Rihanna i Lenny Kravitz powalczą z moim snem

Mecze Gwiazd od ładnych kilku już lat to show przez wielkie ‘S’. Sam niedzielny mecz w pewnym sensie zepchnięty jest, może nie na dalszy plan ale na pewno nie jest tam gdzie był kilkanaście lat temu. Coraz więcej wydarzeń poza parkietowych sprawia, że aby obejrzeć spotkanie od pierwszego do ostatniego gwizdka, trzeba ukraść nocy dobre 3 godziny zdrowego snu. Czasem udaje mi się przebrnąć przez tych wszystkich trębaczy, bębniarzy, tańczących grubasów z Dallas, babę z wąsami, utalentowaną skrzypaczkę, weteranów wojennych i innych artystów, żeby w końcu zobaczyć kto w asyście Davida S. (tak będę go nazywał jeśli przybije pieczątkę pod Dywizją Europejską NBA) unosi w geście triumfu statuetkę MVP. W zasadzie to każdego roku łudzę się, że może w końcu zagrają coś naprawdę ale z drugiej strony wiem, że nawet gwiazdy NBA to też ludzie i kiedyś odreagować i odpocząć muszą. Może kiedyś, kiedy byłem dużo młodszy tego nie widziałem, nie rozumiałem – teraz wiem, że przed niedzielnym meczem jest sobotnia noc i imprezy ostro zakrapiane Gatoradem ;d, które ponoć rok rocznie przechodzą do historii. Niepisana zasada jest taka, że gracz z miasta w którym grają jako gospodarz zaprasza pozostałe gwiazdy albo do siebie albo na tak zwane ‘miasto’. Potem siłą rzeczy ciężko dojść do siebie i zagrać coś sensownego. W połączeniu z artystami pchającymi się na parkiet kiedy tylko sędzie powie "time-out" tworzy to atmosferę idealną do…snu.
Nie raz już złapałem się na tym, że mecz kończy się dla mnie w połowie III kwarty kiedy to na parkiet wtacza się kolejny ktoś z mikrofonem. Pamiętam jak parę lat temu przyszli do mnie dwaj najlepsi kumple na All-Star. Gwiazdą wieczoru była Christina Aguilera (Google podpowiada, że był to rok 2007 choć ja dałbym sobie włosy obciąć za to, że był to rok… wcześniejszy). W każdym razie koleżanka Christina okazał się być gwoździem do naszej kibicowskiej trumny. Padliśmy jak jeden mąż i po zawodach. Owszem można stosować różne techniki, żeby nie zasnąć ale nie oszukujmy się nie wstajemy po to, żeby oglądać grubasów z Teksasu czy nawet (w innych okolicznościach) niczego sobie piosenkarkę. Organizm wykorzysta każdą chwilę dekoncentracji i… adeus, śpisz.
Liczę wiec, że tegoroczna obsada gwiazd, tych niegrających piłką pozwoli mi spokojnie oglądać tych piłką grających. Gwiazdami wieczoru w L.A. mają być Lenny Kravitz, którego od lat bardzo lubię (mam wszystkie jego płyty) oraz… piękność z Barbadosu Rihanna.
Lenny, częsty bywalec meczów Heat zagra "Come On Get It"



a koleżanka z Barbadosu, okazyjnie pokazująca się w halach NBA, swego czasu kojarzona z… Andrew Bynumem ma zaprezentować  "Only Girl" oraz "What’s My Name" Niech będzie. Niech śpiewa co chce, ważne żeby jej występ chwytał za oko i nie pozwolił zasnąć…


Buty do koszykówki – największy wybór na www.1but.pl – Zobacz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.