Śliwki vs Robaczywki I i II tygodnia

Pierwsze w tym sezonie "Śliwki vs Robaczywki". Cieszę się, że udało mi się zrobić je dokładnie po dwóch tygodniach (+1 dzień) od rozpoczęcia sezonu. Sprawdzoną metodą z tamtych rozgrywek, właśnie taką częstotliwość uważam za optymalną. Tygodniówki mogłyby mi nie wychodzić na dłuższą metę a rzadsze podsumowania, zapewne, zamazywałyby odbiór pewnych zdarzeń. Dzięki za podsyłanie własnych przemyśleń. Przypominam, że kanały dostępu do mnie są cały czas otwarte (maile, wiadomości na FB, komentarze tu i na fanpage’u).
Kolejność, jak zawsze, dość przypadkowa.

Śliwki:
 
Zostawił po sobie niesmak w ustach po bardzo przezroczystych Finałach. Nie chcę powiedzieć słabych bo przecież nie był nawet trzecią opcją Warriors. Mógł i powinien był ale nie musiał. W Rio w ogóle nie…to on był w Rio? W preseason grał tak słabo, że otarł się wręcz o śmieszność. Zaczęło się znów mówić, że Mark Cuban kolejny raz mocno przepłacił sięgając po gracza, który akurat był dostępny a nie tego, którego faktycznie chciał. Barnes przez cztery lata w Warriors, dał się poznać jako atletyczny gracz solidny w obronie i poprawny w ataku ale dawanie mu maksymalnego kontraktu odebrano jako ruch, delikatnie mówiąc, obciążony dużym ryzykiem. Trzymałem i nadal trzymam za niego kciuki, bo lubię takie historie. 24-latek, póki co, po siedmiu meczach, wygląda naprawdę bardzo dobrze. Zastanawiam się czy przypadkiem kwestia rozmawiania o nim jako liderze Mavs nie jest już kwestią tygodni. To dziwnie brzmi. Ale każda zmiana warty po kilkunastu latach jest na początku trudna do pojęcia. Achillesy Dirka elastyczniejsze już nie będą. 22.3 punktu na mecz (czyli niemal dokładnie dwa razy tyle, co w sezon temu), do tego prawie 6 zbiórek i tylko 1.1 straty. Barnes trafia 50% swoich rzutów z gry i 92% z linii. Mavs są wprawdzie ledwie 2:5 ale Barnes jest ostatnią osobą w tym składzie, którą można za to winić. Raczej odwrotnie – to "dwa" to w dużej mierze jego wielki mecz i wielkie rzuty w starciu z Bucks oraz kolejny solidny występ z Lakers.
  
– LeBron James. Jeśliby porównać NBA do jakieś gry komputerowej, gdzie bohater zaczyna od niskiego poziomu by, z czasem, zdobywać umiejętności i doświadczenie, to LeBron James jest w tej grze kilka poziomów wyżej od pozostałych. Jego rozumienie koszykówki jest wręcz fenomenalne. Wszystko co robi, jest przemyślane. Odnieść można wrażenie, że rusza się tylko tyle, ile musi. Coś jak przy drugim 3-peat Michael Jordan. Oddaje średnio na mecz najmniej rzutów w karierze (17.1) i na ten moment ma drugą najniższą średnią punktową w karierze (22.9) ale on się tym bawi. Tak ja Ty bawisz się swoim zawodnikiem w 2K – dziś będę podawał, jutro będę zbierał. James robi to samo. Ze średnią prawie 10 asyst na mecz jest drugim (razem z Westbrookiem) podającym w lidze. Nigdy w karierze nie miał tak wysokiej średniej kończących podań. Zbiera też najwięcej w karierze (8.9). Bawi się tą grą, która chyba już nie ma dla niego tajemnic. TO podanie do Dunleavy’ego to albo TO z dziewiątego miejsca. Zrobić coś takiego jest w stanie dosłownie garstka koszykarzy na świecie. No i podkreślmy to  – na pół gwizdka robi rzeczy, których 90% tej ligi nie zrobi nigdy w życiu. 22.3 Barnesa to jest coś dużego a 22.9 Jamesa to jest jego najniższa średnia w karierze. Dostrzegasz to, że LeBron przez tych 13 lat, tak nas rozpuścił, tak przyzwyczaił do swoich standardów, że trochę za bardzo przyjmujemy je za pewnik?    

– DeMar DeRozan. Zaimponował mi. Pięć pierwszych meczów nowego sezonu kończył z 30+ punktami na koncie. Coś podobnego (6) zrobił jako ostatni Michael Jordan w rozgrywkach 1986-87. 33.7 punktu na mecz to o 10.2 więcej, niż rok temu. Zawsze bacznie przyglądam się zawodnikom, którzy podpisują tłuste kontrakty. Patrzę co zrobią, jak wyglądają, czy przepracowali wakacje. DeMar wygląda na ciągle głodnego. To dobrze o nim świadczy. 

