Moje Nagrody indywidualne za sezon 2014-15

http://ballislife.com/wp-content/uploads/2013/04/320x.jpg

Muszę pospieszyć z rozdaniem swoich nagród bo przecież liga nie poczeka. W NBA odkryto już dwie karty ale to nic bo akurat moje wybory nie pokryły się ani w przypadku Trenera Roku ani Szóstego Gracza.
Zacznijmy więc…


1. 6th Man.

Nominowani: Isaiah Thomas, Jamal Crawford, Lou Williams, Andre Iguodala, Tristan Thompson,
Nikola Mirotic, Marreese Speights, Corey Brewer, Manu Ginobili, Taj
Gibson.

Mój wybór: Isaiah Thomas.

Zdawało się, że po oddaniu Rajona Rondo i Jeffa Greena, Celtics konkretnie zatankują. Mało tego, że tego nie zrobili, to jeszcze dość nieoczekiwanie awansowali do play-offów.Ogromny w tym udział miał właśnie, pozyskany w lutym z Phoenix, Isaiah Thomas. 19 punktów, 5.4 asysty, 2.4 zbiórki oraz 1 przechwyt w 21 meczach w zielonej koszulce. Nieźle. Thomas dość płynnie odnalazł się w nowej drużynie. Grał nie pod siebie a dla wspólnego dobra, którym były wygrane prowadzące bezpośrednio do postseason. Poza tym wszystkim – podziwiam zawodników poniżej 180 cm wzrostu, którzy grają w NBA. Ludzie nie do końca zdają sobie sprawę ile katorżniczej pracy muszą oni włożyć w trening, żeby efekt końcowy – czyli to, co na boisku w czasie meczu – był właśnie taki. Gracz wysoki i silny wszystkie spadki formy może maskować fizycznością. W ich przypadku wszystko widać jak na dłoni. Dlatego w każdym meczu muszą być gotowi na 101%.

2. Coach of the Year.

Nominowani: Mike Budenholzer, Steve Kerr, Jason Kidd,  Brad Stevens, Kevin
McHale, Quin Snyder, Monty
Williams.

Mój wybór: Steve Kerr.
Możesz powiedzieć, że Kerr przyszedł na gotowe bo przejął od Marka Jacksona drużynę na poziomie 50+ wygranych w sezonie, prawie gotową na walkę o tytuł. To tylko część prawdy. Wiecie ile minut wspólnie zagrała sezon temu piątka Curry, Thompson, Barnes Green i Bogut? Zero. Tak, zero. A to jest przecież żelazna piątka Warriors w tych rozgrywkach. Moim zdaniem przejście z drużyny dobrej do miana elitarnej jest trudniejsze niż przejście ze statusu drużyny średniej do dobrej/bardzo dobrej. Kerr namówił na rolę zmiennika Iguodalę, odkrył Draymonda Greena. Być może miał trochę farta bo odkrył go czekając na Davida Lee. Być może tak, być może nie. Pracę trenera bronią wyniki a te w przypadku Warriors są niesamowite. Dubs wygrywali swoje mecze różnicą ponad 10 punktów a taki wyczyn udał się tylko garstce na przestrzeni całej historii NBA.
Przy czym wybór Budenholzera uważam za jak najbardziej uzasadniony i broniący się sam.



3. Most Improved Player.

Nominowani: Jimmy Butler, Draymond Green, Rudy Gobert, Hassan Whiteside, Shabazz Muhammad, Gianis Antetokunpo.

