MVP typuje: NBA Finals 2015

Przed nami ostatnia, ekscytująca prosta sezonu 14/15 – NBA
Finals 2015. Typowanie ich wyniku zdecydowanie się jednak z prostą nie
kojarzy.

Poniżej członkowie wirtualnej redakcji MVP Magazynu przedstawiają
swoje typy z okazji NBA Finals 2015. W naszej wyjątkowo zgodnej opinii…
to finały nieprzewidywalne, które równie dobrze mogą być klasykiem, lub
skończyć się jednostronnym rozstrzygnięciem. Oto co każdy z nas miał do
powiedzenia…

 

Filip Ciepiński: Z jednej strony przewaga parkietu,
najgłośniejszy stadion w NBA, zdrowy skład, MVP i głęboka ławka. Z
drugiej strony najlepszy gracz na świecie (aktualnie), nieprzewidywalny
JR i niszczący deski Thompson. Będzie blisko, ale na korzyść GSW… mam
nadzieję. 4-3 dla Golden State Warriors.

 

Michał Górny: Wydaje mi się, że geniusz Curry’ego,
Thompsona i Steve’a Kerra to trochę za mało na to by powstrzymać LeBrona
przed kilkoma miesiącami imprezowania na ulicach Cleveland. Wiem, że
słowo za „mało” nie pasuje do tego co robią w tym sezonie Golden State
Warriors i właściwie może być postrzegane w kategorii herezji. Jednak
LeBron James wchodzi w moment, kiedy porównania z Jordanem są w zasadzie
nie do uniknięcia i tak samo jak Jordan, James prawdopodobnie znajduje
się w strefie p.t. „Przemuję kontrolę”. 4-3 dla Cleveland Cavaliers.

 

Tomasz Kostrzewa: Już chyba parę razy przy okazji typów MVP wspominałem, że nie obstawiam przeciwko LeBronowi Jamesowi. Podobnie było chociażby w poprzednich finałach
– wtedy uważałem, że James wreszcie wzbił się na poziom Jordana i w
Finałach już więcej nie przegra. A jednak przegrał i to z drużyną, która
pokonała jego jednoosobową armię kreatywną i świetnie zorganizowaną grą
zespołową… Czy więc kreatywni i świetnie zorganizowani Golden State
Warriors pójdą w ślady Spurs? Możliwe, choć równie dobrze mogą się
okazać kolejnym nieopierzonym finałowym debiutantem z młodą megagwiazdą,
który nie wytrzyma presji – patrz inny finałowy rywal LeBrona, ten z
2012 roku. Tyle, że jeśli wytykamy Wojownikom brak doświadczenia, to co
powiedzieć o świcie Króla Jamesa? Jasne, są w niej mistrzowie NBA
(Jones, Miller, Perkins, Marion i Haywood), ale poza szatnią zbytnio się
nie przydadzą. LeBron James może nigdy nie być takim „killerem” jak
Michael Jordan, ale i tak jest w stanie w pojedynkę wygrać mistrzostwo
NBA, tyle że nie przeciwko rywalowi grającemu tak dobrze, jak Golden
State Warriors. Wiadomo, że sport jest nieprzewidywalny, dlatego w różne
typowania traktujemy jak zabawę, a nie coś co podpisujemy własną krwią.
Rok temu poszedłem za przeczuciem, dziś czas na szkiełko i oko. W
pojedynku na argumenty zebrane przez cały sezon wychodzi mi 4-2 dla Golden State Warriors.

 

Szczepan Radzki: Poważnie. Łatwiej jest wytypować
sześć trafień w totolotka niż wynik tej serii. Przede wszystkim uważam,
że to może być genialny finał, ale mam też wrażenie, że przy obecnej
formie LeBrona podstawowym pytaniem jest: na jak dużo LBJ pozwoli
Warriors. Powtarzam to nie od dzisiaj, ale tego gościa można nie lubić,
można go nie szanować, można się nawet z niego śmiać, ale cholera, on
naprawdę dobrze gra w basket. Tyle tylko, że rywalizacja z Warriors to
trochę inny poziom niż to, z czym Cavs zmierzyli się do tej pory w
play-off, trochę lepsza drużyna, lepiej poskładana, groźna w ataku w
różny sposób, ale i w defensywie. Nie mam faworyta, chciałbym, żeby ta
seria trwała siedem meczów z kilkoma dogrywkami, a niezależnie od tego,
kto ją wygra i tak będziemy mieli piękną historię w tle – albo wielki
powrót, albo wielki MVP, trener debiutant (z obu stron, choć ten w GSW
trochę bardziej). Skoro jednak muszę wytypować to obstawiam 4-3 dla Golden State Warriors.

 

Cezary Szwarc: Serce nie pozwala mi postawić
inaczej, niż na Cavs. Nie jest jednak tak, że rozum mówi „Będzie 4-0 dla
Warriors”. Naprawdę widzę w tej serii różne szanse dla ekipy z Ohio,
ale o wszystkich za długo by pisać… Iman Shumpert i Matthew Dellavedova
bardzo dobrze bronią od piłki i to będzie ich zadanie na Stephenie
Currym. Nie wiem co prawda gdzie wtedy w obronie schowany zostanie Kyrie
Irving, ale jego minuty mogą być i tak ograniczone do tego stopnia, że
jeśli już będzie grał, to wtedy przez chwilę spocznie na nim obowiązek
bronienia Curry’ego. Z kolei Warriors wszystkie swoje siły defensywne
skupią na LeBronie Jamesie, co będzie wymagało ogromnego wpływu
pozostałych Cavs na efektywne funkcjonowanie ataku. Dużą rolę odegrają
Tristan Thompson i Timofiej Mozgow, którzy mogą stworzyć przewagę pod
koszem. W lutym w starciu z Wojownikami, James nie miał żadnych
problemów z grą przeciwko ich obronie i zanotował 42 punkty. Odważny
typ: 4-2 dla LeBrona Jamesa.

