Układ sił w Konferencji Wschodniej (2025-26)

Jak co roku, podejmuję się próby uporządkowania drużynowego układu sił w NBA. Kto wejdzie do play-offs, kto skończy jako ekipa loteryjna, no i oczywiście, kto zarezerwuje sobie prawo gry w turnieju play-in? Serdecznie zapraszam do dyskutowania i zamieszczania własnych rankingów. U mnie wygląda to tak:

1. New York Knicks. Rok temu wygrali 51 meczów, co dało im trzecie miejsce za Cavs i Celtics. W tym roku, z przyczyn znanych, odpada nam Boston. Zostają Cavs, którzy będą mocni, ale Knicks będą mocniejsi. Przynajmniej w moim notesie. Nowy trener, który chce i potrafi wydobyć z tej rotacji jeszcze więcej. Rotacja wzmocniona i Jordana Clarksona i Guerschona Yabusele. Zdrowy Mitch Robinson i Josh Hart jako super rezerwowy? Ja to kupuję!

2. Cleveland Cavaliers. Kawalerzyści nigdzie się nie ruszają. Dalej będą mocni na wschodzie. Nie widzę tutaj scenariuszy na tragedie. Nie licząc wielkich kontuzji, a tych przecież przewidzieć się nie da, rotacja i coaching, to nadal jest ścisła elita ligi.

3. Orlando Magic. Dezmond Bane wprawdzie kosztował ich fortunę, ale jego przybycie, przynajmniej w teorii, rozwiązuje większość problemów Magic sprzed sezonu. 27-latek przywozi ze sobą z Memphis 40% skuteczności zza łuku, 20 punktów na mecz, dobrą obronę i decyzyjność. Wszystkich tych rzeczy, z podkreśleniem rzucania, bardzo brakowało w Orlando. Spodziewam się, że Banchero i Wagner pozostaną na poziomie All-Star, a może nawet jeden z nich podrapie którąś z piątek All-NBA, Jalen Suggs będzie tym, kim dla Tatuma i Browna w Bostonie był Jrue Holiday. W mojej głowie to będzie śmigać!

4. Atlanta Hawks. Trae Young nigdy nie miał wokół siebie tak dobrego, tak kompetentnego składu, który dodatkowo byłby skonstruowany w taki sposób, żeby jak najbardziej „chować go” w obronie, a jednocześnie maksymalizować jego produktywność w ataku. Nickeil Alexander-Walker pokazał w ostatnich play-offach, w serii z późniejszymi mistrzami NBA, że nie tylko może bronić na najwyższym poziomie, ale też mieć całkiem zaawansowanie obowiązki w ataku. Trzeba zaznaczyć, że 27-letni Kanadyjczyk przybył do Atlanty jedynie za cenę swojego kontraktu w ramach wyjątku, jaki Hawks mieli. To świetny dodatek do rotacji. Do tego doświadczony Porzingis, Zacharie Risacher w drugim roku w NBA, świeżo po EuroBaskecie. Wszystko to pod batutą coacha Quina Snydera.

5. Detroit Pistons. Drugi rok stabilizacji. Cade Cunningham zaliczył przełomowy sezon, który dał mu miejsce w składach All-Star i All-NBA. Nie spodziewam się niczego mniej po nim w tym sezonie. Jest szybszy od wyższych od siebie, silniejszy od niższych. Ludzie nie do końca zdają sobie sprawę z tego, jak silny i wielki fizycznie jest Cade jak rozgrywający. 26 punktów, 6 zbiórek, 9 asyst i 1 przechwyt w tamtym sezonie. To jest jego nowy standard na resztę jego kariery. O rok bardziej doświadczeni Thompson, Duren i Steward, wreszcie zdrowy Ivey. Duncan Robinson w miejsce Malika Beasleya. Trochę przebojowości, na dobre i na złe, od Carisa LeVerta z ławki. Nie jest skład na walkę o tytuł, ale jest to skład na top 6 na wschodzie.

6. Toronto Raptors. Raptors w play-offach, bez play-inu? Nie dam sobie za to uciąć ręki, ale tak to wstępnie widzę. Jest talent, atletyzm, młodość i doświadczenie. Ingram przynosi swoje 20 punktów, 5 zbiórek i 5 asyst. Scottie Barnes wszedł na poziom All-Star, czy odblokuje sobie All-NBA. W kontekście walki o tytuł, kiedyś tam, będzie to pytanie esencjonalne. W kontekście znalezienia się w top 6 na wschodzie w tym roku, poziom All-Star powinien wystarczyć. Do tego wszystkiego R.J. Barrett, który też jest młody (25) i też ma jeszcze przestrzeń na rozwój jako koszykarz. Immanuel Quickley zagrał tylko w 33 meczach tamtego sezonu. Dla ewentualnego sukcesu Raps w tym sezonie, musi nie tylko grać, ale też produkować. 26-latek zarabia za dużo ($32 mln w tym sezonie i w trzech kolejnych), żeby o tak zakopać go w rotacji.

