LaVar Ball zniszczyłby Michaela Jordana 1×1 a jego syn Lonzo już jest lepszy od Stepha

Od czego by tu zacząć? Może od tego, że w ponad dziesięcioletniej historii tego bloga, po raz pierwszy i prawdopodobnie ostatni (mam nadzieję, że ostatni) piszę o…w sumie nie wiem nawet o kim.
LaVar Ball. Obiło Ci się o uszy? O moje tak. A wcale o to nie prosiłem. I trochę mam do siebie żal, że biorę się za ten temat.
 
Pan Ball ma trzech uprawiających koszykówkę synów. Lonzo – gra w barwach UCLA. Ktoś wybierze go z wysokim numerem tegorocznego draftu.
LaMelo – gra w szkole średniej. Podobno biją się o niego topowe uniwersytety.
Trzeci nazywa się bodaj LiAngelo. Nie jestem pewny gdzie gra, nie jest to istotne.

Od kilku miesięcy rodzina Ballów wprowadziła mi się do domu. Idę do kibla – LaMelo rzuca z połowy. Otwieram lodówkę – nestor rodu twierdzi, że jego syn Lonzo jest lepszy, niż Steph Curry, albo że on sam pokonałby Jordana 1×1.
 
LaVar Ball nie jest zarozumiałym, zadufanym w sobie idiotą. To media siedzą w obsranych pieluchach w piaskownicy i lepią babki. LaVar Ball jest znakiem naszych czasów. Jest tą całą komentującą internet, znającą się na wszystkim masą. Jest żywym przykładem na to, że im bardziej media ubożeją w treść, tym bardziej obudowują się tanią sensacją. Trollowanie poziom LaVar Ball – słyszysz to pierwszy raz ode mnie.
LaVar to sprytny człowiek. Tak sądzę.
On tylko wychodzi z wędką i zarzuca. Ku własnej uciesze co rzut, to na haczyk łapią mu się grube szczupaki. Więc dlaczego miałby przestać?
 

Facet, który do niedawna był anonimową postacią, dziś cytowany jest przez największe sportowe portale w Stanach Zjednoczonych. Podkreślam – największe.
Ja nie zapuszczam się na peryferie internetu. A i tak od paru tygodni biją mnie po oczach nagłówki "LaVar Ball to", "LaVar Ball tamto."
Who the f… is LaVar Ball?
Poniżej zrzut ekranu z ostatnich dni. To jest tylko jeden portal. Ale to jest wielki ESPN. I to jest wymowne.  

Naprawdę niewiele rzeczy jest mnie w stanie zszokować w internecie. Ten temat mnie szokuje. Nie mogę ułożyć sobie w głowie tego, że poważni ludzie wielkich mediów związanych z NBA, tak dokarmiają trolla. Nie rozumiem. 
Bo to, że ojciec chce dla swoich synów jak najlepiej, jest naturalne i zrozumiałe. Tak samo jak to, że przy okazji chce dodatkowo coś ugrać marketingowo.
I nie dziw mu się. Założę się, że prawie każdy na jego miejscu chciałby pograć w taką grę.

Komentujesz w internecie? Wyobraź sobie, że nagle ci najwięksi zaczynają Ci odpisywać, udostępniać Twoje opinie, liczyć się z nimi i o nich dyskutować. Nieźle, co?
Nagle dzwoni do Ciebie jakaś gazeta czy telewizja i pyta o Twoje słowa. Zapraszają Cię na wywiady dziennikarze, których sam od lat słuchasz i czytasz. Ale jazda!
Ty kładziesz się spać ubawiony po pachy i już knujesz jak zatrzęsiesz tym światkiem następnego dnia.

"Mój syn jest lepszy od Stepha." Kupują!
"Pokonałbym Jordana."
Kupują!
"Chcę miliarda dolarów dla moich synów."
Kupują!
"Możemy stworzyć własną markę butową."
Kupują!
"Barkley chce ze mną grać 1×1."
Co!?

To się dzieje naprawdę człowieku!

A teraz zastanów się czy chcemy rozmawiać o potencjalnym match-upie Jordan vs Ball? Chcemy? Really?
Przypominam, że rozmawiamy o Michaelu Jordanie. Tym gościu, którego podobizna jest nadrukowana na Twoich butach. Oraz gościu, który w swoim prime zdobywał dwa punkty dla jakiegoś uniwersytetu w Waszyngtonie. Lubię czytać i poszerzać swoje horyzonty, ale o tę wiedzę z poprzedniego zdania naprawdę nie prosiłem. Po co mi to k.. wiedzieć?
Zdziwisz się jak jakaś telewizja zaproponuje Ballom reality show?
LaVar zostanie Kardashianką sportowej części show-biznesu. Nie muszę się za bardzo wysilać, żeby to zobaczyć oczami wyobraźni.

LaVar podszedł do drzwi ekskluzywnego kasyna. Z ciekawości. Myślał, że ochroniarze go nie wpuszczą. Nie wpuszczają przecież w takim stroju. Ku swojemu zdumieniu, nie tylko go nie wykopali, ale serdecznie powitali i dali worek żetonów do gry. Co miał zrobić? Powiedzieć, że tylko przechodził, że tylko chciał coś zobaczyć?
Gra. I wygrywa. 36 czerwone, 21 bez splitu. LaVar ma wszystkie asy. Siedzi w dresach, w nieswojej bajce, ale czuje się w niej coraz lepiej. Zamawia coraz lepsze drinki. I cały czas wygrywa. Każda passa w kasynie kiedyś się kończy. LaVar to wie, ale jest w takim komfortowym miejscu, że nic nie traci. Żetony dostał na wejściu. Więc w najgorszym wypadku wyjdzie z kasyna tylko z dobrymi wspomnieniami. Poza tym ma już w telefonie kilka "kosmicznych" kontaktów. Reszta to będzie miła nadwyżka, którą będzie wspominał i śmiał się do rozpuku do końca życia.

https://i.ytimg.com/vi/59ncTombvmY/maxresdefault.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.