Relacja z wyprawy na mecz Partizan-Crvena Zvezda

Jak na koszykarską platformę medialną przystało, będzie o Koszykówce.
A jeśli o Niej, to będzie tu o ludziach, o emocjach… Tym razem o Serbii.
Dzięki współpracy z Karolem miałem okazję być w grudniu wraz z moim bratem Jarkiem na euroligowych derby Belgradu. Kto to czyta, zna się na baskecie i wie, że tym samym będzie również o ogniu rywalizacji, nieustępliwości i zaciętości. Derby Belgradu to oddzielny wątek psychologii społecznej. Pozostawię ten wątek naukowcom. Zapewne rozprawiali na ten temat. Być może był prowadzony na ten temat niejeden przewód doktorski.
Wprowadzając Cię w szczegóły rywalizacji warto wspomnieć nieco najnowszej historii. Partizan Belgrad i Crvena Zvezda Belgrad to dwa najbardziej utytułowane serbskie kluby sportowe, których rywalizacja, znana jako Wieczne Derby (Večiti derbi). Rywalizacja rozpoczęła się w 1946 roku. Oba kluby dominują w lidze serbskiej i adriatyckiej. Od lat są ważnymi zespołami w Eurolidze. Kibice – Grobari (Partizan) i Delije (Crvena Zvezda) tworzą jedną z najgorętszych atmosfer w światowej koszykówce. Niechęć między sympatykami klubów wynika z podziału Belgradu na strefy. Ideologiczne korzenie (wojsko vs. cywile) i historia. Mecze koszykarskie przyciągają rekordowe tłumy sięgające 20000 osób.
Wracając do eskapady do Serbii i samych grudniowych derby. Željko Obradović, legendarny trener Partizana, zrezygnował z prowadzenia drużyny pod koniec listopada 2025 roku po serii słabych wyników. Przełomowy moment dla klubu, dla drużyny, dla kibiców. Potężne napięcia.

Klub początkowo odrzucił jego decyzję, tysiące fanów protestowało, ale po spotkaniach trener podtrzymał decyzję i ostatecznie strony rozstały się 2 grudnia 2025 roku, głównie z powodu wpływu stresu na zdrowie trenera i braku wiary w pracę z obecnym zespołem. Tymczasowym trenerem został wieloletni współpracownik Partizana – Mirko Ocokoljić, który prowadził drużynę w grudniowym derby (pozostał w sztabie, ale wg mediów już 4 grudnia podpisano kontrakt z Hiszpanem Joanem Peñaroją).

Jeszcze to czytasz? No to faktycznie interesujesz się koszykówką. Gratuluję.

Jedziemy zatem dalej… Dosłownie i w przenośni. Po ponad 12 godzinach podróży samochodem na trasie Wrocław – Belgrad meldujemy się z Jarkiem w sympatycznym mieszkaniu, w ścisłym centrum stolicy Serbii. Jesteśmy dwa dni przed meczem. Chcemy zaznać smaków, dźwięków, emocji związanych z tym bliskim naszej rodzinie z różnych powodów krajem. Przed nami m.in. dwa wspaniałe koncerty bałkańskiej muzyki w wykonaniu Miroslava Ilicia i jego zespołu oraz trzy wieczory spędzone między innymi w wyjątkowych lokalach muzycznych na ulicy Skadarskiej, znanej jako Skadarlija. To zabytkowa ulica w sercu starego miasta, porównywana do paryskiego Montmartre. Jest jedną z najpopularniejszych atrakcji turystycznych stolicy. Przyciąga tysiące odwiedzających dziennie dzięki tradycyjnej architekturze, restauracjom i artystycznej atmosferze. Będąc z kolegami w Belgradzie w 2018 roku na Final Four Euroligi miałem okazję wylądować na jednej imprezie m.in. Bogdanem Bogdanoviciem, czy Pero Anticiem. Tych panów nie trzeba przedstawiać. Dodam tylko, że lokal nazywa się… Dva Jelena [dwa jelenie].

