MVP FAQ: Dinozaurom grozi wyginięcie?

Pogadaliśmy

Losy Toronto Raptors bez DeMara DeRozana to jeden z trzech tematów poruszonych w dzisiejszym MVP FAQ.

 

1. Czy pozbawieni na czas nieokreślony DeMara DeRozana,
Toronto Raptors są skazani na oddanie pierwszego miejsca w Konferencji
Wschodniej?

Bartłomiej Berbeć: Teoretycznie tak. DeMar DeRozan
wrócił po mistrzostwach świata FIBA jako oficjalna gwiazda NBA i lider
pełną gębą. Myślę, że powoli można mówić o nim, jak o franchise
playerze. Jego strata to jak Indy Pacers bez Paula George’a, ale Toronto
ma szeroką rotację i Wschód nie jest jakiś diabelnie silny. Washington
Wizards będą deptać im po piętach. Początkowo Raptors powinni się
wybronić, ale w długim okresie mimo wszystko (moim zdaniem) oddadzą
pierwsze miejsce na Wschodzie.

Michał Górny: Nie. Terminarz napawa optymizmem,
kolejne spotkania Raptors do 22 grudnia nie powinny być jakimś
specjalnym wyzwaniem nawet bez DeRozana. System trenera Casey’a działa w
tym sezonie bardzo dobrze i przez kolejne 10-12 spotkań powinniśmy
obserwować większą produkcję ze strony Lowry’ego, Williamsa, Big V,
Terrence’a Rossa, Amira Johnsona czy nawet kogoś z ławki. Problem może
się pojawić dopiero po 22 grudnia, kiedy przyjdzie grać np. z Bulls,
Clippers, Blazers czy Warriors (już w 2015 roku). Trzeba również
pamiętać, że kontuzja pachwiny w przypadku takich graczy jak DeRozan,
których gra bazuje na atletyzmie i skoczności jest wyjątkowo nieznośna i
jeśli nie zostanie dobrze wyleczona będzie się odnawiać.

Karol Śliwa: Tak. Spodziewałem się wyhamowania formy
Raptors nawet gdy byli w pełnym składzie. Teraz nastąpi to dość
naturalnie jako pokłosie kontuzji DeRozana. Mówi się, że jego uraz może
kosztować go (przynajmniej) miesiąc rozgrywek czyli jakieś 17-20 meczów.
Uważam, że ich obecny bilans (13:4) nieco zamazuje ich prawdziwą
wartość i siłę. Mówiąc wprost – Raptors nie są aż tak dobrzy. Wizards,
Bulls, Cavs już ostrzą sobie zęby patrząc na fotel lidera Wschodu. Ale
ekipa z Kanady tanio skóry nie sprzeda. Raptors mają w składzie
zawodników, którzy chętnie przejmą rzuty zarezerwowane dla DeRozana.
Może pozwoli im to dryfować w okolicach „kreski” ale na pewno nie będą
wygrywać tyle, co w pierwszym miesiącu sezonu.

 

2. Czy Golden State Warriors wreszcie przepoczwarzają się
w pełnoprawnego contendera? Co jest głównym powodem tak świetnego
początku i zakończenia listopada dziewiątym kolejnym zwycięstwem?

Bartłomiej Berbeć: Bez dwóch zdań. Już w zeszłym
sezonie znacznie poprawili się w defensywie, ale zaliczyli „collapse” w
fazie play-off. Jak wiadomo, grali bez Andrew Boguta. Teraz, kiedy
Australijczyk jest już na środku, ich obrona jest scementowana. Co
więcej, Curry to już jedna z największych gwiazd NBA, a nie „młody
gracz, który może eksplodować”. To zawodnik z okładek gier
komputerowych, nie ma przypadku. Wreszcie Klay Thompson – podobnie jak
wspomniany wcześniej DeRozan, wrócił z MŚ jako czołowy SG ligi. Te 3
czynniki złożyły się na postęp Warriors – pełnoprawnego contendera.

Michał Górny: Tak. Każdy kto sięgnął po tytuł
mistrzowski pytany dlaczego się udało, odpowiada, że to przez obronę.
Tak samo jest w przypadku Warriors. O ile ofensywa Wojowników była
zawsze znana za sprawą Splash Brothers to już nie było tego samego
błysku w defensywie. Teraz jest zupełnie inaczej i wszystko wskazuje na
to, że Steve Kerr wreszcie zrobił to, co obiecywał w momencie zajęcia
stanowiska głównego szkoleniowca GSW. O ile Bogut czy Iguodala są znani
ze swojej obrony, to już Curry i Thompson dobrze radzący sobie w
powstrzymywaniu przeciwnika są pewnym zaskoczeniem.