– Russell Westbrook. Russ gra, póki co sezon, który mu wróżyłem, który wielu mu wróżyło. Jest na wojnie i nie bierze jeńców. 30.4 punktu, 9.9 asysty, 8.4 zbiórki, 1.4 przechwytu. Thunder są 6:1 i liderują Zachodowi. Na tym etapie sezonu nie znaczy to nic w kontekście kwietnia i maja ale oceniam właśnie ten etap sezonu.

– James Harden. Jego dobra gra trochę krzyżuje mi plany. Przygotowuję tekst o tym, że jest jednym z najbardziej niedocenianych zawodników w NBA ostatnich dekad. Niestety dla mnie a stety dla niego samego, w końcu zaczyna funkcjonować w świadomości coraz większej liczby obserwatorów NBA, wchodzić na radar, tak zwanych, ekspertów. I słusznie. Oceniajcie go za to kim jest, nie krytykujcie za to, kim nie jest. 31.6 punktu, 7.1 zbiórki, 12.7 asysty oraz 1.3 przechwytu. 50% z gry, 41% zza łuku. W siedmiu meczach tego sezonu, tylko dwa razy zszedł poniżej progu 30 punktów. Rockets grają o play-offy.
 
– Damian Lillard. Zaczął ostro sezon – cztery pierwsze mecze z 30+. Na razie nie zwolnił tempa. Jest drugim strzelcem NBA (32.8), do tego dorzuca 5.6 zbiórki oraz 4.6 asysty. 50% z gry, 90% z linii. Wydał debiutancki album, który dobrze się sprzedaje. Ma chyba dobry okres w życiu.
 
– L.A.Lakers. Lakers Luke’a Waltona fajnie się ogląda. Dobrze biegają, lubią podawać, zmieniają pozycje. W tej drużynie jest talent, jest chęć nauki i wygrywania. W tej chwili aż czterech zawodników w tej drużynie zdobywa dwucyfrową ilość punktów – średnio od 15.4 do 14.5 na mecz. Russell, Williams, Clarkson, Young i Randle. Mecze z Lakers to już nie wakacje na plaży. Każdego wieczoru kto inny może niszczyć Twoją ulubioną drużynę.
Larry Nance syn dunkuje i zgniata głowy.

Area 21 czyli telewizyjne życie Kevina Garnetta po życiu w NBA. Mi się podobało. Oby formuła się nie wyczerpała zbyt szybko.

– Steph Curry trafił 13 razy za trzy punkty w wygranym meczu z Pelicans! To nowy rekord NBA. Poprzedni wynosił 12 i należał do trzech graczy: Stepha (2016), Donyella Marshalla (2005) oraz Kobe’ego Bryanta (2003). Curry zdobył w tym meczu 46 punktów. Do 13 trafień potrzebował tylko 17 prób. Warrios wygrali ten mecz 116:106.
A mecz wcześniej z Lakers
Curry, po raz pierwszy od 11 listopada 2014 roku, zszedł z parkietu bez
ani jednej celnej trójki. Była to imponującą seria 157 kolejnych meczów
(rekord NBA). Curry był 0/10 w tym meczu. Seria była niesamowita. Trwała dwa lata bez ledwie kilku dni. Rekord Kyle’a Korvera był poprawiony o dokładnie 30 meczów. 

– Przy najbliższej okazji, zwróćcie uwagę na Malcolma Brogdona z Bucks. Jest debiutantem a już ma głowę na karku.
 

– Denver Nuggets zastrzegli koszulkę Dikembe Mutombo.
 

                            


 

– Joel Embiid. 17.6 punktu, 6.8 zbiórki, 2.6 bloku, 1.2 asysty a wszystko to na restrykcyjnych minutach. Długo czekaliśmy na podkoszowego takiego kalibru. Niech tylko nogi noszą go w zdrowiu. Reszta zabezpieczy się sama. Talent czystej wody.

– SB Nation stworzyli trzy kilkunastosekundowe kreskówki z K.G., Bryantem i Duncanem. Ten pomysł ma potencjał moim zdaniem. Konwencja jest taka – Duncan jest praktyczny i minimalistyczny, Kobe robi wszystko z rozmachem a Garnett….cóż, Kev to Kev. Możecie zobaczyć je TUTAJ.

– Wiecie, że Dwyane Wade, już po siedmiu meczach tego sezonu, ma na koncie więcej celnych trójek, niż przez całe tamte rozgrywki!? Nieźle co? D-Wade jest teraz 10/23 zza łuku. Rok temu w Heat był 7/44 w 77 meczach.  

– Patrzę na Jabari Parkera i widzę w nim młodego Paula Pierce’a. Mam tylko żal do niego (Kidda?), że nadal za mało piłek przechodzi przez niego w ataku. Jego technika użytkowa jest czymś, co lubię oglądać. Wielki talent, niesamowity atleta.

– W Salt Lake City znów grają Jazz. Druga obrona NBA, poukładany atak. Wrócił Hayward. Jest 5:3, jest nieźle. Nie sądzę, żeby George Hill był w stanie utrzymać 20/5 za cały sezon ale sądzę, że jego wkład w dobrą grę tej drużyny będzie niepodważalny.