Miasto zwiedzamy jeżdżąc rowerami. Odwiedzamy m.in. Twierdzę Kalemegdan położoną na wzgórzu u zbiegu rzeki Sawy i Dunaju. To kompleks fortyfikacji z czasów rzymskich, który przez wieki zmieniał właścicieli między Celtami, Rzymianami, Bizantyjczykami, Serbami, Turkami i Austriakami. Najciekawsze dla fanów basketu jest to, że na terenie twierdzy są pełnowymiarowe boiska koszykarskie. Przyciągają tysiące osób dziennie, zwłaszcza młodzież, promując zdrowy tryb życia w historycznym otoczeniu z widokiem na Sawę i Dunaj. Rozgrywane na nich turnieje podkreślają pasję Serbów do ich ukochanej KOŠARKI (koszykówki). Będąc w Belgradzie musisz tam być.


Wracamy niespiesznie do mieszkania na chwilę odpoczynku. Przed nami nagle ukazują się dwie wieże…
Big Fella i Vieliki Brat… czyli Joakim Noah i Miroslav Radulica. Spacerują sobie gaworząc zapewne o koszykówce. Okazuje się, że Joakim realizuje projekt filmowy „Nomad” (do obejrzenia na YT) i jako tytułowy nomada snuje się tym razem po Belgradzie. Nie chcemy przeszkadzać w realizacji, więc dogadujemy się z ekipą, że pozwolą nam na krótkie spotkanie z chłopakami na końcu ich trasy. Jesteśmy grzeczni i pokorni. Byłoby, najdelikatniej pisząc, skrajnie nierozsądne zadzierać z serbskimi ochroniarzami. Tym bardziej, że okazali się nam pomocni.
Joakim i Miroslav w świetnych humorach. Również oczekują na mecz. Pogadanka, fotki, high-five i jedziemy dalej.

Akcenty, symbole związane z koszykówką widoczne są w wielu miejscach. Podjeżdżamy do murala upamiętniającego Harisa Brkića (1974-2000), jugosłowiańskiego koszykarza, byłego zawodnika Partizana Belgrad. Brkić był utalentowanym zawodnikiem, pamiętanym przez fanów za jego wkład w sukcesy drużyny, w tym czterokrotne mistrzostwo Jugosławii.
25 lat temu, dokładnie 12.12.2000 r. po opuszczeniu sesji treningowej został postrzelony na parkingu przed halą Pionir w Belgradzie. Odszedł 15 grudnia 2000 r. Mimo starań policji, do dziś nie ustalono sprawcy morderstwa. Jego śmierć wstrząsnęła światem koszykówki, a pamięć o nim kultywowana jest podczas corocznych turniejów ku jego czci, organizowanych przez dawne kluby.

Dużo emocji. Trzeba zebrać siły przed wieczornymi atrakcjami kulinarnymi i muzycznymi.
Chwila oddechu i ruszamy dalej. Skadarlija nie zawodzi. Środek tygodnia, a w każdej restauracji muzyka na żywo. Mamy stolik w Tri Šašira. To ikoniczna serbska restauracja, znana z tradycyjnej kuchni i bohemy Skadarliji. Otwarta w 1864 roku, zachowuje autentyczny klimat od ponad 150 lat. Nawet kilkanaście grup muzyków przemieszcza się między salami i stolikami, grając folkowe utwory serbskie, bałkańskie, przyjmując życzenia gości, co tworzy autentyczną atmosferę bohemy. Wspaniałe, niepowtarzalne przeżycie.

