#PoniedziałkoweInspiracje – Wehikuł czasu

Wehikuł czasu istnieje. W 1995 roku z przyszłości przyniósł koszykarskiemu światu Kevina Garnetta. To były czasy, gdy koszykówka grana była w tradycyjny sposób, z podziałem na pięć, wyraźnie zaznaczonych pozycji. Stretch 4, stretch 5? Nie, wtedy ze streczu były tylko spodnie i zimowe kozaki.

Garnett, swoim stylem gry, wyprzedził koszykówkę o przynajmniej 20 lat. Gdy w 1995 roku trafił do NBA jako wyrośnięty chudzielec o
wzroście 211 cm, ani myślał o grze pod koszem. Bronił się przed nią jak tylko mógł. Krążyły o nim anegdoty, że mówi ludziom, że ma 6-11, 6-12, 6-13 wzrostu. Sześć stóp plus "ile tam chcesz cali", żeby tylko nie powiedzieć magicznych słów "siedem stóp." 
Nie było w tym nic
dziwnego. Mimo wzrostu silnego skrzydłowego/centra nie był jeszcze na
tyle mocny fizycznie, by walczyć z najlepszymi podkoszowymi NBA. A były to czasy,
kiedy na tych pozycjach grały prawdziwe gwiazdy z Charlesem Barkley’em, Karlem Malone, Davidem Robinsonem, Patrickiem Ewingiem, Alonzo Mourningiem czy Shaq’iem na czele.

K.G. był, na swoje szczęście, na tyle wszechstronny, że zamiast zaginąć gdzieś
na końcu ławki Wolves został nietypowym, jak na owe czasy, niskim
skrzydłowym. I ta wszechstronność, którą przez lata imponował dała mu miejsce w historii NBA, w
którym nie było nikogo przed nim.
Kevin jest przedstawicielem
ekskluzywnego klubu. Tak ekskluzywnego, jak tylko się da, bowiem jest to klub…jednoosobowy.
K.G. jest w pięćdziesiątce najlepszych w historii we wszystkich pięciu najważniejszych statystykach (punkty, zbiórki, asysty, przechwyty, bloki). Nikomu wcześniej nie udała się taka sztuka.

Mało tego. Jest w TOP 20 w historii w czterech z nich:
Punkty (26071 – 17 miejsce).
Zbiórki (14662 – 9 miejsce).
Przechwyty (1859 – 16 miejsce).
Asysty (5445 – 47 miejsce).
Bloki (2037 – 17 miejsce).
Dodatkowo:
Minuty gry (50418 – 3 miejsce).

Od
kiedy liga notuje oficjalnie przechwyty i bloki czyli od sezonu
1972-73, żadnemu zawodnikowi nie udało się wejść do TOP 50 we wszystkich
pięciu kategoriach statystycznych. Sięgając w przeszłość można pokusić
się o tezę, że Oscar Robertson który bez większego trudu wszedł do TOP 50 w punktach, asystach i zbiórkach byłby w stanie to zrobić ale to tylko teza.

Czy zatem Kevin Garnett to najwszechstronniejszy koszykarz w historii tej gry?

Nigdy nie był takim dominatorem jak Shaq czy Chamberlain, nie wygrywał tyle razy co Bill Russell, nie zagroził też legendzie Michaela Jordana.

Ale jeśli spojrzeć na jego grę w przekroju ostatnich dwóch dekad, oczywiście z naciskiem na jego prime w Minnesocie i pierwsze półtora roku w Bostonie (do czasu kontuzji prawego kolana) a efekt wizualny podeprzeć statystykami,
to okazuje się, że mieliśmy do czynienia z koszykarzem którego nigdy
wcześniej w historii po prostu nie było.

