MVP FAQ: Podsumowanie roku 2014

Nastał czas podsumowań, więc my też – połączonymi redakcyjnymi siłami – dołączamy do zabawy! Dziś wybierzemy człowieka roku!

 

Oto kogo w roli najważniejszej postaci świata koszykówki w roku 2014 widzą członkowie i współpracownicy redakcji MVP-Magazyn.pl…

 

Rafał Jarkiewicz: Tim Duncan. Nagrodę
Koszykarskiego człowieka roku mógłby dostawać co każde 12 miesięcy. Tak
samo jak Gregg Popovich, ale on nawet by się z niej nie ucieszył. To
jest wręcz śmieszne ile już razy stawialiśmy na San Antonio stempelek z
napisem „ostatni taniec”. Spurs co roku pokazują, że się mylimy i co
roku bez problemu wchodzą do PO, ale 2014 był specyficzny. Dokładniej
chodzi o wzgląd emocjonalny, ponieważ Finały 2013 skończyły się dla nich
wręcz tragicznie (patrz Ray Allen), toteż kampania 2014 musiała być
wyjątkowa, aby taka wpadka nie zdarzyła się ponownie. Tim jak zawsze
stał na czele swojej ekipy, razem z Parkerem, Ginobilim, Leonardem i
resztą armii poprowadził Spurs z powrotem do Finałów, gdzie czekał ten
sam rywal. Duncan zrobił wszystko, żeby rezultat sprzed roku się nie
powtórzył i równie dobrze on mógł dostał MVP Finału. Stary człowiek, a
wciąż może.

 

Tomasz Kostrzewa: LeBron James. Choć mocno
średni start sezonu Cavs stłamsił nieco emocje otaczające nowy rozdział w
karierze LeBrona Jamesa, to wciąż jego lipcowa decyzja napisała nowy,
zupełnie unikatowy rozdział w historii najlepszej koszykarskiej ligi
świata. Szerzej – porównując karierę LeBrona do współczesnego serialu
telewizyjnego – pisałem o tym w tekście „Tego jeszcze nie grali” i tam odsyłam po rozwinięcie tematu.

 

Przemek Kujawiński: Adam Silver.
Wystarczyło mu kilka miesięcy, by stać się najbardziej wpływową osobą
nie tylko w NBA, ale w amerykańskim sporcie w ogóle. Wyszedł zwycięsko z
afery Donalda Sterlinga, nie powtórzył błędów NFL w radzeniu sobie z
przypadkami przemocy domowej wśród zawodników, radzi sobie z nową
szefową unii zawodników Michele Roberts. Trudno wyobrazić sobie, żeby
Silver mógł mieć lepszy początek w roli komisarza. Liga jest u szczytu
swojej popularności, sprzedaż Clippers pokazała, że kluby mogą być warte
więcej niż komukolwiek się wydaje, a nowa umowa telewizyjna zapowiada,
że złota era NBA dopiero nadchodzi.

 

Mateusz Musiał: Adam Silver. Zdecydowanie.
Nowy komisarz bardzo szybko po odejściu Davida Sterna był zmuszony
podjąć decyzję, która zostanie zapamiętana w historii NBA. „Lifetime
ban” Silvera na Sterlingu pozwolił mediom określić postać nowego
zarządzającego ligą jako osobę pewną siebie i bez wątpienia nadającą się
na to miejsce.

 

Paweł Piórkowski: Adam Silver. Prywatnie
mogę się z nim nie zgadzać w kwestii załatwienia sprawy Clippers, ale
sposób w jaki załatwił całą sprawę musi budzić respekt. Silver, podobnie
jak Stern, nie boi się podejmować kontrowersyjnych decyzji. Widać, że
jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. W jego rękach NBA
czekają złote czasy.

 

Karol Śliwa: Gregg Popovich, Tim Duncan i Mike Krzyżewski.
Spurs zagrali Finały, jakich historia ligi jeszcze nie widziała. Pop
udowodnił, że w koszykówce jest jeszcze wiele do odkrycia. Zwykle
opanowany Duncan, nie w swoim stylu, obiecał przed Finałami, że Spurs je
wygrają. Zaimponował mi tym. Uwielbiam oglądać jego „jesień” w NBA.
Krzyżewski przywiózł na Mistrzostwa teoretycznie drugi lub nawet trzeci
garnitur gwiazd NBA. Okazało się, że była to drużyna, która biła rywali
jak 22 lata wcześniej oryginalny Dream Team. To było niesamowite jak
potrafił ich okiełznać, poukładać i kontrolować ich poziom zmotywowania.

 

Piotr Zarychta: Gregg Popovich. Za nieustanne bon moty, najlepszą pracę przy linii i najciekawsze cytaty.

