Historyczny Rondo

 Rajon Rondo #9 Of The Boston Celtics Goes

"Przestałem patrzeć na nich jako na Wielką Trójkę. Dla mnie to jest Mistrzowska Czwórka. Popełnisz wielki błąd, jeśli zlekceważysz Rondo." – Doug Collins.

Wróciłem z własnych urodzin, odpaliłem sobie TV akurat zaczynała się III kwarta. Celtics wyglądali na zmęczonych, byli zmęczeni, na ostatnich nogach. Rozgrywali swoje akcje "pięć zero" mało agresywnie, bardzo powoli. Powiedzieć, że robili to z poszanowaniem piłki byłoby tylko częścią prawdy bo de facto robili to z poszanowaniem dla własnego zdrowia.
Byłem dziwnie spokojny, że to wygrają bo przecież grali u siebie. Jestem jednak pewny, że gdyby ten sam mecz grano w Filadelfii to presja kibiców, większa intensywność gry młodych 76ers zmiotłyby weteranów z Bostonu. Ale to nieważne.
To nie był ciekawy dla oka mecz, to było jak jedna z ostatnich rund bokserskiego pojedynku wagi ciężkiej – cios i klincz, cios i klincz i tak do końca.
Na 4:16 min. przed końcem meczu przy wyniku 71:68 dla Celtów, 6 faul złapał Paul Pierce (zaledwie czwarty raz w karierze w play-offs spadł za faule – C’s są 2:2 w tych meczach).
I wtedy pojawił się On. To już nie jest ani tajemnicą ani żadną błyskotliwą analizą – Celtowie znaczą tyle i zajdą tak daleko, jak będzie w stanie zanieść ich Rajon Rondo. To nie teoria, to nie teza. Tak po prostu jest.
 
11 punktów w 4 minuty, ostateczny cios, na który Sixers nie mieli odpowiedzi.
W sumie 18 punków, 10 zbiórek i 10 asyst. Rondo powoli staje się prawdziwą maszynką do triple-doubles.
Był to już jego dziewiąty w karierze tego typu mecz w play-offs. Wilt Chamberlain miał ich tyle samo. Więcej tylko Magic Johnson 30, Jason Kidd 11 i Larry Bird. Za nimi Oscar Robertson 8, LeBron James 7.
Rondo poza tym dołączył do Larry’ego Birda – jedynego do wczoraj gracza Celtics, który zaliczył triple-double w 7 meczu serii.
Bird zrobił to w 1984 roku w II rudzie przeciwko Knicks (39 punktów, 12 zbiórek, 10 asyst).
Fani Szóstek nie powinni zbytnio rozpaczać. Przyszłość wygląda ciekawie dla tego klubu. Doświadczenie, jakie zdobyli w tym roku na pewno zaprocentuje w przyszłości.

Paul Pierce przyznał, że 76ers byli dla nich bardzo trudnym rywalem, że położyli na szalę wszystko co mieli. Podkreślił rolę Andre Iguodali jako prawdziwego lidera i mimo wszystko niedocenianego obrońcy – nie docenianego tak jak powinien być doceniany bo zdaniem Pierce’a Dre’ powinien był być wybrany do pierwszej piątki obrońców.
Już jutro początek Finału Wschodu. Heat-Celtics. To będzie seria!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.