 

Karol Śliwa: Rozum podpowiada Warriors w pięciu,
może sześciu. Ale gdzieś tam w innej części głowy pojawia się myśl –
jeśli ktoś może sam decydować o losach całych serii, to tym kimś jest
właśnie LBJ. Gdybym zasnął na całe Finały a po nich ktoś mnie obudził i
powiedział ich wynik, to o wiele bardziej zaskoczyła by mnie wygrana
Cavs. Mistrzostwo dla Warriors w tym momencie to typ bezpieczny. Mimo to
coś nie daje mi ze spokojem postawić na podopiecznych Steve’a Kerra.
Żadna obrona nie jest w stanie zatrzymać Jamesa. Z Draymondem Greenem
będzie grał na dystansie a z Harrisonem Barnesem, Andre Iguodalą i
kimkolwiek innym tyłem do kosza. To otworzy drogę innym bo James po
prostu swoje match-upy zdominuje.

Bardzo dużo zależeć będzie od trójki Irving, Smith, Shumpert. Kyrie,
gdy zdrowy, z powodzeniem może rzucić w ataku wyzwanie któremuś ze
Splash Brothers. Shumpert pokazał w tych play-offach, a w zasadzie to
kolejny raz potwierdził, że jest klasowym obrońcą na dystansie, który
także potrafi dorzucić kilka punktów. Nie da się zatrzymać Stepha
Curry’ego, ale można sprawić, żeby trochę popracował na swoje rzuty.
Smith, gdy trzeźwy i wyspany, może seriami zdobywać punkty. Lubi i
potrafi grać pod presją choć ta w Cavs jest praktycznie w całości
zarezerwowana dla LeBrona. Cavs 2015 w niczym nie przypominają grupy
obsrańców pod wodzą jednowymiarowego coacha, z którymi James był w
Finałach w 2007 roku. No i przede wszystkim sam LeBron 8 lat później to
zawodnik z zupełnie innej planety. Gra prawdopodobnie najlepszy basket w
swojej karierze i bez dwóch zdań jest najlepszym koszykarzem świata.
Wszystkie memy i kawały o LeChoke, LeQuit i o tym, że znika w ostatnich
kwartach są już tak odległą historią jak to, że ktoś kiedyś powiedział,
iż Steph Curry będzie co najwyżej niezłym zmiennikiem w NBA. David Blatt
jest trenerskim geniuszem. W NBA musi się jeszcze nauczyć brać
time-outy (i dobrze je liczyć), ale na parkiecie to urodzony strateg i
wizjoner.

Napisawszy wszystko to, co powyżej mógłbym teraz pognieść i wszystko
to wrzucić do śmieci. Warriors wygrali 67 meczów w sezonie i zrobili to w
stylu, jaki zdarzył się w historii NBA ledwie kilka razy. W play-offach
nie zwolnili tempa i to oni przystąpią do tych Finałów jako faworyt.
Nie mają słabych stron. Punktują na wszystkie sposoby ze sztandarową
kanonadą trójek na czele. Bronią z powodzeniem każdy rodzaj ataku i też
mają na ławce trenera geniusza. Mogą zagrać klasycznie z Bogutem na
środku, ale mogą też iść w small ball z Greenem w jego miejsce i całą
grupą biegających graczy. Nie mam swojego konia w tej gonitwie. Kibicuję
koszykówce na najwyższym poziomie. Marzą mi się historyczne występy
gwiazd obu drużyn, rzuty na miarę dogrywek i wygranych meczów. Nie chcę
widzieć żadnych kontuzji. Chcę spędzić przynajmniej sześć
niezapomnianych nocy z NBA… a potem porządnie się wyspać do
października. 4-2 dla Cleveland Cavaliers.

 

Bartosz Tomczak: Trzy ważne rzeczy. Po pierwsze,
rekordowo długa przerwa, a poziom pierwszego meczu. Obawiam się, że może
być tutaj różnie i czuję albo słabsze tempo, albo pogrom w wykonaniu
Warriors. Druga rzecz – czy Cavaliers będą trapowali Curry’ego? Pytanie
numer trzy, to drugie opcje w obu zespołach. Ile Irvinga w Irvingu
zobaczymy podczas tych Finałów? Na tę chwilę zapowiada się, że prawą
ręką LeBrona będzie tutaj ktoś z dwójki Tristan Thompson/J.R. Smith
(będzie miał chociaż jeden gorący mecz w Cleveland). Czekam też na to,
co pokaże Klay Thompson – czy założy koszulę w kratkę – tak jak w serii z
Rockets – czy raczej gładką i od początku do końca będzie pewnym
punktem Golden State. 4-2 dla Golden State Warriors.

 

Piotr Zarychta:  LeBron James jest freakiem.
Podobnie jak w poprzedniej rundzie znajdzie jakiś sposób, żeby wygrać tą
rywalizację. A jego rywalizacja ze Stephenem Currym będzie
fantastyczna. W ogóle będzie to bardzo równa i zacięta rywalizacja. 4-3 dla Cleveland Cavaliers.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.