Układ sił w Konferencji Zachodniej (2025-26)

Jak co roku, podejmuję się próby uporządkowania drużynowego układu sił w NBA. Po Wschodzie, dziś czas na Zachód. Kto wejdzie do play-offs, kto skończy jako ekipa loteryjna, no i oczywiście, kto zarezerwuje sobie prawo gry w turnieju play-in? Serdecznie zapraszam do dyskusji i zamieszczania własnych rankingów.

1. Oklahoma Thunder. Drużyny broniące tytułu mają czasem problem z poziomem motywacji w rundzie zasadniczej, ale myślę, że tutaj nie będzie takiego problemu. Trzon zespołu jest bardzo młody (SGA 27 lat, J-Dub 24, Holmgren 23) i nadal głodny rywalizacji, chęci udowadniania swojej wartości koszykarskiemu światu. Thunder nie są o rok starsi, są o rok bardziej doświadczeni. To zaprocentuje. Nie widzę tu scenariuszy na dramaty.

2. Denver Nuggets. To może być jeszcze mocniejsza rotacja od tej, która zdobyła tytuł w 2023 roku. Jokic fizycznie jest tam, gdzie był, a do tego dodał dwa lata doświadczeń. Jamal Murray w końcu zdrowy, Christian Braun z nieopierzonego młodzieniaszka stał się pełnoprawnym graczem NBA, Aaron Gordon coraz lepszy w roli trzecich skrzypiec w ekipie z mistrzowskimi aspiracjami. Człowiek od wszystkiego. Do tego pozyskani latem Cam Johnson, Tim Hardaway Jr oraz wracający po dwóch latach Bruce Brown, który pomógł Nuggets zdobyć tytuł. Nie zapominajmy też, że w osobie Jonasa Valanciunasa hodowca koni z serbskiego Somboru dostał najlepszego zmiennika, jakiego kiedykolwiek miał w NBA. Nie obawiam się o nic przy tej ekipie.

3. Houston Rockets. Spodziewam się, że Alperen Sengun i Amen Thompson zagrają sezony na poziomie All-Star. Liczę, że Jabari Smith Jr po podpisaniu latem dużego kontraktu wejdzie na kolejny poziom w swojej grze, w czwartym sezonie w NBA. Myślę też, że Kevin Durant grający bez obciążenia odpowiedzialnością niesienia drużyny na swoich barkach, będzie świetny. Nadal wiele będzie mógł, ale już niczego nie będzie musiał – tym zajmą się jego młodsi, zdrowsi i skoczniejsi koledzy. To komfort jakiego KD nie miał od lat.

4. Los Angeles Clippers. Może to trochę nierozsądne z mojej strony wierzyć w organizację, którą wielu uważa za przeklętą w NBA. Może to nierozsądne z mojej strony wierzyć w rotację, w której najlepsi zawodnicy są grubo po trzydziestce. Harden ma lat 36, Kawhi 34, Chris Paul 40 (!), Bradley Beal 32, Brook Lopez 37, Nicolas Batum 26, Bogdan Bogdanovic 33. No cóż, mimo wszystko zawierzyłem. Ale nie do końca dobrze czuję z tym typem. Chcę, żebyście to wiedzieli.

5. Minnesota Timberwolves. ANT, Randle, McDaniel, Gobert, Reid i DiVincenzo, to trzon starych dobry Wolves, który będzie trzymał ich na powierzchni trudnego zachodu. No właśnie, starych. Obawiam się trochę o 38-letniego już Mike’a Conleya i obawiam się ogólnie pozycję rozgrywającego w rotacji trenera Fincha. Gdy Conely osiągał pełnoletność, na świat dopiero przychodził Rob Dillingham. Czy rozsądnym jest wierzyć w jego jakościowy skok w drugim sezonie w NBA, po pierwszym, w którym niewiele pokazał? 24-letni Athony Edwards zacznie swój szósty sezon w NBA. Po każdych wakacjach wraca z czymś nowym. Już jest w top 10, 8, może nawet top 5 ligi. To jest przeogromny kapitał Leśnych Wilków.

6. Golden State Warriors. Jimmy, Steph i Dray będą chcieli jak najmniejszym nakładem sił i zdrowia przejść przez rundę zasadniczą, a potem, w play-offach, stoczyć być może ostatnią walkę o tytuł. Żeby jedno i drugie mogło się ziścić – nie mówię o zdobyciu tytułu, a realne walczenie, to wielka, ale też już leciwa trójka Warriors, będzie potrzebować świeżej krwi i zdrowych nóg. Esencjonalne dla rotacji Steve’a Kerra będą Kuminga, Muddy i Podziemski.

