Przedsezonowy przegląd drużyn – Wschód.

 1. Boston Celtics. Są mocniejsi, znów zdrowi i mają poprzeczkę ustawioną bardzo wysoko. Organizacja obrony i siła pod koszem godna pozazdroszczenia. W ataku mocno zespołowi, pozbawieni ego profesjonalisci.

2. Orlando Magic. Tak jak Spurs nie bali się sięgnąć głęboko do portfela w te wakacje. Efektem tego są imponujące transfery, które finalistę poprzedniego sezonu czynią ekipą jeszcze mocniejszą.

3. Cleveland Cavaliers. Pozysanie blisko 37 letniego Shaqa to ryzyko, które albo się opłaci albo nie. Play-offs 2008 pokazały, że mimo wszystko Cavs nie dysponują tak głębokim składem jak się powszechnie wydawało. Parker, Moon i Powe to wzmocnienia bardziej kosmetyczne niż dające odczuwalne zmiany. Cavs to znów LeBron i reszta.

4. Washington Wizards. Arenas/Butler/Jamison ostatni raz zagrali razem w sezonie regularnym… 1 kwietnia 2007 roku. Zdrowotny pech nie opuszcza stołecznego klubu już od kilku lat. Wzbogaceni o Mike’a Millera, Fabricio Oberto, Randy Foye’a i trenera Flipa Saundersa mogą śmiało myśleć (jeśli będą zdrowi) o pierwszym miejscu za "Wielką Trójką Wschodu".

5. Atlanta Hawks. Do solidnej ekipy z Georgii dołączyło dwóch weteranów w osobach Joe Smitha i Jamala Crawforda. Jeśli kontuzjom nie ulegną kluczowi gracze Jastrzębi na czołowe miejsca za "WKW"  powinno wystarczyć.

6. Toronto Raptors. Kampania na rzecz zatrzymania Chrisa Bosha w Kanadzie rozpoczęta. Raptors pozyskali Hedo Turkoglu, jednego z liderów Magic ostatnich play-offs, doświadczonego rozgrywającego Jarretta Jacka, dobrego strzelca Marco Belinelliego, podkoszowego Reggie Evansa i z draftu atletycznego DeMara DeRozana. Wygląda to całkiem ciekawie. Zarząd zrobił swoje, reszta w nogach i rękach graczy.
 
7. Detroit Pistons. Lepiej niż przed rokiem ale nadal daleko do DEEE-TROIT BASKET-BAALL. Ciekawe wzmocnienia z Benem Gordonem i Charlim Villanuevą na czele. Wrócił Big Ben Wallace ale niestety fizycznie to już nie ten sam Ben. Z mistrzowskiego składu są jeszcze Rip Hamilton i Tay Prince.
 
8. Miami Heat. W oczekiwaniu na to co zrobi latem 2010 D-Wade zarząd Heat z charyzmatycznym Patem Rileyem na czele zrobił niewiele by pozwolić Wade’owi na realną szansę zdobycia mistrzostwa dla Miami. Obecny skład Żaru w 80% zależny jest od postawy ich lidera. Jeśli Dwyane zagra podobny w liczbach sezon do poprzedniego miejsce w play-offs powinno się znaleźć.
  
9. Chicago Bulls. Wprawdzie w składzie Byków nadal występują tacy gracze jak Brad Miller, John Salmons, Kirk Hinrich czy Tyrus Thomas ale kto nie idzie do przodu ten się cofa. Bulls stracili Bena Gordona nie pozyskując nikogo jego klasy. Forma Luola Denga, który pół roku nie grał w koszykówkę jest wielką niewiadomą a Derrick Rose przynajmniej na początku sezonu będzie wracał do siebie po urazie stopy.

10. Filadelfia 76ers. Podobnie jak w przypadku Byków, Sixers tego lata byli bardzo spokojni. Stracili pierwszego rozgrywającego Andre Millera i podkoszowego Reggie Evansa a w zamian pozyskali ledwie kilku zadaniowców z Jasonem Kapono na czele. Coach Reggie Jordan będzie musiał mocno się starać żeby wykrzesać coś z tej ekipy. Dużym znakiem zapytania będzie zdrowie Eltona Branda, który ostatnie 2 lata więcej czasu się leczył niż grał.

11. Indiana Pacers. Nie inwestujesz, nie czerpiesz zysków tak można w skrócie opisać politykę transferową Pacers. Oszczędzają, nie ściągają gwiazd, liczą się z każdym groszem. I mimo, że koszykówka proponowana przez coacha Jima O’Briena jest dość ciekawa i przyjemna dla oka to jej wykonawcy nie dysponują odpowiednim poziomem talentu żeby ugrać coś więcej niż tylko miejsce w środku tabeli. 

12. Charlotte Bobcats. Dobrzy strzelcy potrzebni od zaraz. Ekipa Larry’ego Browna cierpi na chroniczną indolencję strzelecką. Choć w składzie Bobcats są tacy zawodnicy jak Gerald Wallace, Boris Diaw czy Vlado Radmanovic to zdobywanie punktów nie przychodzi im łatwo. Na domiar złego z kontuzją dłoni grać będzie Raja Bell, jeśli podda się operacji wypadnie z gry na ponad 4 miesiące.

13. New York Knicks. Byle do wakacji a potem wielka akcja sprowadzenia LeBrona albo innej wielkiej gwiazdy zacznie się na dobre. Knicks to wschodni odpowiednik Warriors. Jest grupa utalentowanych graczy jak David Lee, Nate Robinson, Larry Hughes i zapewne w MSG nie raz będziemy świadkami niespodzianki ale jest różnica między regularnym wygrywaniem a sprawianiem niespodzianek.

14. Milwaukee Bucks. Namacalny dowód na to, że bogaci się bogacą a biedni biednieją oraz na to, że w dobie kryzysu oszczędność jest cnotą nadrzędną. Za Richarda Jeffersona, byłego reprezentanta kraju, zawodnika dającego po 20 punktów w meczu Bucks dostali przysłowiową "czapkę śliwek" ale ze względu na stronę finansową było im to na rękę. Mają w składzie, prowadzonym przez doświadczonego coacha Scotta Skilesa takich graczy jak Carlos Delfino, Michael Reed, Hakim Warrick czy Andrew Bogut i zapewne tanio skóry sprzedawać nie będą ale mimo to ciężko nazwać ich nawet ligowym średniakiem.

15. New Jersey Nets. Tu też odlicza się miesiące, tygodnie do rozpoczęcia polowania na LeBrona. Grupa młodzieńców pod wodzą Devina Harrisa, wspartego Courtneyem Lee będzie rozbijać się do wakacji, może przy tym wygra parę ciekawych meczów. Jednak dla Nets liczy się przyszłość, która na razie rysuje się w przyjemnych barwach. Nowy, obrzydliwie bogaty właściciel, nowoczesna hala, nowe miejsce. Byle tylko dograć ten sezon do końca. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.