Stern uśmiechnięty. Coś ruszyło?

Wczoraj właściciele drużyn i związek zawodników znów spotkali się na 3-godzinnych rozmowach. Wprawdzie niczego konkretnego jeszcze nie ustalono, jeszcze daleko do porozumienia ale według osób związanych z otoczeniem Davida Sterna, ten wyszedł z rozmów zadowolony i pełen optymizmu przed dalszą częścią negocjacji, które w związku z czwartkowym, żydowskim świętem Rosz ha-Szana, zostaną kontynuowane w piątek.
Jest jeszcze szansa na uratowanie sezonu w całości ale by do tego doszło, pełne porozumienie musi być osiągnięte nie później niż w połowie października.
W poniedziałek Derek Fisher wysłał list do wszystkich członków związku zawodników z prośbą o jedność i cierpliwość. Fisher słusznie zauważył, że druga strona nie mówi jednym głosem, że głosy właścicieli są podzielone co do palących szczegółów negocjacji (choćby w sprawie HARD CAP, za którym opowiada się tylko część właścicieli, szczególnie tych z mniejszych i biedniejszych miast).
Mid-level exception, Larry Bird exception, podatek od przekroczenia salary cap (luxury tax), długość i wartość maksymalnych kontraktów, płace minimalne, udział % zawodników w ogólny dochód ligi. To tylko część z tematów, które będą dziś poruszone.


Rashard Lewis is willing to become less overpaid

Zanim poznamy konkrety warto spojrzeć na temat lockoutu i pieniędzy oczami kogoś, kto wie co mówi jak mało kto. Rashard Lewis podpisał 4 lata temu umowę z Orlando Magic o wartości blisko $120 mln (płatne w 6 lat). Nie był on do tego czasu wielką gwiazdą NBA, nie był nią później i na 100% już nią nie będzie. Często bywa tak, że jeśli zawodnik podpisze tak wielki kontrakt, który zdaniem obserwatorów jest zbrodnią w biały dzień, wtedy jakoś podświadomie nie lubi się takiego gracza i uważa za chciwego. Ale czy słusznie?
Sam Rashard ma na to prostą odpowiedź, która dla mnie jest jak najbardziej logiczna.
"Miejcie pretensje do tych, którzy dali mi taki kontrakt. Ja go nie negocjowałem. Siedziałem sobie w domu kiedy dostałem telefon od mojego agenta, który zaczął rozmowę od słów ‘Mam maxa na stole’. Co miałem zrobić? Powiedzieć ‘nie, to dla mnie za dużo. Powiedz im, że chcę jakieś $20-30mln mniej. Mój agent wykonał świetną robotę w czasie negocjacji tego kontraktu. Miałem za sobą dobry sezon w Seattle, gdzie zdobywałem 23 punkty. To był dla mnie idealny moment […] Rozumiem, że właściciele nie chcą szastać pieniędzmi i przepłacać graczy ale to od nich zależy ile zaproponują. Chyba muszą się nauczyć lepiej negocjować i lepiej oszczędzać pieniądze." – powiedział skrzydłowy dziś Washington Wizards.
Lewis ma tu 100% racji. Jeśli ktoś zaproponuje Ci za Twoją pracę jakieś pieniądze, a Ty uważasz że są one dobre (być może za dobre) to po prostu przyjmiesz ofertę i nie powiesz, że chcesz mniej.
Zaimponował mi bo przyznaje szczerze, że jest graczem przepłaconym ale czy to znaczy, że jest chciwy? Oczywiście, że nie i każdy na jego miejscu postąpiłby tak samo.
Właściciele często w negocjacjach grają pod uczucia kibiców mówiąc o chciwości graczy. Warto w takich chwilach pamiętać o słowach Lewisa. Warto też zwrócić uwagę na pewien inny fakt.
Dla wielu właścicieli drużyn NBA, posiadanie ekipy w najlepszej lidze świata to tylko "hobby na boku". Ich główny, dużo, dużo większy dochód pochodzi z innych źródeł.

Według Magazynu Forbes aż 12 z 30 właścicieli klubów NBA znalazło się na liście 400 najbogatszych ludzi na świecie. Są nimi:

-23 Paul Allen (Portland Trail Blazers) $13.2bln
-60 Richard DeVos (Orlando Magic) $5bln
-75 Mickey Arison (Miami Heat) $4.2bln
-107 Stan Kroenke (Denver Nuggets) $3.7bln
-159 Tom Gores (Detroit Pistons) $2.5bln
-171 Mark Cuban (Dallas Mavericks) $2.3bln
-242 Glen Taylor (Minnesota Timberwolves) $1.8bln
-273 Herb Simon (Indiana Pacers) $1.6bln
-293 Dan Gilbert (Cleveland Cavaliers) $1.5bln
-293 Michael Heisley (Memphis Grizzlies) $1.5bln
-293 Donald Sterling (Los Angeles Clippers) $1.5bln
-309 Joshua Harris (Philadelphia 76ers) $1.45bln

To trochę chyba zmienia perspektywę obserwowania lockoutu i tych wszystkich płaczących właścicieli. Owszem kilku z nich faktycznie ledwo wiąże koniec z końcem (jeśli na tym poziomie można tak mówić) ale przecież to jest drogie hobby i nie każdego na nie stać.
Są miejsca, które z racji geo-politycznych raczej nigdy o mistrzostwo ligi grać nie będą a czapeczek i koszulek z ich logo nie będzie nosić cały świat. Tak po prostu jest. Nie jest to sprawiedliwe ale kto powiedział, że świat jest sprawiedliwy? Czy wyobrażacie sobie, że nagle gwiazdy polubią Milwaukee, Memphis czy Utah kosztem Los Angeles, Miami czy Nowego Jorku? Myślicie, że jak wejdą w życie nowe przepisy "wyrównujące" szanse to te małe miejscowości, te mniej atrakcyjne kluby staną się nagle dochodowymi, światowymi markami? Ja nie sądzę. Prześledźcie jakie kluby a raczej miasta na przestrzeni ostatnich dajmy na to 20 lat zdobywały mistrzowskie tytuły. Tak to już jest, nie tylko w koszykówce, nie tylko w NBA, że poza aspektem czysto sportowym gracze wybierają "inne atrakcje" jako czynnik decydujący o wyborze klubu. Wielkie pieniądze, wielkie możliwości są w wielkich miastach czy nam się to podoba czy nie.
1but.pl -> Aż 240 modeli butów do kosza -> Zobacz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.