Kolejna część podsumowania roku 2014, a w niej spróbujemy sprecyzować jakie wydarzenie zrobiło na nas największe wrażenie w poprzednich 12 miesiącach.

 

Michał Górny: San Antonio Spurs w Finałach (i nie tylko).
Nie ma chyba osoby, która nie obejrzała jeszcze raz Finałów 2014. I to
nie ze względu na patrzenie jak LeBron James schodzi pokonany, lecz ze
względów czysto koszykarskich. To co robili wtedy Spurs na parkiecie
powinno zostać wydane w formie książki, jako wzór dla przyszłych
pokoleń. Dodatkowo „ball movement” Ostróg powinien zostać mocno
przeanalizowany przez władze wszystkich dużych miast (w tym Warszawy) –
część z rozwiązań Popsa byłaby w stanie wyeliminować znaczną część
korków.

 

Rafał Jarkiewicz: Charlotte Bobcats/Hornets.
Mieliśmy genialny rewanż Spurs na Heat w Finałach NBA, mieliśmy „Powrót
Króla do domu”, a nawet aferę na tle rasistowskim z udziałem
właściciela klubu NBA, jednak jak dla mnie najważniejszą historią była
zmiana nazwy zespołu z Charlotte. Wiadomo dlaczego – kiedy parę lat temu
Nowy Orlean chciał wbić się w przestworza jako Pelikan, z ciekawością
przeczytaliśmy o genezie tej nazwy, jednakże Hornets w Charlotte to
swoisty old school w teraźniejszości. Przypominają się lata 90 z Larrym
Johnsonem, Alonzo Mourningiem i Muggsy Bougsem. Jasne, że poziom tego
zespołu pozostawia jeszcze do życzenia, ale nasze zakurzone i zakopane
gdzieś w piwnicy skarby, czyli kurtki czy czapki z logo Szerszeni
powracają do łask.

 

Tomasz Kostrzewa: Mistrzostwo San Antonio Spurs.
Jeszcze dwa lata temu byli bodaj najbardziej nielubianą drużyną NBA w
której nie grał Kobe Bryant lub LeBron James, a teraz są symbolem
wszystkiego co w grze w koszykówkę najlepsze. Jeszcze parę lat na
szczycie a wszyscy – wraz z małymi dziećmi z ADHD i uczestnikami reality
shows produkcji MTV – będą ćwiczyć rzuty od tablicy i sarkazm. Dla mnie
to mistrzostwo Ostróg jest ważniejsze od wszystkich innych w kolekcji i
zasługujące na miano wydarzenia roku bardziej niż różne o wiele
bardziej medialne „breaking newsy” w świecie kosza. Dlaczego? Bo jestem
fanem NBA od 22 lat i to był ledwie 4 finał zakończony wygraną teamu, za
który trzymałem kciuki. To świetne uczucie i za to m.in. chciałem
podziękować Spurs tym wyróżnieniem.

 

Przemek Kujawiński: Powrót LeBrona Jamesa do Cleveland.
Decyzja 2.0 wzbudziła równie dużo emocji, co wydarzenia sprzed czterech
lat. Tym razem James nie potrzebował programu telewizyjnego, wystarczył
krótki esej w Sports Illustrated, by znów przemalować krajobraz w
lidze.

 

Mateusz Musiał: Mecz San Antonio Spurs w Berlinie. Zobaczyłem na żywo Tima Duncana, Gregga Popovicha, Manu Ginobiliego i Coyote’a po LSD. To chyba wystarczy.

 

Paweł Piórkowski: Odejście LeBrona Jamesa z Miami Heat i powrót do Cavaliers.
Takiego obrotu sprawy nikt się nie spodziewał. Po tym, jak w trakcie
czterech sezonów wspólnej gry James, Wade i Bosh zanotowali 4 finały NBA
i zdominowali Eastern Conference wydawało się, że ich wspólna gra
przedłuży się o kilka następnych sezonów. Tymczasem James zaryzykował i
zaskoczył wszystkich. Kolejna zmiana zespołu w jego wykonaniu nie
zostanie już przyjęta z takim entuzjazmem.

 

Karol Śliwa: Mistrzostwa Świata w Hiszpanii.
Dwa tygodnie wśród najlepszych koszykarzy świata, w gorącym słońcu
Bilbao i Barcelony. Do tego dobre jedzenie i cała masa niezapomnianych
przygód. Zupełnie straciłem tam poczucie czasu. Żyłem jak w bańce
mydlanej, jak w najwspanialszym koszykarskim śnie. Każdego dnia miałem
okazję rozmawiać z tymi, których na co dzień podziwiam i oglądam w
telewizji.

 

Piotr Zarychta: Objawienie się nowego mesjasza koszykówki – Anthony’ego Davisa. A przy tym pewność, że wciąż ma możliwości dalszego rozwoju.

A już jutro rozczarowanie roku oraz nadzieja roku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.