Dzień meczowy. Mamy to.
Tym razem gospodarzami są Partizany. To wiąże się z tym, że do hali będzie wpuszczonych tylko około 1000 kibiców Crveny. Od rana czuć w mieście napięcie. W nas też. Wiemy, że za kilka godzin emocje całego miasta zatomizują się pod jednym dachem z około 20000 kibiców pod nim. Jesteśmy obok hali kilka godzin przed meczem. Odwiedzamy sklep kibica, nabywamy pamiątki. Stojąc po akredytację obserwujemy setki policjantów, którzy formują szyki czując, że zbliża się „robota”. Po chwili, około kilometra od nas niebo rozbłyskuje od rac, petard i innych środków pirotechnicznych. Jeszcze nie wiemy, co się dzieje.
Zza budynków wyłaniają się tysiące kibiców w jednym szyku. Śpiewy, krzyki, wybuchy. Dzieje się! Z nowo poznanym kolegą dziennikarzem z USA, z reporterską fantazją podbiegamy około 100 metrów od tłumu, aby uwiecznić moment na kamerach. Szybko skorygowano nasze plany. Już wiemy, że nie powinniśmy kierować obiektywów w stronę tej załogi.
Przed razami ratuje mnie to, że miałem małą kamerę. Kolega z telewizyjną kamerą nie ma możliwości szybkiego odwrotu… Po czasie cieszy się, bo ma nagrane dobre ujęcie… Long shota (sic!). Śmieje się, że siniak się zagoi, a sprzęt przetrwał.
Odbieramy akredytacje i po kontroli ochrony jesteśmy z Jarkiem w środku. Zajmujemy miejsca w strefie mediów, przygotowujemy sprzęt, oswajamy się z atmosferą, która wyraźnie staje się coraz gorętsza…
Wyobraź sobie rozgrzewany piec… Heh… To chyba najlepsze porównanie przed pysznym daniem głównym, które tu się tego wieczoru upiecze.
Kibice wypełniają arenę długo przed meczem. Jest czarno od barw Partizana. Pod kopułą głośny sektor czerwono-białych fanów Zvezdy. Kilkadziesiąt minut śpiewów, okrzyków tysięcy ludzi. Ogień na trybunach. Dosłownie. A jeszcze nie zaczęła się nawet prezentacja drużyn.
W pierwszym rzędzie Noah. Spontaniczna rozmowa o projekcie „Nomad”. Joakim mówi, że eksploruje kulturę koszykówki i lokalne tradycje na świecie. Seria filmów ma zbliżać świat poprzez basket jako uniwersalny język i budować mosty między kulturami.
Przechodzę obok Graysona Bouchera aka The Professor – legendarnego amerykańskiego streetballera, który zyskał sławę dzięki tournee AND1 Mixtape. Udało się go zapytać o wrażenia. Nie ukrywał, że wiele widział, ale to, co się dzieje jest trudne do określenia. Wystarczy popatrzeć i posłuchać. Życzyliśmy sobie nawzajem tzw. ENJOY! i UŽIVAJTE!
Obok Profesora jest Matt Kiatipis aka MK – kanadyjski streetballer. Jego filmy z 1v1 w Brazylii, Grecji czy Paryżu (np. z AND1 Brazil) zdobywają miliony wyświetleń. Chłopak założył ligę ISO i tworzy programy treningowe dla tysięcy fanów. Nie zdążyłem go zagaić, bo wreszcie gremialnie i genialnie śpiewany jest cały hymn Partizana. Wszyscy na trybunach stoją. Zespoły na boisku.

Piłka w górę. Poszło…

Ale to oglądałeś lub możesz obejrzeć. Szczegółowej relacji minuta po minucie tu nie przeczytasz.
Możesz sobie wyobrazić, co się dzieje wiedząc, że tutaj wszyscy gospodarze są jednością przeciw Zvezdzie. Mimo tego, że Partizan oddaje prowadzenie przy stanie 8:7, a następnie w trzeciej kwarcie przegrywa 16 punktami, fani nie odpuszczają i żywiołowo wspierają drużynę. Wiedzą, co znaczy ten mecz. Okazuje się, że zawodnicy również. Arena wrze. Piękna sportowa rywalizacja. Krok po kroku, punkt po punkcie. Na dwie minuty przed końcem meczu Milton podaje do wychodzącego zza zasłony Washingtona i gospodarze wreszcie odzyskują prowadzenie. Hala kipi. Na boisku ogień zaciętości. Na trybunach ogień, dosłownie. Wszyscy – gospodarze i goście wierzą w zwycięstwo. Minutę przed końcem ponownie na prowadzenie wychodzi Crvena Zvezda. Washington punktuje jednak w kolejnych dwóch akcjach i na tablicy widnieje wynik 79:76 dla Partizana. Ostatni gwizdek.


Fani wybiegają na boisko skonsumować przygotowaną ucztę. Śpiewy, tańce, wspaniała radość niczym po zdobyciu tytułu mistrzowskiego. Tak. Mistrzem Świata w Serbii przynajmniej do następnych derby jest tym razem Partizan Belgrad.
Pyszne to było. Nie do przejedzenia.
Polecam.

Radek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.