5 na 5. O Bryancie, Amare, Hardenie i innych rzeczach

Raz na jakiś czas koledzy z Enbiej Akszyn zapraszają mnie do włączenia się do dyskusji na tematy z ligą związane. Pomyślałem, że może warto zamieszczać to też u siebie.

Zapraszam. 5 na 5:

1) Czy Kobe Bryant szkodzi ofensywie Lakers?

Oczywiście,
że nie ale rozumiem że takie opinie mogą się pojawiać skoro Kobe
zdobywa w przegranych meczach po 30+ punktów robiąc to często ze
skutecznością grubo poniżej 50%. Podstawowe pytanie brzmi jednak kto ma
rzucać dla Lakers? Howard, którego repertuar zagrań w ataku od lat stoi
na tym samym niskim jak na swój status najlepszego centra w NBA
poziomie? Gasol kiedy grał (w tym sezonie) robił to słabo ze względu na
zapalenie ścięgien w obu kalanach, Nash się leczy a były Ron Artest od
czasów Kings-Rockets regularnym dostarczycielem punktów nie jest. Pytam
więc jeszcze raz – jeśli winisz Kobego za samolubną grę i najchętniej
zabrałbyś kilka z jego rzutów, to komu byś je oddał? No właśnie. Z oceną
Bryanta i Lakers poczekajmy aż będą grać w pełnym składzie. Gdy drużyna
przegrywa, szczególnie tak medialna jak Lakers, słowa krytyki wobec jej
lidera muszą się pojawić. W tym przypadku są one moim zdaniem
nieuzasadnione.

2) Warriors czy Hawks, która drużyna szybciej wyhamuje po bardzo dobrym starcie?
Ciężko
powiedzieć. Może obie ekipy dalej będą grać niezły basket i tak aż do
play-offs? Nie widzę powodu, dlaczego tak miałoby nie być. W obu
drużynach aż po pięciu graczy zdobywa dwucyfrową ilość punktów. To duży
atut biorąc pod uwagę, że sezon jest długi i wahania formy dopadają
każdego. Zbilansowany skład nie jest gwarancją ale daje podstawy by
uważać, że jeśli jednemu z liderów nie idzie w danym meczu, to ktoś inny
może pociągnąć wynik. Póki co, sprawdza się to w obu przypadkach.
Trzeba pamiętać, że Warriors cały czas czekają na leczącego kostkę
Andrew Boguta. Z nim (zdrowym) w składzie mogą grać jeszcze lepiej –
przynajmniej w obronie. Hawks muszą uważać na kontuzje czołowych graczy i
liczyć na to, że Josh Smith nie zostanie wytransferowany w trakcie
rozgrywek (latem będzie wolnym agentem). Nawet jeśli Atlanta dostanie w
zamian kogoś równie dobrego (co nie jest takie pewne), może być za mało
czasu na zgranie się z zespołem.

3) Czy powrót Stoudemire pomoże czy zaszkodzi Knicks?
To zależy od trzech czynników:
1. Mike Woodson. Na
razie nie wiemy jak coach będzie chciał go wykorzystać.
Wszystko będzie zależało od tego w jakiej formie jest STAT. Operacja,
jaką przeszedł może nie była z rodzaju tych poważnych (torbiel w lewym
kolanie) ale operacja to operacja i nigdy nie ma gwarancji, że organizm
zareaguje dobrze na regularne obciążenie. Jeśli założymy, że Amare jest
gotowy do gry, to jestem spokojny o to, że trener dobrze wkomponuje go w
zespół. Knicks mają bilans 19:6, liderują na Wschodzie zatem poprzeczka
ustawiona jest wysoko. Jeśli powrót STAT’a zbiegnie się w czasie  z
lekką zadyszką Nowojorczyków, słowa krytyki pod jego adresem na pewno
się pojawią. Ale dlaczego? Skoro można było wygrać aż 19 z 25 meczów bez
niego, to jak źle musiałby grać żeby zachwiać formą całej drużyny?
Gdyby tak się stało to świadczyłoby źle o Knicks nie o Amare.   

2. Carmelo Anthony.
Melo
i Amare ewidentnie nie potrafią wykorzystać swoich potencjałów grając
razem (Knicks są 30:33 z nimi w składzie). Ale nie musi być tak źle w
tym sezonie (warto u przytoczyć inną statystykę – Knicks byli 8:2 z Melo
i Amare kiedy Woodson przejął drużynę). Obaj podobno byli tego lata u
samego Hakeema Olajuwona po nauki
. Ten podobno wytłumaczył im jak mają
grać, żeby się uzupełniać a nie przeszkadzać sobie kosztem drużyny.
Melo, na razie bez kontuzjowanego kolegi wygląda na mądrzejszego w grze,
dojrzalszego. Jest jednym z głównych kandydatów do MVP. Na ile to
zasługa wykładów "The Dreama" a na ile osobista przemiana Anthony’ego to
w tym momencie nieistotne. Dla Knicks ważne jest to, żeby Melo pozwolił
Amare "wejść" w ten sezon. Cały czas zakładam, że zdrowie nie będzie
czynnikiem spowalniającym STAT’a, a jeśli tak będzie to warto pamiętać,
że to w dalszym ciągu jeden z najlepszych skrzydłowych w lidze.

