Dlaczego Greg Oden nie przejdzie do Miami ani nigdzie indziej?

Dwight Howard, Andrew Bynum, Andrew Bogut, Tyson Chandler, Nene, Joakim Noah, Marcin Gortat (niech będzie) i ….i tyle w zasadzie. Klasowy center to to od lat produkt deficytowy w NBA. Nawet z tej wymienionej wąskiej grupy graczami formatu All-Star można określić najwyżej 3-4 reszta to szeroko rozumiana klasa średnia.
Nie dziwcie się więc, że ktoś chce mieć u siebie w składzie Grega Odena, zawodnika którego kariera póki co stoi pod znakiem poważnych kontuzji.
Pierwszy numer Draftu 2007 rozsypał się już na dzień dobry.
Poważna operacja prawego kolana zabrała mu debiutancki sezon.
Latem 2008 zaczął wyglądać tak, jak miał wyglądać czyli
dominująco. Mocny pre-season.  To miało być TO. Zaczęło się jednak od skręconej kostki w debiucie i 2 tygodniach przerwy w dopiero co rozpoczętym sezonie. Wrócił i miał przebłyski tego, kim mógłby być gdyby nie słabe kolana. W styczniu 2009 rzucił 24 punkty i zebrał 15 piłek w meczu z Bucks. Kilka tygodni później znów doznał kontuzji. Tym razem niegroźnej (stłuczone lewe kolano) ale stracił przez nią prawie miesiąc rozgrywek. Zakończył swój pierwszy sezon w NBA z następującymi liczbami 8.9 punktu, 7 zbiórek, 1.1 bloku. Zagrał w 61 meczach i wyglądało na to, że powoli wdraża swoje ciało w ligowy reżim. Niestety tylko tak to wyglądało.
Greg nieźle zaczął sezon 2009/2010. 23 listopada wyrównał swój rekord punktowy (24), 1 grudnia zebrał z tablic 20 piłek a 5 grudnia…
znów się rozsypał.
W meczu z Houston Rockets doznał poważnej kontuzji złamania lewej rzepki. Wiadomo było, że po ledwie 21 meczach dla niego sezon już się skończył. Znowu przedwcześnie. W Rose Garden zrobiło się cicho, jak w bibliotece. Tym razem żal był wielki jak jego umięśnione ramiona bo Greg zaczął wyglądać jak ktoś, do kogo Dwight Howard będzie w niedalekiej przyszłości mówił "proszę pana". 11.1 punktu na mecz, do tego 8.5 zbiórki oraz 2.3 bloku. To tylko liczby bo wizualnie Greg prezentował się niesamowicie. Prawa, lewa ręka, hak, pół-hak (robił w ataku rzeczy, których Howard uczy się do dziś a wygrywa tylko dzięki nieziemskiemu atletyzmowi) świetna praca nóg, niesamowity timing do zbiórek i bloków , siła, dominacja. Niestety – kolos na glinianych nogach znów leżał na deskach.

Rok temu, dokładnie 17 listopada Oden przeszedł kolejną operację. Microfracture surgery (czyli procedura, po której wielu graczom nigdy nie udaje się wrócić do pełni formy) lewego kolana – trzecia operacja w ciągu trzech lat – druga na lewe kolano.
Każdy kto przeszedł poważną operację kolana, ten wie że rok, najmniej rok to fizyczno-psychologiczny okres po którym dopiero wraca się do pełnego zdrowia (o ile się wraca). Przeszedł to Kevin Garnett, przeszedł to Kendrick Perkins – rok by mówić o pełnym wyleczeniu.
Ten rok już minął a Oden z niecierpliwością czeka na zielone światło od lekarzy Blazers by wrócić do treningów. Podobno ma je dostać do końca tego tygodnia a za datę powrotu na parkiety NBA wyznacza sobie wstępnie styczeń 2012 roku.
Zainteresowanie nim wyrazili m.in. Miami Heat, którzy szukają centra. Mogą mu dać jednak tylko (a może aż patrząc na jego kartę pacjenta) MLE na 3-4 sezony.

Pan Oden może i ma słabe kolana ale na pewno nie głowę. A już na pewno liczyć potrafi jego agent Bill Duffy. Greg ma na stole kwalifikowaną ofertę od Blazers na ten sezon w kwocie $8.8mln, która uczyni z niego niezastrzeżonego wolnego agenta już za trochę ponad pół roku. Jeśli zagra na poziomie 12-15 punktów, 7-10 zbiórek i 1.5-2 bloków a przy tym przejdzie przez sezon w jako takim zdrowiu, to oferty "tłustych" kontraktów przedstawi mu cała grupa drużyn potrzebujących centra.
22 stycznia Greg będzie obchodzić dopiero 24 urodziny i niczym nie ryzykuje. Wprawdzie przeszedł już 3 poważne operacje ale każda z nich dotyczyła innej rzeczy – jeśli szukać pozytywów w tej mało pozytywnej sytuacji.

Trzy lata temu miałem okazję poznać Mike’a Redda – jednego z grona najlepszych fachowców od profesjonalnego przygotowania fizycznego (pracował z drużynami NBA oraz piłkarzami najlepszych lig). Mike zdradził mi, że przez lata swojej współpracy z zawodowcami zdumiony był faktem jak stosunkowo niewielu potrafi kompleksowo zadbać o swoje kolana, przygotować je do sezonu a co za tym idzie zminimalizować ryzyko odniesienie kontuzji.
Zawodnicy z lig uczelnianych, nawet ci uznawani za atletów,  w wielu przypadkach nie są przygotowani na trudy NBA. Później w wyniku zmęczenia materiału,nagromadzenia się z początku lekkich urazów lub grania z niedoleczoną kontuzją skutki to przewlekłe, chroniczne  dolegliwości towarzyszące graczowi do końca jego kariery.
Greg miał ponad 3 lata, żeby nie tylko leczyć ale także wzmacniać swoje kolana. Wie, że najbliższe pół roku może być okresem przełomowym w jego karierze, która w zasadzie jeszcze na dobre się nie zaczęła. Przechodził to Hakeem Olajuwon, przechodził to Patrick Ewing, przechodził to Dikembe Mutombo. Wszyscy oni w początkach swoich karier leczyli kolana i wyleczyli je na tyle dobrze by być gwiazdami tej ligi przez wiele lat. By nie grzebać zbytnio w historii wystarczy sięgnąć pamięcią 2 lata wstecz i prześledzić falstart związany z kontuzją kolana Blake’a Griffina a potem jego monstrualny sezon debiutancki.
 
Oden zostanie w Portland bo po pierwsze ma coś do udowodnienia w tym mieście, tym kibicom, temu klubowi który kosztem np. Kevina Duranta poświęcił na niego ‘jedynkę’ w 2007 roku. Po drugie wierzy, że wszystko co złe jest już za nim, wierzy że tym razem zdrowie pozwoli mu zagrać tak jak potrafi. A jeśli tak zagra to latem 2012 roku do CP3, D-Willa, Dwighta Howarda dołączy nowy, wielki wolny agent.

1but.pl -> Aż 270 modeli butów do kosza -> Zobacz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.