś niesamowitego."mówi coach Mason.

Owszem byłoby, ale skoro nie udało się przez lata to niby czemu miałoby udać się teraz? Prawda jest taka, że ewentualni nabywcy kończącego się kontraktu Curry’ego nawet nie liczą na jego przydatność w sferze czysto sportowej. 

Czy Knicks i Mason chcą to zmienić? Przywrócić grubasa do jakiegoś stanu, pograć nim trochę, zrobić mu dobry PR i pchnąć w okolicach lutego? Brzmi ciekawie i warto trzymać rękę na pulsie całej sprawy.

Dodatkowym atutem, którym Knicks chwalą się poszukując chętnych na swojego grubaska jest fakt, że jego kończący się $11 mln. kontrakt jest już w 50% spłacony przez nich samych. Potencjalny nabywca w tym momencie musiałby wypłacić mu z tytułu kontraktu kolo $6 mln. W okolicach trade-deadline będzie to już tylko ok. $2.4 mln. 

Wygląda to jak pucowanie samochodu na sprzedaż. Nie do końca sprawny, zalany olejem (w tym wypadku z frytek i hamburgerów), dużo spala, słabo się prowadzi ale co tam? Papiery ma, ubezpieczenie prawie w całości opłacone. Założę się, że do lutego znajdzie się amator.


Buty do koszykówki – największy wybór na www.1but.pl – Zobacz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.