Zawodnicy, którzy rozczarowali mnie w tym sezonie

Za nami już prawie cały sezon regularny. Większość drużyn ma do rozegrania po mniej niż dziesięć meczów. Można więc zacząć powoli podsumowywać rundę zasadniczą 2013-14. Na pewno czeka nas jeszcze trochę emocji i ciekawych rozstrzygnięć ale w kontekście spinania rozgrywek klamrą i wyciągania wniosków, dynamiczne zmiany o 180 stopni mieć miejsca już nie będą. Jeśli dany zawodnik grał do tej pory źle, to nie ma już czasu na to, żeby zmienić perspektywę patrzenia na niego.

A zatem…
Poniżej lista (kolejność przypadkowa) zawodników, którzy z jakiegoś powodu rozczarowują mnie w tym sezonie. Gdy we wrześniu, październiku zastanawiałem się jak nadchodzące rozgrywki mogą wyglądać, jeśli chodzi o indywidualne dokonania, moje (uzasadnione) oczekiwania były wyższe, czasem nawet dużo wyższe wobec pewnych graczy.
Oto oni:

O.J. Mayo

O.J. Mayo – I to by było na tyle, jeśli chodzi o mówienie o nim w kontekście bycia kimś więcej niż tylko przeciętnym obrońcą tej ligi. Mayo był trzecim numerem draftu 2008 roku. Wybrali go Wolves, po czym wymienili na Kevina Love’a. Wtedy był to ruch dość kontrowersyjny a Minnesota była zań krytykowana. W O.J.’u widziano zawodnika formatu All-Star a w Kevinie najwyżej solidnego skrzydłowego. Dziś wiemy jak jest. Love to tytan pracy, któremu też nie brakuje talentów. Mayo to śmierdzący leń bez pasji do gry (jeśli ją ma to nieźle wychodzi mu maskowanie jej w meczach), niechętny do poświęceń w obronie. Ba, jakich poświęceń? On ma uczulenie na jakąkolwiek obronę. Ma talent ale przegrywa on z jego awersją do pracy nad sobą i dziwnym podejściem do meczów. Czasem ma się wrażenie, że gra w NBA za karę. Stracił miejsce w pierwszej piątce najgorszej drużyny ligi. Bucks podpisali z nim 3-letnią, gwarantowaną umowę minionego lata ($24mln). Mogą czuć się nieźle wydy..ani. 11.7 punktu na mecz (druga najniższa w karierze), 2.4 zbiórki (wyrównanie najniżej średniej), 2.2 asysty (druga najniższa) i tylko pół przechwytu na mecz (najniższa).
Mayo trafia tylko 40% swoich rzutów, co też jest jego najgorszym wskaźnikiem.

Deron Williams

Deron Williams – Jest dopiero w siódmej dziesiątce najlepszych strzelców (14.8), tylko w debiutanckim sezonie punktował i podawał mniej (6.3). Znów ma problem z wagą, znów ma problem ze stawami skokowymi. Kolejny rok i ta sama śpiewka. I wszystko to w drugim roku tłustego kontraktu z Nets. Oj, oj, oj. Strach, strach, strach. D-Will ma 29 lat i to właśnie teraz powinien grać najlepszy basket w swojej karierze. Bo niby kiedy, jak nie teraz. Stać go na przynajmniej 20 punktów i 10 asyst w meczu. Z jakiegoś powodu od dwóch lat nie może wrócić do bycia tym, kim był w Utah. Zdrowie? Też ale sądzę, że problem jest głębszy. Pamiętacie czasy, gdy zastanawialiśmy się kto jest najlepszą jedynką ligi – on czy CP3? Dziś to pytanie nie istnieje. Dziś D-Will jest skąpany po uszy w bagnie przeciętności, z której za rzadko udaje mu się wypłynąć. Jest na tyle duży by grać tyłem do kosza z większością, jeśli nie wszystkimi, rozgrywającymi ligi. Ma świetny cross i jest na tyle szybki by mijać tych, którzy podchodzą za blisko. Ma na tyle dobry rzut, by karcić tych, którzy dają mu za dużo przestrzeni. Czekam na odrodzenie i doczekać się nie mogę.

Derrick Favors

Derick Favors – 13 punktów, 8.7 zbiórki, 1.5 bloku, 1.2 asysty oraz 1 przechwyt. To niby nie są złe średnie. To nawet są życiowe średnie w czwartym sezonie w NBA tego 22-latka. Mimo wszystko, mam jednak pewien niedosyt co do jego gry. Po odejściu Ala Jeffersona i Paula Millsapa w Jazz zrobiła się ogromna dziura pod koszem. Dziurę tę miał zapełnić właśnie Favors. W drużynie, która tankuje podkoszowy z Georgii miał być jednym z kilku jasnych punktów z wolną ręką na grę. Wolną rękę dostał ale nie potrafił w pełni z tego skorzystać. W styczniu grał na poziomie 14/10 by miesiąc później osiągać już tylko 9/5.  Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby D.F. był w przyszłości świetnym skrzydłowym. Musi tylko ustabilizować formę. Potrafi zebrać grubo ponad 10 piłek z tablic i dorzucić do tego 20 punktów i kilka bloków ale za często zdarzają mu się mecze w okolicach 5 zbiórek i kilku punktów. Liczyłem z jego strony na 17-19 punktów, 10-12 zbiórek i 2 bloki. Czy oczekiwałem zbyt wiele?