Mój wybór: Jimmy Butler.
Bardzo prosty wybór. I już mówię dlaczego. Jimmy rok temu latem negocjował z Bulls kontrakt. Nie dostał tego, co chciał bo chciał dużo. Chciał gaży, która zarezerwowana jest dla gwiazd. A Jimmy rok temu nie był gwiazdą. Był średnim graczem, który znany był z solidnej defensywy, który czasem miewał przebłyski talentu w ataku. Hokus pokus. Przed tym sezonem na obóz treningowy Bulls przyjechał całkiem inny gość. Butler jest idealnym przykładem jak definiować postęp w NBA. Gra w tym samym zespole, z większością kolegów sprzed roku. Grał dokładnie tyle samo minut na mecz, co rok temu a mimo to jego osiągnięcia indywidualne w imponującym stylu poszły w górę. 20 punktów na mecz (+ 6.9 w porównaniu z ubiegłym sezonem), 5.8 zbiórki (+0.9), 3.3 asysty (+0.7) i do tego 1.8 przechwytu. Ani Green, ani Gobert, ani Muhammad ani Antetokunpo nie zaliczyli takiego skoku. Whiteside po paru latach wrócił do ligi i zwyczajnie zaczął grać. To nie jest postęp.
Anthony Davis i Klay Thomson po prostu zaliczają naturalny krok do przodu w swoich karierach. To jest coś, czego oczekiwaliśmy, coś czego można było się spodziewać.
W przypadku Butlera można było liczyć, że w roku kontraktowym będzie chciał pokazać się z mocnej strony ale to, co zobaczyliśmy przerosło nasze oczekiwania. Z jednego z wielu Jimmy stał się graczem formatu All-Star. To nigdy nie jest proste. To zawsze trzeba docenić.


4. Rookie of the Year.

Nominowani: Andrew Wiggins, Nerlens Noel, Nikola Mirotic, Elfrid Payton, Jordan Clarkson, Zach LaVine.

Mój wybór: Andrew Wiggins.
Bez niespodzianki. To mógł być ciekawy wyścig Wigginsa i Parkera. Niestety gracz Bucks dość szybko nie wytrzymał trudów gry w NBA. A szkoda bo obaj z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc zaczynali pokazywać coraz więcej. Gdy na placu boju został tylko Wiggins, nagrodę można było przyznać w zadzie już w styczniu. I to nie jest brak szacunku dla reszty kandydatów. Każdy z nich owszem miał swoje momenty w tym sezonie i były one naprawdę niezłe. Szczególnie po Weekendzie Gwiazd ale jak spojrzeć ogólnie na cały sezon, to wyjdzie nam, że Wiggins był najrówniejszy i najlepszy. Prawie 17 punktów na mecz, do tego 4.6 zbiórki, 2.1 asysty oraz 1 przechwyt.





5. Defensive Player of the Year.

Nominowani: DeAndre Jordan, Kawhi Leonard, Draymond Green, Marc Gasol, Anthony Davis, Serge Ibaka, Andrew Bogut, Tony Allen.

Mój wybór: Kawhi Leonard.

Byłem rozdarty przyznając tę nagrodę.
Jednego dnia miałem na liście DeAndre Jordana, innego dnia Draymonda
Greena. Ostatecznie wybrałem Leonarda ale przyjmuję argumenty za którymś z tych dwóch lub nawet kimś innym. W tym sezonie była cała grupa graczy, która mogła bić się o tę nagrodę. W klasyfikacji defensive win
shares
w tym sezonie prowadził Jordan (5.4), drugi był Green (5.2). Leonard był szósty (4.4). Dla mnie jest on idealnym połączeniem tamtych dwóch. Połączeniem dwóch filozofii patrzenia na wartość defenzorów. 
DeAndre jest duży. Ludzie mówią "jakby nie był takim atletą, to by tak nie zbierał i
blokował." Że niby bardziej niż czystymi umiejętnościami bronienia
(czyli przewidywania, pracy nóg, wyprzedzania ruchów atakującego czyli "czytania
gry") Jordan ratuje się swoją fizycznością. To po części prawda ale cóż z tego? Każdy korzysta z
tego co ma.
Green z kolei jest właśnie tym czytającym grę, tym przewidującym zagrania, pracującym na nogach zawodnikiem. Nie jest przesadą mówienie, że może bronić zawodników od 2 do czasem nawet 5.
Wybieram jednak Leonarda właśnie dlatego, że łączy w sobie cechy czysto fizyczne – jest duży, silny, ma niespotykany refleks, wielkie i bardzo sprawne dłonie ale przy tym wszystkim "czyta grę" i mocno pracuje na nogach.
Jeśli oglądacie mecze Spurs to wiecie, że Kawhi czasem po prostu podchodzi i zabiera piłkę kozłującemu zawodnikowi. Zabiera i koniec. Jest chyba jedynym zawodnikiem w lidze, który z powodzeniem może kryć LeBrona by w następnym meczu "usiąść" na Stephenie Curry’m. 


MVP oraz All-NBA Teams w oddzielnym wpisie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.