– Clippers. Są jedną z trzech ekip z najlepszym bilansem w lidze (6:1). Mają pięciu zawodników, którzy zdobywają dwucyfrową ilość punktów. Są zdrowi i wiedzą doskonale, że w takim składzie mogą grać po raz ostatni. Blake Griffin wygląda znów dobrze. CP3 to nadal elita wśród jedynek ligi. Ten skład może zajść daleko w tym sezonie.

Robaczywki:

– Alternatywne stroje Olando Magic. Dramat. Gorsze niż rękawki zła. Wyglądają jak tanie treningowe koszulki z bazaru w Kuala Lumpur. Zobacz.
 
– Pelikany. Nowy sezon stara śpiewka. Sam nie wiem. Może to jest czarna magia. No wiesz, Luizjana, Nowy Orlean, voodoo. Może ktoś wbija szpilki w laleczki symbolizujące klub i zawodników. Ledwo się te rozgrywki zaczęły, a już wyglądają na przegrane dla Pelicans. 0:8. Szkoda Anthony’ego Davisa ale…

– Przy okazji robaczywka dla tych, którzy trąbią, że A.D. musi odejść. Nie musi. To inni mogą przychodzić tu do niego i razem wygrywać. On nic nie musi, nigdzie mu się nie spieszy. Chodzi o to, żeby gonić tego królika a nie tylko, żeby go złapać. W tym gonieniu też jest piękno.
 
– Dalej o Pelikanach. Zwolnienie Lance’a Stephensona. Lance przejdzie operację pachwiny a klub go zwolnił. Brzmi okrutnie…ale tak nie jest. I robaczywka dla tych, którzy próbują robić z tego wielką aferę (np. Matt Barnes). Klub z Nowego Orleanu wprawdzie zwolnił kontuzjowanego zawodnika ale był to ruch czysto biznesowy. Na to miejsce zakontraktowano innego gracza ale od Lance’a nikt się nie odwrócił. Klub ma mu wypłacić należne mu pieniądze i pomóc przy rehabilitacji a w perspektywie, pogadać o nowym kontrakcie. 

Airball Joakima Noaha (TUTAJ). Jeden z najgorszych airballi, jakie widziałem. Czy za coś takiego nie powinno się obierać drużynom punktów? A jeśli już jesteśmy przy 31-letnim Francuzie. To już niestety nie jest ten sam Joe. Nie wiem czy bezpowrotnie stracił ale, póki co nie widziałem, żadnego z jego atutów, które miał w Chicago, przed kontuzjami. I pomyśleć, że to był 2014 rok. Tak niedawno.
  
– Pozostańmy w temacie Knicks. Phil Jackson działa mi na nerwy. Co raz słyszę o tym pie..olnym trójkącie. Dwa dni temu Jax mianował Kurta Rambisa odpowiedzialnym za defensywę Knicks. Misiewicz NBA. Zmienia się koszykówka a u Phila Jacksona ciągle trójkąty i Kurt Rambis. Jeff Hornacek dał się poznać w Phoenix jako nowoczesny trener młodego pokolenia. Z młodymi Suns grał ciekawy basket, mimo że nie dysponował wtedy oszałamiającym talentem. Wygląda na to, że w Knicks ma trochę związane ręce. Atak trójkątem wygląda nieźle jak się ma w składzie Jordana, Kobe’ego czy Shaq’a. Jak się nie ma to już nie tak bardzo.

– Wizards. 5 porażek w pierwszych 6 meczach. Nic nie dzieje się w ich ataku. Defensywa jest miękka. Straty są czasem na poziomie w-fu w szkole średniej. Czyżby kolejny stracony sezon w stolicy?

– Indiana Pacers. W oczach wielu, także i moich, mieli być nawet drugą siłą Wschodu. Może jeszcze będą, ale póki co, wygląda to bardzo przeciętnie. Przede wszystkim słabo bronią. W każdym ze swoich 7 meczów tracili po 100+ punktów. Średnio pozwalają przeciwnikom na 113 punktów na mecz, co jest drugim najgorszym wynikiem w tym sezonie w NBA (tylko przed Suns). Paul George nie tylko nie gra jak jeden z kandydatów do MVP, jak gracz formatu All-Star. Teraz nawet nie jest to porządne liderowanie przeciętnej drużynie na Wschodzie. Pacers weźcie się w garść. Macie niezły skład i dobrego trenera. 

– Leśne Wilki nie potrafią utrzymać skupienia przez cały mecz. Gdyby liga zwolniła ich z grania trzecich kwart, to 1:5 mogłoby wyglądać jak jakieś 3:3.

– Ken Bazemore ostatnimi dwoma meczami 20+ wywinął się od dostania robaczywki, ale był blisko.

– Klay Thompson. Klay gdzieś zatracił (póki co) swój magic touch. Trafia tylko 41% swoich rzutów z gry, oraz kompromitujące 20% zza łuku. Jego średnia punktowa (17) od sezonu 2012-13 nie była tak niska. 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.