Ben Simmons ma nowy kontrakt

Filadelfia 76ers i Ben Simmons porozumieli się w sprawie pięcioletniego kontraktu o wartości $170 mln. Jest to maksymalna suma, jaką mógł dostać gracz, który trafił do ligi podczas draftu 2016 roku. Na identyczną umowę zgodził się na początku wolnej agentury Jamal Murray z Denver Nuggets.

Strony miały czas do października, żeby dogadać się w sprawie przedłużenia debiutanckiego kontraktu, ale Elton Brand, menadżer 76ers, chciał dojść do porozumienia z Simmonsem i jego agentem jak najszybciej. Oferta leżała na stole od samego początku wolnej agentury. Gdyby nie udało się uzgodnić warunków przedłużenia kontraktu, Simmons stałby się zastrzeżonym wolnym agentem latem 2020 roku.
Simmons, który  w najbliższą niedzielę zdmuchnie z urodzinowego tortu 23 świeczki, grał w minionym sezonie na poziomie 16.9 punktu, 8.8. zbiórki, 7.7 asysty oraz 1.4 przechwytu. Był  Debiutantem Roku za rozgrywki 2017-18. Kampanię 2016-17 stracił w całości ze względu na złamaną kość w prawej stopie.

Komentarz: Bardzo dobry ruch Sixers. Wiem, że młody Australijczyk ma w swojej grze trochę znaków zapytania. Zeszłoroczne i tegoroczne play-offy obnażyły kilka jego mankamentów na czele z praktycznie nieistniejącym rzutem, oraz tendencją do pasywnego przechodzenia obok ważnych momentów w meczach. Ale…
Nie dajmy minusom przesłonić plusów. Simmons jest rozgrywającym w ciele skrzydłowego, lub nawet centra. Jego czytanie gry, przegląd boiska są na elitarnym poziomie. Wraz ze zdobywanym doświadczeniem, będą tylko lepsze. Owszem, nie umie rzucać. Zupełnie tak samo, jak do niedawna Giannis Antetokounmpo który po sześciu latach w NBA dopiero w ostatnim sezonie rozwinął rzut, który i tak nazwać można nadal co najwyżej przyzwoitym. Nie przeszkodziło mu to zdominować rozgrywek i zgarnąć nagrody MVP sezonu. Problemem może być to, że Simmons gra obok Joela Embiida, który też strzelcem nie jest i być może ta dwójka nigdy nie będzie w stanie zmaksymalizować swoich talentów grając w jednej drużynie. Ale to jest ból głowy na przyszłość. Najpierw wiążesz młodą, utalentowaną gwiazdę wieloletnim kontraktem, a potem zastanawiasz się dokąd Cię to zabierze. Być może to Embiid będzie ostatecznie tym, którego warto będzie, lub trzeba będzie wymienić. Simmons wcale nie musi ulegać obecnej modzie na rzucanie. Giannis i Bucks pokazali model, jak może to wyglądać. Simmons, ze swoim unikatowym stylem gry, może być wykorzystywany w podobny sposób. On i grupa strzelców. On operujący piłką kreator gry, atakujący obrońców, atakujący obręcz, szukający przewag i odegrań do strzelców. To jest jego gra i ta gra jest bliżej, niż może się wydawać. Oczywiście, cały czas “na boku” musi pracować nad swoim rzutem, by doprowadzić go do poziomu choćby takiego, żeby obrońcy nie dawali mu kilometra wolnej przestrzeni. Gdy to się stanie, jeśli to się stanie, jego gra wejdzie w nowy wymiar. Nie zapominajmy też, że jego defensywa już teraz jest przynajmniej solidna. Ten element jego koszykarskiego rzemiosła też będzie szedł w górę wraz ze zdobywanym doświadczeniem.
Nowy kontrakt wejdzie w życie z początkiem przyszłych rozgrywek, zatem Ben Simmons jest pod kontraktem przez sześć najbliższych lat. Gdyby coś, gdzieś miało nie wyjść, to gracz formatu All-Star będzie jak najbardziej nadawał się do wymiany. Chętni się znajdą. Bo o ile nie mamy jeszcze gwarancji na to, że z Australijczykiem jako pierwszą opcją można zdobyć tytuł, o tyle jego poziom All-Star chyba nie podlega już dyskusji.
Jeszcze raz – to bardzo dobry ruch Szóstek. Trzon Embiid, Harris, Horford i Simmons mają zabezpieczoną przyszłość na najbliższe lata. Teraz ich skupienie powinno przenieść się już tylko na wygrywanie. Gdyby jednak ta maszyna miała nie działać tak, jak marzą w Filadelfii, każdy z tych graczy ma rynkową wartość. W NBA nie ma kontraktów nie do ruszenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.