Historia jak wiele innych

Wczoraj Clippers gościli u siebie Rockets o bardzo atrakcyjnej porze. Przygotowałem sobie duży talerz pomidorówki, rozsiadłem się tak wygodnie jak tylko się da z obitą od paru dni kością ogonową.
Wpadłem na pomysł, żeby postawić parę groszy na ten mecz. Tak, żeby emocje były trochę większe. Punkty w kwarcie, punkty zawodników, punkty do przerwy, przewagi i inne. Mój wybór padł na ilość punktów do przerwy. Bukmacherzy ustalili próg w tym meczu na 107 punktów. Szybka analiza – Griffin wraca po kontuzji więc będzie "zardzewiały", Harden od kiedy gra dla Houston zazwyczaj miewa średnie mecze z Clipps, w II kwarcie trenerzy dadzą pograć rezerwom a przecież gospodarze ich nie mają. Stawiam poniżej.
Pierwsza kwarta w porządku. 52 punkty w sumie. Rockets pudłowali, Clippers dobrze ale bez rewelacji. Tylko ten pieprzony Barnes trafiał jak głupi. Ale 52 punkty to niezła pozycja wyjściowa przed drugą ćwiartką. 54 punkty mogą jeszcze spokojnie paść.
Dolewam sobie zupy, przegryzam kanapką. Jedziemy.
 
Ledwie 6 punktów po ponad dwóch minutach gry, 8 po ponad trzech. Dokładnie w połowie II kwarty wynik brzmiał 38:32 dla Clippers. Czyli 36 punktów w 6 minut. Idzie dobrze. Miałem tak zwanego nosa.
Minutę później było już jednak 41:40 dla Rakiet. 11 punktów w minutę. Nie jest jeszcze źle bo był spory zapas ale zwolnijcie trochę panowie. Zostawcie siły na drugą połowę.

Posłuchali. Przez kolejną minutę z groszem padły tylko 4 punkty.
Na dwie i pół minuty przed końcem wynik brzmiał 45:45. W sumie dziewięć dych czyli jeszcze 16 do granicy progu. Jest szansa i jest ona spora.

Potem: Trójka Arizy, trójka Hamiltona, layup Hardena, trzy osobiste Hardena po faulu Barnesa, dwa osobiste CP3.
38 sekund do końca. Ariza pudłuje spod kosza, zbiera Jordan. 53:50 dla Teksańczyków. Teoretycznie dwa posiadania, mogą rzucić jeszcze 3 punkty. Paul źle podaje. 31 sekund. Rockets konstruują akcję. Harden tańczy z piłką w charakterystyczny dla siebie sposób. Bang. Trzy punkty zza łuku. 9 sekund do końca. Nie mam już zapasu. Turku kończ ten mecz!
 
Paul znów traci piłkę. 2 sekundy do końca. Długie podanie do Patricka Beverley’a. Sekunda. 0.9, 0.8, 0.7… faul! Chris Paul fauluje P.B. przy rzucie. Sędziowie idą obejrzeć zagranie na video. Piłka jest w dłoniach zawodnika Rockets, gdy na zegarach widnieje 0.0 ale orzekają, że faul miał miejsce na 0.1 sekundy przed końcem.
Przypominam, że trójka Hardena pozbawiła mnie marginesu błędu.
Beverley staje na linii. Rzut – punkt. Drugi rzut – punkt. Koniec kwarty, koniec połowy, koniec mojego zakładu. K… ja pi… czary! Jeden punkt. W takich okolicznościach. A idź pan w…


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.