3.
Sam Stoudemire. Amare wrócił w tym tygodniu do treningów. Jeśli noga
będzie dobrze reagować na obciążenie, to możemy zobaczyć go w ligowym
meczu już niedługo. Jak sam podkreśla, nie chce psuć atmosfery w
drużynie i przyjmie każdą rolę, jaką coach mu powierzy – łącznie z rolą
rezerwowego. Jeśli faktycznie czuje tak, jak mówi i będzie w stanie swój
gwiazdorski status i duże ego zostawić w szatni i grać w 100% dla
drużyny to będzie niesamowite wzmocnienie Knicks. Amare potrafi
rozciągać obronę rzutem z dalekiego półdystansu, czasem nawet może
postraszyć "trójką", nie gorzej gra tyłem do kosza. Knicks nie mają
obecnie takiego gracza na ławce i kropka. I to jest odpowiedź na pytanie
czy jego powrót zaszkodzi Knicks. NIe, nie zaszkodzi.


4) Mayo? Lee? Walker? A może ktoś inny? Kto Cię najbardziej (pozytywnie) zaskoczył w dotychczasowym sezonie?
Spodziewałem
się, że Mayo jako starter w nowym klubie z większą swobodą w ataku a
przede wszystkim z większą ilością minut na parkiecie wyniesie swoją grę
na wyższy poziom. Spodziewałem się też, że Kemba Walker zrobi kolejny
krok w swoim rozwoju, po tym jak zaliczył swój debiutancki sezon i
zapoznał się z NBA. Przepracował lato pod kątem poprawiania swoich
słabości (z 36% z gry na 44%) i teraz zbiera żniwo ciężkiej pracy.
Graczem,
który zaskoczył mnie najbardziej jest James Harden. Można było
spodziewać, się w drużynie takiej jak Rockers nie mając u boku ani
Duranta ani Westbrooka ani presji gry o mistrzostwo NBA, talent Hardena w
pełni się ujawni ale to, co widzę to dla mnie jest to wręcz eksplozja.
25.4 punktu na mecz o (8.4 więcej niż w tamtym sezonie)  daje to
Jamesowi obecnie czwarte miejsce na liście strzelców. Do tego 4.5
zbiórki, 5.4 asysty oraz 1.8 przechwytu. Co ważne, Rockets z bilansem
13:12 są obecnie na ósmym miejscu na Zachodzie, więc tym bardziej trzeba
docenić, że liczby Hardena nie idą "w powietrze". Łatwo jest pompować
własne statystyki w drużynie, która przegrywa ale Houston to ekipa która
gra o play-offy i to trzeba podkreślić oceniając Hardena. Z ławki
jednej ekipy na pozycję lidera drugiej. Po wyróżnieniu dla najlepszego
rezerwowego, szykuje się nagroda dla gracza, który poczynił największe
postępy. Obok Andersona Varejao, "brodacz" jest moim liderem w walce o
tę nagrodę.

5) Varejao czy Gortat – którego z nich (nie musząc martwić się o kontrakty) poleciłbyś Celtics?
Zakładając, że bawimy się w wolne przymierzanie bez konieczności transferów to zdecydowanie Varejao.
Nie lubię go za bardzo, bo nie lubię flopowania ale nie można nie
docenić jego formy w tym sezonie i waleczności przez całą karierę. 14
punktów, 14.4 zbiórki, 3.4 asysty oraz 1.5 przechwytu na mecz. Mój
kandydat do nagrody dla gracza, który poczynił największe postępy (obok
Jamesa Hardena). Dla Brazylijczyka nie ma straconych piłek, łatwych
rzutów spod kosza dla rywali. To jest dokładnie takie nastawienie z
jakim na parkiet wychodzą K.G. Rondo, Pierce, Terry i jakie Doc Rivers
uwielbia u swoich graczy. Charakterem pasuje do Bostonu. Bardzo by się
przydał na desce jako, że Celtics to jedna z najgorzej zbierających ekip
w lidze.
Co
do Marcina, to bardzo go cenię za drogę jaką przeszedł by być tam gdzie
teraz jest. Miałem okazję poznać go osobiście i zrobił na mnie ogromnie
wrażenie
ale prawda jest taka, że ostatnio Marcin nie gra dobrze. Można mówić,
że Dragic go nie widzi w ataku, że Scola zabiera mu trochę gry, że dużo
zmieniło się w porównaniu z tamtym sezonem, gdzie Polak był liderem
zespołu. Prawda jest jednak tam, gdzie jej nie widzimy czyli na
treningach Suns. Gdyby Gortat nie pozostawiał Gentry’emu cienia
wątpliwości, że to do niego trzeba posyłać piłki pod kosz, to Dragic tak
właśnie by robił. M.G. potrafi zdobywać punkty ale wybitnym talentem
strzeleckim nie był, nie jest i raczej nie będzie. Oglądając go w grze,
czasem można odnieść wrażenie że brakuje mu świeżości, energii – czegoś
co ma dziś Varejao. Zatem jako kibic Bostonu wolałbym zobaczyć w
zielonych barwach Brazylijczyka. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.