Typujemy drugą rundę

Pierwsza runda play-offs za nami. Była niesamowita! Prawdopodobniej najlepsza, jaką widziałem. Najbardziej zacięta w historii. Aż w pięciu z ośmiu par do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była maksymalna ilość meczów. Dogrywki, rzuty na wygraną, emocje, intensywność.
Czy tak będzie też w drugiej rundzie? Zobaczymy.
Tym razem bez nagród. Potypujmy.
Oto moje typy z krótkim komentarzem. Tyle się dzieje, że na wielkie analizy nie mamy czasu…

Indiana Pacers – Washington
Wizards 4:1
. Mogę się mylić ale wydaje mi się, że Pacers wracają do
dobrego grania. Wszystkie ich ostatnie kłopoty są/były w nich samych. Hawks
grali całkiem nieźle w tej serii ale głównie przez to, że rywale
pozwalali im wyglądać tak dobrze. Jeśli Paul George i koledzy zagrają na
miarę potencjału, to Wizards będą bezsilni. Roy Hibbert może już wyjść z szafy. Wizz nie mają centra grożącego rzutem za 3 punkty, jak Pero Antic w Atlancie. Wprawdzie Gortat dysponuje solidnym rzutem z półdystansu (nawet tego dalszego) ale jest to styl, który bardziej odpowiada centrowi Pacers.
Przewagi Waszyngtonu znajdują się w zasadzie tylko na pozycjach obrońców ale jeśli Pacers wrócą do swojej markowej obrony, wtedy Wallowi i Bealowi ciężko będzie o pozycje do czystych rzutów i penetracji. Nene nie będzie sprawiał Westowi tyle kłopotów co Millsap. Brazylijczyk nie jest tak ruchliwy.   

Miami Heat – Brooklyn Nets 2:4. Być może stawiam zbyt odważnie, być może
narażam się wielu tym typem. Ale co tam? Miami broni tytułu, Miami ma przewagę
parkietu i najlepszego koszykarza świata w swoich szeregach. Broń Boże
nie lekceważę serca mistrza. Spodziewam się pojedynku wagi ciężkiej z
wyrachowaną koszykówka, gdzie każde posiadanie może być na wagę złota,
gdzie obrona weźmie górę nad atakiem. Zakładam, że podopieczni Jasona
Kidda będą w stanie raz przełamać rywali na wyjeździe i nie dadzą się
pokonać u siebie. Pojedynki na poszczególnych pozycjach brzmią wręcz
elektryzująco. Pierce-James, Wade-Johnson, Bosh-Garnett. Stawiam na Nets bo mogę i
chcę, bo nie chcę postawić 4:2 dla Heat a potem w komentarzu zabezpieczyć się, że spodziewam się też wygranej Nets i że żaden wynik mnie nie zdziwi.
A być może to
tylko moje „wishful thinking” bo odkąd pamiętam, uwielbiam Piece’a,
Garnetta i Kidda?

San Antonio Spurs – Portland Trail Blazers 4:2. Męczarnie z Mavs w
pierwszej rundzie nie są oznaką słabości czy przewartościowania siły
Spurs. Dallas to po prostu mocna ekipa a jej ósme miejsce to „wina”
wyjątkowo silnego Zachodu. Gregg Popovich zagra w koszykarskie szachy z
Terry’m Stottsem i to on na koniec powie „mat”. Blazers wyglądali
niesamowicie na tle Rockets. W starciu ze starymi lisami z Teksasu nie
będzie im już tak łatwo. LaMarcus Aldrigde w pierwszych dwóch meczach wyglądał jak postać z gry komputerowej. Potem jednak okazało się, że da się go zatrzymać. Spurs mogą na wiele sposobów uprzykrzać życie jemu i Lillarowi. Rockets tego nie umieli i dlatego są już na rybach.

Oklahoma City Thunder – Los Angeles Clippers. 3:4 Zadecydują detale,
pojedyncze sytuacje, mądre kierowanie tempem gry. Talentu nie brakuje
obu ekipom. Clippers mają jednak dużą przewagę na pozycji trenera.
Rivers to świetny strateg z mistrzowskim pierścieniem. Brooks niestety
nie potrafi w pełni skorzystać z tego, co ma. Thunder by awansować będą
potrzebowali Duranta na poziomie wyższym, niż w rundzie zasadniczej oraz
mądrze grającego Westbrooka. Nie jest to niemożliwe ale będzie trudne do zrealizowania. Ta seria w każdym meczu, każdego wieczoru może mieć swojego własnego bohatera, swoją własną historię. Raz może być to obrona Ibaki/Jordana innym razem popisy z ławki Crawforda/Jacksona innym razem przejmowanie meczów przez największe gwiazdy. To będzie niezła
seria.

A Ty jak to widzisz?

http://a.espncdn.com/combiner/i?img=/photo/2013/1018/nba_g_jamespierce_576x324.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.