MVP FAQ: Faworyci

Pogadaliśmy

W dzisiejszym MVP FAQ motywem przewodnim będzie rola faworyta
– do MVP, do mistrzostwa, do zdobycia największego uznania wśród
debiutantów – i liczne warunki jakie są konieczne by się z niej
sprawdzić.

 

1. Choć jest jeszcze za wcześnie by typować zwycięzców
nagród indywidualnych, jak na podstawie niewielkiej, wstępnej próbki, oceniasz szanse Anthony’ego Davisa na zgarnięcie przebojem nagrody MVP?

Przemek Kujawiński: Wszystko zależy od wyniku New
Orleans Pelicans. Jeśli Anthony Davis do końca sezonu utrzyma formę, a
jego klub awansuje do playoffów to nagroda MVP wydaje mi się w jego
zasięgu. Nawet jeśli drużyna nie będzie bardzo wysoko w tabeli.

Cezary Szwarc: Wbrew pozorom nie ma jak na razie
wielu poważnych kandydatów do nagrody MVP. LeBron James nie potrafi
pociągnąć za sobą Cavs, Kevin Durant jest kontuzjowany, Derrick Rose sam
twierdzi, że się oszczędza. To ostatni zwycięzcy tego wyróżnienia.
Jeśli Anthony Davis chce myśleć o dołączeniu do grona posiadaczy
statuetki, musi przede wszystkim utrzymać poziom i przynajmniej
zaprowadzić swoją drużynę do playoffów. Jeśli jednak chodzi o wynik
zespołu, będzie mu zdecydowanie trudniej w Konferencji Zachodniej.

Karol Śliwa: Jeśli patrzeć tylko na osiągnięcia
indywidualne (26.3 punktu, 11.4 zbiórki, 1.8 asysty, 3.5 bloku oraz 2.2
przechwytu), to Anthony Davis na pewno musi zostać wciągnięty do
dyskusji na temat MVP. Specyfika tej nagrody jest jednak taka, że bierze
się pod uwagę także osiągnięcia drużyny. Można więc powiedzieć, że
Davis zabezpiecza swoją część a reszta zależy od jego kolegów. Jeśli
Pelikany znajdą się w ósemce silnego Zachodu, to takie liczby, jakie
produkuje ich młody lider, nie mogą zostać pominięte przy wyborze
najlepszego gracza tego sezonu. Jeśli im się to nie uda, to Davis
dołączy choćby do Kevina Love z ostatnich sezonów, którego imponujące
średnie nie były brane pod uwagę przy wyborze MVP bo Wolves tułali się
gdzieś na końcu tabeli.

 

2. Czy Cavs już rozczarowują, czy jeszcze zaliczają
planowe wpadki? Który z obecnych problemów ekipy z Cleveland może
prześladować ich do końca sezonu?

Przemek Kujawiński: Chyba jednak rozczarowują.
Największym problemem jest oczywiście obrona. Spodziewaliśmy się, że
będzie źle, ale chyba nie, że aż tak źle. Solidnej defensywy nie buduje
się w ciągu tygodni. Na to potrzeba miesięcy, a czasem nawet sezonów,
więc może się okazać, że akurat w tym roku Cavaliers zabraknie na to
czasu.

Cezary Szwarc: Rozczarowują. W pierwszych 8
spotkaniach Cavs notowali mały postęp w każdym meczu, nawet
przegrywając. Niestety, od kilku dni wygląda to już tragicznie. LeBron
James wchodzi w buty trenera, zmniejszając autorytet tego drugiego w
oczach innych  zawodników, w składzie jest kilku obrażalskich – z LBJ’em
i Waitersem na czele. Love ma chyba depresje i już z miną zbitego psa
mówi o tym, że nie dostaje swoich szans. Backcourt nie broni, a
frontcourt nawet, kiedy się stara, nie masz fizycznie szans z rywalami.
Spodziewałem się, że będzie nieco lepiej, ale może było to tylko
„wishful thinking”. Rozwój i zgrywanie się nowego teamu to proces i za
rok, jeśli zespół się utrzyma i dokona koniecznych wzmocnień, będziemy
śmiać się z tego, jak skreślaliśmy ich już zawczasu (a może to też jest
myślenie życzeniowe?).

Karol Śliwa: Cavs (6-7) cały czas mają szansę na
‚magiczne’ 9-8 czyli bilans z pierwszego wspólnego sezonu Wielkiej
Trójki w Miami z sezonu 2010-11. Heat, po dość słabym starcie rozgrywek,
wygrali 58 meczów a w Finale Wschodu pokonali Chicago Bulls. Podobny
scenariusz jest cały czas możliwy w Cleveland. Nie zmienia to jednak
faktu, że póki co ekipa z Ohio nie gra dobrze. To jest słaby Wschód więc
błędy z rundy zasadniczej mogą nic nie znaczyć w kontekście nie tylko
wejścia do play-offs ale także zajęcia wysokich miejsc. Na razie Cavs
nie bronią za dobrze a w ataku nie dzielą się piłką tak, jak to zwykle
czynią drużyny prowadzone przez Davida Blatta. Może się jednak okazać,
że Cavs z listopada i Cavs z kwietnia to będą dwie różne drużyny. Do
play-offów mamy jeszcze pół roku czyli mnóstwo czasu na trenowanie i
eksperymenty z różnymi ustawieniami. Jeśli w drużynie jest talent, a w
tej bez wątpienia jest, to problemy znajdują się gdzieś w głowach
zawodników.

 

3. Twój ulubiony rookie po pierwszym miesiącu sezonu to…?

Przemek Kujawiński: Jabari Parker. Ma „grę starego
człowieka”. Być może nie zachwyca statystycznie tak, jak tego
oczekiwaliśmy, ale zdecydowanie zdaje test oka i właściwie w każdym
spotkaniu pokazuje coś nowego. Jego repertuar zagrań nie wygląda jak u
przeciętnego dziewiętnastolatka.

Cezary Szwarc: Jabari Parker. W swoim pierwszym
sezonie działa jak dobrze naoliwiona maszyna. Miał być podobno jak
Carmelo Anthony, czego się po nim nie spodziewałem, ale widzę w nim za
to Paula Pierce’a. Oglądając go mam wrażenie, że za kilka lat będziemy
się złościć jeśli nadal będzie grał w słabym Milwaukee zamiast w
kontenderze, gdzie byłby nawet w stanie zmniejszyć swój wkład dla
wyników zespołu.

Karol Śliwa: Póki co jeszcze żaden nie zdobył mojej sympatii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.