Karol Śliwa: Myślę, że tak właśnie trzeba patrzeć na
Warriors w tym sezonie – jako drużynę ze ścisłego grona kandydatów do
tytułu. Przyczyn ich dobrej gry jest kilka i chyba trzeba by było
pokusić się o dłuższy, osobny tekst na ten temat. Świetna, być może
najlepsza w lidze, para obrońców. Curry gra jak najlepszy rozgrywający
NBA (może już nim jest?), Thompson nabrał dużo pewności siebie po
mistrzostwach w Hiszpanii. Draymond Green jest w kontraktowym roku i
całkiem nieźle zastępuje Davida Lee. Dla mnie kluczowe są trzy rzeczy, z
których o dwóch mało się mówi. Pierwsza to zdrowy Andrew Bogut.
Australijczyk robi (od lat) wszystkie te małe rzeczy, których statystyki
nie są w stanie docenić. Jest jednym z najlepiej broniących
podkoszowych ligi. Warriors mają trzeci atak w lidze co jest dość proste
do wyjaśnienia. Za ich ósmą obronę w dużej mierze odpowiedzialny jest
właśnie Bogut. Druga to przesunięcie Andre Iguodali z pierwszej piątki
do roli rezerwowego. Zawsze uważałem, że Dre to koszykarz średniej
klasy+ i sztuczne kreowanie dla niego rzutów i pozycji lidera
niekoniecznie miało pozytywny wpływ na drużyny, w których występował.
Rola weterana z ławki na tym etapie jego kariery wydaje się być strzałem
w dziesiątkę. Trzecia to obecność Steve’a Kerra. Mark Jackson wykonał
świetną pracę w Oakland ale wygląda na to, że przyjście Kerra tchnęło w
drużynę nową energię. Detale decydują o tym, że dobra drużyna staje się
drużyną formatu mistrzowskiego. Być może Kerr jest właśnie jednym z tych
detali.

 

3. Większe zaskoczenie: kontuzjowana Indiana trzymająca
się w ósemce Wschodu, czy wzmocnione Charlotte Hornets z trzecim
najgorszym bilansem w NBA?

Bartłomiej Berbeć: Hornets bardzo mnie rozczarowują.
Rebranding, wzmocnienia, nowa energia – wszystko na nic. Wschód nie
jest tak silny, żeby 8 miejsce jakiejkolwiek drużyny kogokolwiek mogło
zaskakiwać, ale tak niska lokata Charlotte to jednak rozczarowanie.
Wierzę, że mimo wszystko w dalszej części sezonu się „odkują”.

Michał Górny: Remis. Ciężko powiedzieć, bowiem
Indiana i Charlotte to dwa różne bieguny. Pacers nie mają za specjalnie
nic do stracenia w tym sezonie i wszystkie pozytywne rzeczy są
traktowane podwójnie dobrze.  Dodatkowo do gry wchodzi kwestia pokazania
się graczy dotychczas grających marginalne minuty (Hill,Sloan). W
takich warunkach łatwiej wznieść się na wyższy poziom pod wpływem
większej ilości minut. Hornets to typowy przykład zawiedzionych nadziei,
karmionych złudzeniami, że Lance Stephenson będzie kimś więcej niż był
dla Pacers. Oczywiście nie wolno nikogo z góry przekreślać ale jak na
razie wygląda to fatalnie i nic nie wskazuje by do końca roku albo nawet
do przerwy All-Star zmieniło się na lepsze.

Karol Śliwa: 4-14 Szerszeni jest dla mnie większym
zaskoczeniem niż 7-10 Pacers. Spodziewałem się, że Indiana, nawet bez
Paula George’a, będzie w stanie grać mniej więcej na poziomie 50%
wygranych. Frank Vogel gra od paru sezonów niezłym system, który nie
jest aż tak bardzo uzależniony od konkretnych ludzi. Hornets są dla mnie
jednym z większych rozczarowań pierwszego miesiąca rozgrywek. Tylko 4
wygrane na 18 meczów, 9 porażek z rzędu. Obwinianie Lance’a Stephensona
byłoby zbyt proste. Fakt – gra na razie poniżej oczekiwań (i możliwości)
i chyba powoli dociera do niego, że przeskok z bycia graczem
obiecującym na poziom gwiazdy, lub gdzieś w te okolice, to wcale nie
taka łatwa sztuka – nawet dla kogoś, kto podobno był „born ready”.
Podobno Michael Jordan jest gotowy wymienić większość zawodników by
uratować sezon. Nawet na słabym Wschodzie może być trudno wygrzebać się z
10 meczów pod kreską już po miesiącu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.