Kenneth Faried

Kenneth Faried – "Manimal" nie był sobą praktycznie do końca lutego. Słabe mecze przeplatał przeciętnymi meczami. Nie dominował, latał nad obręczami dużo rzadziej niż rok temu. Ogólnie nie wyglądał tak, jak powinien wyglądać skrzydłowy na którego liczy kadra Stanów Zjednoczonych i drużyna z aspiacjami na play-offy. Dopiero w marcu pokazał potencjał, który w min drzemie, z którego powinien korzystać regularnie. 19/10 za marzec to jest coś, co jest w jego zasięgu za cały sezon. Póki co za rozgrywki 2013-14 będą to liczby w okolicach 12 punktów, 8 zbiórek, 1 asysty oraz niecałego bloku i niecałego przechwytu. Nie są to złe liczby ale w drużynie, gdzie nie ma dużej konkurencji na swojej pozycji, powinno to wyglądać lepiej. Ogólnie sezon ten w wykonaniu Farieda był bez charakterystycznego dla niego "błysku".

Larry Sanders

Larry Sanders – Po
trzech sezonach dorobił się opinii ciężko trenującego gracza o wysokiej
etyce pracy, któremu bardzo zależy na własnym rozwoju… by w czwartym wszystko to spie…olić. Po zaledwie trzech meczach sezonu trafił na listę kontuzjowanych graczy. Zerwał ścięgno w prawym kciuku, potrzebna była operacja. Do urazu doszło… w nocnym klubie. Wrócił prawie dwa miesiące później. W pierwszej połowie lutego zakończył swój sezon (uraz jednej z kości twarzy). Łącznie wystąpił w 23 meczach, w których nie zachwycał. Nie wyglądał jak center, którym może być zainteresowana kadra USA, jak gracz który przed rozgrywkami dostał
czteroletnią umowę o
wartości $44mln. 7.7 punktu, 7.2 zbiórki oraz 1.7 bloku. Tak, ale nie za takie pieniądze. Nowa umowa będzie obowiązywać od przyszłego sezonu. Bucks zastanawiali się czy go nie oddać do innego klubu. Ostatecznie uznali a raczej mają nadzieję, że była to jednorazowa obniżka formy i morale. Od nowego sezonu ma zacząć się granie przez duże G, za pieniądze przez duże P. Zobaczymy przez duże Z.

Anthony Bennett

Anthony Bennett – Jeśli o Twoim picku mówią jako najgorszym ever lub jednym z, to wiedz że nie wybrałeś dobrze. Być może skrzydłowy Cavs odrodzi się za rok, za dwa i wszystkim nam zaśmieje się w twarz. Być może Chrisa Granta byłego menadżera Cavs uznamy za geniusza? Na razie tak nie jest i niewiele wskazuje na to, żeby się coś zmieniło. Grant dorobił się opinii debila (podobno dzwonił po klubach i za LaMarcusa Aldridge’a i innych tej klasy graczy oferował "czapkę gruszek"). Jego w klubie z Ohio już nie ma a Bennetta jakby nie było. 4.1 punktu na mecz i niecałe 3 zbiórki. Draft 2013 był słaby ale, że aż tak?

Pominięci ale dostrzeżeni:
Andre Iguodala – Statystycznie najgorszy sezon w jego 10-letniej karierze. Jako usprawiedliwienie można podać dość poważną kontuzję mięśnia uda z listopada, która wybiła go z rytmu. Poza tym Warriors to drużyna, gdzie nie brakuje punktujących, zbierających i podających. Liczby Iggy’ego miały prawo spaść ale chyba nie aż tak. Latem podpisał czteroletni kontrakt za $48mln. Teraz wygląda to jak kupno samochodu prosto z salonu. Wartość drastycznie spadła. A przecież 30-latek przychodząc do Oakland miał już swój przebieg.

Tyreke Evens – Ostatnie tygodnie uchroniły go od wejścia na moją listę. Wygląda na to, że coach Williams odnalazł dla niego miejsce w drużynie i być może uratował mu dalszą część kariery. Evans zaczął przygodę z NBA od liczb 20/5/5 by potem z roku na rok grać coraz gorzej. Od ostatnich 15 meczów nie schodzi on jednak poniżej 10 punktów i coraz częściej pokazuje, że jeszcze może być kimś w tej lidze. Patrząc ogólnie z perspektywy całego sezonu, można było i trzeba było spodziewać się więcej po zawodniku, który zarabia prawie $12mln za sezon.
 
Michael Kidd-Gilchrist – Drugi numer draftu 2012 przychodził do ligi jako utalentowany atleta. Jordan widział w nim drugiego Pippena ale to akurat o niczym nie świadczy bo przecież lata temu w Kwame Brownie a potem w Adamie Morrisonie też musiał widzieć drugiego… kogoś niezłego.
MKG po pierwszym średnim sezonie, zalicza w drugim regres. Tłumaczy go trochę złamana ręka oraz fakt, że Bobcats po latach mają realne szanse na play-offy. Chłopak z Kentucky ma dopiero 20 lat więc wszystko przed nim. W tym jest za bardzo "nijaki".

Marshon Brooks – Liczyłem, że transfer do tankującego Bostonu pozwoli mu rozwinąć skrzydła. Długie minuty na parkiecie i dużo swobody w podejmowaniu decyzji. Błąd. Brooks był Celtem tylko w 10 meczach, grał średnio po 7 minut, zdobywał po 3 punkty. Jeszcze gorzej było po transferze do Warriors – 7 meczów, 2 minuty na parkiecie, niecałe dwa punkty średnia. Minimalnie lepiej było po transferze do Lakers. Cztery razy w pierwszych pięciu meczach zdobywał po 11 i więcej punków. Od paru tygodni jest jednak znów źle. Nie kupuję tezy wyświechtanej przez polskich piłkarzy wyjeżdżających do zachodnich lig, że "trener się na mnie uwziął". Tu problem musi być bardziej złożony.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.