Punkty: K.G.
nigdy nie był królem strzelców NBA ale w 9 ze swoich 21 sezonów zdobywał
średnio 20 i więcej punktów. Tylko w trzech ostatnich latach w lidze, zszedł poniżej dwucyfrowego pułapu. Potrafi punktować na wszystkie sposoby.
Dysponował całym repertuarem zagrań podkoszowych tyłem do kosza. On tańczył! Praca jego nóg była jedna z najlepszych w historii NBA – ogółem, nie tylko jeśli chodzi o podkoszowych. Ale przecież
także świetnie grał przodem do kosza. Regularnie trafiał fadeaway’e, rzuty po koźle, rzuty z 6-7 metrów, rzuty po pick and popach. Potrafił mijać, crossować, bardzo dobrze kozłował.


                            


 
Zbiórki:
Przez dziewięć kolejnych sezonów nie zszedł poniżej 10 zbiórek na
mecz a przez cztery lata z rzędu był liderem ligi w tej kategorii
(2004-2007). Jest liderem wszech czasów  w ilości zbiórek defensywnych.

Asysty: W dziejach NBA próżno szukać tak dobrze podającego 7-footera.
Średnia z całej kariery na poziomie prawie 4 asyst na mecz. K.G. zaliczył 6
sezonów z rzędu, w których zaliczał po 5 i więcej kończących podań. W dodatkowych czterech sezonach, przekraczał próg 4 asyst na mecz. Jeśli wziąć pod uwagę zawodników o wzroście Garnett, lub wyższych, więcej asyst ma tylko
Kareemem Abdul-Jabbarem ale on zagrał w lidze o 98 meczów więcej.  

Obrona:
Tutaj nie chodzi tylko o gołe liczby i suche fakty. Garnett
pojawił się latem 2007 roku w Bostonie i z miejsca uczynił Celtów
najlepiej broniącą ekipą w NBA, która sięgnęła po mistrzostwo. K.G.
został wtedy Najlepszym Obrońcą ligi a z Paula Pierce’a i Ray’a Allena
zrobił całkiem niezłych defensorów w "drugiej połowie" ich karier.
Nagrodę indywidualną zgarnął tylko raz ale spierać można się ile razy na
nią zasłużył. Faktem jest jednak, że był dziewięciokrotnie w najlepszej
piątce obrońców i trzy raz w drugiej.

Jest taka statystyka, która zwie się "Defensive Win Shares"
czyli ile dany gracz jest warty zwycięstw dla swojej drużyny patrząc od
strony defensywnej. Tu K.G. jest na siódmym miejscu w historii tylko za
Billem Russellem,
Timem Duncanem, Kareemem Abdul-Jabbarem, Hakeemem
Olajuwonen, Wiltem Chamberlainem i Karlem Malonem. W czasach świetności K.G.
mógł bronić nawet czterech pozycji.  

Długowieczność
K.G. zagrał w NBA 1462 mecze co daje mu piąte miejsce w tej kategorii.
Rozegrał w sumie
50418 minut, co jest trzecim wynikiem w historii NBA. Nie licząc kontuzji kolana w
sezonie 2008-2009, która zabrała mu 25 meczów a Celtom mistrzostwo,
nigdy wcześniej nie stracił w sezonie więcej niż 10 meczów.
Osiem razy wystąpił w przynajmniej 80 meczach rundy zasadniczej.  


Garnett, swoim stylem gry, wyprzedził koszykówkę o przynajmniej 20 lat. Dziś wysocy zaczynają wychodzić na obwód, kozłować, podawać i nikogo już to nie dziwi. Wtedy, w połowie lat dziewięćdziesiątych, było to coś nadzwyczajnego i niecodziennego. K.G. wyszedł spod kosza i dość nieświadomie, został prekursorem trendu, który jest na dobrą sprawę dopiero historią ledwie ostatnich kilku sezonów. Młody i zdrowy Garnett, w dzisiejszym baskecie, byłby skarbem, żołnierzem uniwersalnym na trzy pozycje. K.G. zmienił tę grę. Zmienił sposób postrzegania pozycji na boisku, wyznaczania ról adekwatnie do warunków fizycznych. Był geniuszem koszykówki. Teraz jest jej legendą. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.