Bohaterowie drugiego planu – Juwan Howard

40-letni Juwan Howard podpisał wczoraj z Miami Heat kontrakt do końca bieżących rozgrywek. Wcześniej dostał od klubu z Florydy dwie 10-dniowe umowy.
W związku z tym zapraszam do zapoznania się z moim tekstem o Howardzie, który ukazał się w
grudniowym wydaniu Magazynu MVP (strona 37). Był to zarazem pierwszy tekst cyklu "Bohaterowie Drugie Planu", gdzie przybliżam sylwetki zawodników z mistrzowskich składów. Zawodników będących ostatnimi na ławce ale jednocześnie, zawodników z historią do opowiedzenia. W styczniowym pisałem o Brianie Cardinalu, w lutowym o Didierze Ilundze-Mbendze a w marcowym o parze P.J. Brown i Scot Pollard.

„Bohaterowie drugiego
planu – Juwan Howard”




Kiedy Heat sięgnęli po mistrzostwo
NBA tego lata, historia w pewnym sensie zatoczyła koło dla
39-letniego Juwana Howarda. Po osiemnastu sezonach w NBA w końcu
doczekał się swojego pierwszego tytułu. To, że dokonało się to
w Miami miało znaczenie symboliczne.


Latem 1996 roku, 23-letni wówczas
Howard, gracz Washington Bullets zakończył swój drugi sezon w
lidze, jak się okazało po latach najlepszy w karierze (22.1 punktu,
8.1 zbiórki, 4.4 asysty). W miejsce kontuzjowanego kolegi z drużyny
(Chrisa Webbera) został wybrany do składu All-Star – jak się
później okazało po raz pierwszy i ostatni. Na fali wznoszącej,
jako wolny agent znalazł się na radarze Pata Riley’a który
desperacko starał się zbudować w Miami skład mogący realnie
zagrozić Michaelowi Jordanowi i jego Chicago Bulls.


No i stało się…


Dzięki Riley’owi Howard nieoczekiwanie
został pierwszym w historii NBA graczem, którego kontrakt wyrażony
był dziewięcioma cyframi. Dokładnie $101 milionów, płatne w 7
lat! Dużo więcej niż zarabiali wtedy choćby Hakeem Olajuwon czy
David Robinson.


Fani Bullets byli zdruzgotani. Jeszcze
dobrze nie zdążyli nacieszyć się swoją młodą gwiazdą a już
upolował go inny klub. Howard i jego agent David Falk z kolei czuli
się urażeni faktem, że klub z Waszyngotnu wycenił wartość
młodego skrzydłowego na „ledwie” $11 mln za sezon.


Howard pewny, że jest nowym
skrzydłowym Heat pojawił się Miami zapoznać się z miastem i
klubem. Jak się później okazało, ta wiedza przyda mu się…
dopiero za 14 lat.


David Stern doszukał się
nieprawidłowości w kontrakcie Howarda, pogwałcające zasady salary
cap. Zdaniem ligi, Riley źle policzył umowy Alonzo Mourninga, Tima
Hardaway’a i P.J. Browna choć podkreślić trzeba, że cała trójka
podpisała swoje kontrakty dopiero po tym jak zrobił to Howard.


Riley się wściekł, złożył nawet wniosek do sądu ale groźba
rocznego zawieszenia w prawach wykonywania zawodu i $5 mln kary w
przypadku przegrania sprawy skutecznie odstraszyły go od spotkania
się ze Sternem na sali rozpraw.


Ostatecznie Juwan wrócił na moment na rynek wolnych agentów,
tylko po to by związać się 7-letnią umową ze swoimi starymi
Bullets. Na otarcie łez dostał o $4 mln więcej niż obiecywano mu
na Florydzie.

Riley powiedział wtedy w jednym z wywiadów, że spędził
weekend u proktologa starając się usunąć z tyłka kij z napisem
„NBA”.


Plotka głosi, że Howard w zasadzie przez cały ten czas aż tak
bardzo nie palił się do gry w Miami, gdzie oczekiwano by od niego
gry o tytuł. Wolał swoich przeciętnych Bullets i grę o miejsca w
środku tabeli Wschodu u boku swojego kumpla Chrisa Webbera. Podobno
wiele, jeśli nie wszystko rozegrało się według mistrzowskiego
scenariusza Davida Falka, który oprócz reprezentowania interesów
Juwana, zajmował się także m.in. Alonzo Mourningiem (który w
końcu podpisał z Miami 7-letni kontrakt o wartości $112 mln tego
samego lata).