7. Milwaukee Bucks. Z Giannisem w składzie, to spokojnie może być top 4 wschodu. Ale też biorąc pod uwagę, że po Antetokounmpo jest długo, długo nic, a potem cała reszta rotacji Bucks, ryzykownym byłoby zakładać, że 30-letni już Giannis zdominuje cały sezon. Lider Bucks zagrał w ostatnim sezonie 67 meczów, wcześniej 73, 63, 67, 61, 63. Bucks zajadą tak daleko, jak daleko zabierze ich Giannis. Z nim zdrowym i gotowym na walkę Kozły mogą wygrać z każdym. Mam jedynie obawę o „zajechanie” go. Brakuje mi w tym składzie drugiego pewnego i stałego dostarczyciela punktów. Trochę poza radarem Milwaukee zmontował całkiem ciekawą i kompetentną rotację wokół swojego lidera, ale nadal nie ma tam nikogo nawet w pobliżu jego poziomu.

8. Philadelphia 76ers. Nie będzie w tym sezonie drużyny z większą dysproporcją pomiędzy realnymi marzeniami, a potencjalnym zderzeniem z brutalną rzeczywistością. Zdrowe Szóstki, to Szóstki z szansami na wygranie wschodu. Szóstki ze zdrowotnymi problemami, to potencjalny scenariusz na kolejny sezon tankowania. Jak będzie? Oni sami tego nie wiedzą. Ale przynajmniej teraz, w przeciwieństwie do lat wcześniejszych, grają z nami w otwarte kardy – nie wiemy kiedy wróci Joel Embiid. Wróci, gdy będzie gotowy do gry. A gdy nie będzie gotowy, to nie będzie grał. Paul George ma 35 lat i zaczyna swój piętnasty sezon w NBA! Nie zapominajmy o tym.

9. Miami Heat.

10. Indiana Pacers. Tyrese Haliburton straci cały sezon, Myles Turner odszedł do Milwaukee. Tam nadal jest coaching i dość sporo talentu, ale skurczona już rotacja zwiększa ryzyko, że jak ktoś następny wypadnie z powodu kontuzji, Pacers naprawdę nie będą mieli kim grać. Poza tym nie zapominajmy, że Pacers odzyskali od Pelicans kontrolę nad swoim wyborem w przyszłorocznym drafcie. „Gap year”? Nie zdziwię się.

11. Boston Celtics. Tak, wiem, bo mam w domu internet. Jayson Tatum będzie chciał w szokującym tempie wrócić po kontuzji zerwanego ścięgna Achillesa. Nie kwestionuję tego. Bardziej jednak myślę, że jeśli się to wydarzy, to będzie symboliczny powrót, żeby przetestować samego siebie przed następnymi rozgrywkami. Moim zdaniem w obecnej rotacji Celtics jest za mało talentu i doświadczenia, żeby regularnie wygrywać. Owszem, to jest wschód. Tu na miejscach 7-13 praktycznie wszystko jest możliwe.

12. Chicago Bulls. Byki od 2022 roku nie grały w play-offach, ale też od tamtego czasu nie przegrały więcej niż 43 mecze. Poza tym w ostatnich trzech sezonach zawsze meldowali się w play-in, czyli top 10 na koniec rundy zasadniczej. Ja mam ich na dwunastym miejscu, ale tak jak napisałem przy Bostonie, dla mnie miejsca 7-13, to mogą być „ruchome piaski”. Bulls spokojnie mogą skończyć sezon nad Pacers i Celtics. Dlaczego? Bo bycie drużyną przeciętną jest najwyraźniej OK dla właścicieli tej organizacji.

13. Charlotte Hornets. Napisze to samo co przy Pacers i Bulls – Szerszenie wyprzedzą Wizards i Nets, a kogo więcej, to czas pokaże. Muszę zobaczyć zdrowie i dobre liderowanie LaMelo Balla.

14. Washington Wizards. Mocno powalczą z Nets o ostanie miejsce na wschodzie i na końcu, ku niezadowoleniu „góry” znajdą się nieco ponad Nets. Mają Middletona i McColluma, którzy do czasu transferu (tak, spodziewam się transferu któregoś z nich, albo nawet obu) będą przeszkadzać w przegrywaniu. To taki trochę paradoks, bo Wizards będą chcieli podbić ich rynkową wartość, żeby drogo ich sprzedać, ale to może kosztować ich parę niechcianych wygranych.

15. Brooklyn Nets. Nets będą słabi, bo chcą być słabi. A nawet jakby nie chcieli, to i tak by byli. Coach Fernandez będzie wymagał od nich przygotowania i dyscypliny, ale nawet i on ze swoim trenerskim warsztatem nie wyczaruje czegoś z niczego. Nets pewnie wygrają tu i tam. Może parę razy sprawią jakąś niespodziankę, ale w skali sezonu nie ma możliwości, żeby nie zajęli jednego z dwóch najgorszych miejsc.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.