7. Los Angeles Lakers. Przy tej drużynie uwierzę w niemal każdy scenariusz. Tu jest potencjał na powalczenie o top 4 zachodu. Nie widzę raczej możliwości, żeby Lakers przeskoczyli którąś z ekip mojego wielkiego 3, czyli Thunder, Nuggets i Rockets. Ale równie dobrze, to może być siedmiomiesięczna telenowela na czele z kontuzjami, humorami liderów, brakiem dopasowania i tego typu rzeczami. Ciężko jest mi wyobrazić sobie, żeby 41-letni już niedługo LeBron dał radę zagrać w 60+ meczach. Obawiam się też o dopasowanie Aytona do Doncica. Znakiem zapytania jest też dla mnie to ile Smarta pozostało w Smarcie. Jeśli moje obawy i znaki zapytania zamienią się w zdania twierdzące, to Lakers moją całkiem dobrą drużyną. Ja jestem sceptyczny. Choć spodziewam się wielkiego sezonu Luki.

8. San Antonio Spurs. To już może być ten czas, że Wembanyama bierze swoich młodych kolegów i idzie z nimi… no właśnie, gdzie? Wstępnie w top 6 jeszcze ich nie widzę, ale w play-inie jak najbardziej. Tam jest talent, atletyzm, doświadczenie i chyba też już chęci, żeby wygrywać.

9. Dallas Mavericks. Gdyby zaczynali sezon z Kyrie Irvingiem, to miałbym ich na jakimś czwartym miejscu. Nie wiemy kiedy Kyrie wróci, w jakiej dyspozycji. Nie wiemy kto, jak i w jakim zakresie będzie rozgrywał w Mavs. Czy mamy pewność, że Anthony Davis, który przybrał latem parę kilogramów, jest w stanie zagrać w 60+ meczach? Ten skład będzie chciał budować się na defensywie, ale przecież trafiać do kosza w tej grze też trzeba umieć.

10. Memphis Grizzlies. Zdrowi Morant i JJJ zazwyczaj wygrywają więcej niż przegrywają. Nie mam ich wyżej, bo nie zapominajmy, że skład opuścili Desmond Bane, Jake LaRavia, Jay Huff i Luke Kennard. To nadal powinna być dobrze funkcjonująca rotacja pod coachem Tuomasem Iisalo, ale obawiam się, że mogą mieć za mało siły ognia, żeby skończyć dużo wyżej.

11. Sacramento Kings. Nie wiem co o nich myśleć. Są za słabi na top 6, o play-in mogą spokojnie powalczyć. Ja mam ich wstępnie poza najlepszą dziesiątką zachodu. W tej drużynie brakuje jakiegokolwiek dopasowania. Mogą rzucać po 120 punktów… a tracić 130. Może nie będzie rewelacyjnie, ale zapewne będzie czasem śmiesznie.

12. Phoenix Suns. Nie zatankują, bo ich pick w drafcie 2026 roku nie do końca należy do nich. Wizards mogą się z nimi zamieć, ale położyć swoje ręce na nim, przy pewnych scenariuszach, będą mogli też Magic i Grizzlies. W takich okolicznościach Booker i koledzy będą grać na tyle, na ile będą w stanie. A w gruncie rzeczy, to ich skład wcale głupi nie będzie. Jalen Green, Dillon Brooks, Grayson Allen, Royce O’Neale, Ryan Dunn. Słońca mogą być ciekawe do oglądania. Wcale nie zdziwiłby mnie play-in w ich wykonaniu.

13. Portland Trail Blazers. Może się ich ciekawie oglądać. Jrue Holiday wprowadzi nową jakość, nową kulturę w szatni i na parkiecie. To może być rotacja budująca się obroną i kąsająca z kontr. Nie spodziewam się jednak dużo więcej niż czegoś w okolicach 28-30 wygranych.

14. New Orleans Pelicans. Nie do końca wierzę w zdrowie Ziona. A bez niego, albo z nim w ograniczonym zakresie, w tej drużynie bardzo brakuje talentów do zdobywania punktów. Jordan Poole? Nie, dziękuję.

15. Utah Jazz. Będą najgorsi, bo chcą być najgorsi. A nawet jakby nie chcieli, to na trudnym zachodzie nie mają personelu na wygrywania. Owszem, od czasu do czasu wygrają z kimś dobrym, szczególnie u siebie w Salt Lake City, ale w skali ogólnej, ten sezon będzie dla nich poligonem do wychowywania młodzieży. Być może też spróbują mocno pograć Laurim Markkanenen, by w okolicach stycznia sprzedać go za draftowe dobra.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.