Inna plotka z kolei głosi, że Abe Pollin ówczesny właściciel
Bullets poprosił o wstawiennictwo w sprawie Howarda. Tak się akurat
składało, że David Stern był prywatnie jego dobrym przyjacielem.
Jeśli komisarz NBA wyświadczył wtedy przysługę Pollinowi, to
wyświadczył ją także i Riley’owi ale to okazał się dopiero po
latach.


Koszykarski świat szybko przekonał się, że Howard mimo że
koszykarz całkiem niezły to ani nie jest wart tak ogromnych
pieniędzy ani nie jest materiałem na lidera drużyny walczącej o
najwyższe cele.


W stolicy USA zagrał jeszcze przez 4 i pół sezonu, prowadząc
Wizards do play-offs tylko raz. W zasadzie od momentu podpisania
swojego „tłustego” kontraktu, Howard znalazł się na pierwszym
miejscu listy transferowej klubu. Co zrozumiałe chętnych nie było.


Potrzeba było samego Michaela Jordana, jako menadżera Wizards i
szastającego w tamtych czasach pieniędzmi Marka Cubana, właściciela
Mavericks żeby uwolnić klub z kontraktu Howarda. Złośliwi
wytykają M.J.’owi, że była to jego najlepsza i jak dotąd jedyna
dobra menadżerska decyzja (kilka miesięcy później wybrał w
drafcie z nr 1 Kwame Browna a kilka tygodni później ogłosił, że
wraca do gry).


Howard spędził w Dallas pół sezonu 2000-2001 i pół
kolejnego. Potem znacznie obniżył poziom i zaczęła się jego
tułaczka po klubach NBA. Jego wielki kontrakt był historią więc
nikt już nie patrzył na niego przez pryzmat pieniędzy. W końcu
zaczęto widzieć w nim zawodnika, którym tak na dobrą sprawę był
całą swoją karierę – solidnym, inteligentnym, dobrze biegającym
skrzydłowym z całkiem niezłym rzutem. Po Dallas „pociąg”
Howarda zatrzymał się na półtora sezonu w Denver, na rok w
Orlando. Później była mała, trzyletnia stabilizacja w Houston,
następnie wejście do tej samej rzeki – rok w Dallas i epizod w
Denver. Stamtąd Howard przeprowadził się do Charlotte a kolejny
sezon rozegrał z koszulką „Blazers” na piersi. Latem 2010 roku
historia zatoczyła pełne koło. 14 lat po tym, jak ligowe regulacje
stanęły na drodze podpisania historycznego kontraktu, Juwan
przeniósł swoje talenty do South Beach. Tym razem bez sprzeciwu
Davida Sterna, za ligową minimalną gażę w głębokim cieniu
pozyskanych kilka tygodni wcześniej LeBrona Jamesa i Chrisa Bosha.


Heat i Howard przegrali Finał 2011 z jego byłym klubem Mavs i
byłymi kolegami Nowitzkim, Terrym i Kiddem ale w czerwcu 2012 roku
to oni podnosili w górę puchar Larry O’Briena. Juwan w ostatnim
roku w Miami grał śladowo a jego udział w mistrzostwie był
praktycznie żaden ale lepszego spięcia klamrą 18-letniej kariery
chyba nie mógł sobie wymarzyć.

http://sportsradiointerviews.com/wp-content/uploads/2012/06/howard-3.jpg

W ciągu osiemnastu lat w lidze zagrał dla ośmiu klubów. Kiedy
siądzie kiedyś przy kominku z wnukami by opowiedzieć im o swojej
karierze w NBA, będzie mógł pochwalić się zdjęciami z wieloma
gwiazdami ligi, z jakimi przyszło mu grać na przestrzeni tych lat.
A grał u boku takich zawodników jak: Chris Webber, Dirk Nowitzki,
Steve Nash, Tim Hardaway, Nick Van Exel, Michael Finley, Marcus
Camby, Tracy McGrady, Yao Ming, Dikembe Mutombo, Jason Kidd, Allen Iverson, Chanucey Billups, Carmelo Anthony, LaMarcus
Aldridge, LeBron James, Chris Bosh i Dwyane Wade.
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.