Nagrody indywidualne na półmetku sezonu


Za nami połowa sezonu. Przed nami
All-Star Weekend a po nim ostatnia prosta przed play-offami. To
najlepszy moment, żeby bliżej przyjrzeć się lidze i jej gwiazdom.
Poniżej nagrody indywidualne na półmetku sezonu


MVP:



LeBron James. Gracz listopada,
grudnia i stycznia ale to tylko szczegół. Dla mnie definicja MVP
jest taka, że jest to gracz o nieprzeciętnych statystykach
indywidualnych, który sprawia że jego drużyna jest w elicie ligi a
bez niego traci kilka klas. Heat liderują na Wschodzie a LBJ
lideruje Heat w punktach, zbiórkach, asystach, i przechwytach. To
jest od początku do końca jego ekipa. Kiedy przyszedł do Miami
latem 2010 był „za” Dwyanem Wadem, w ubiegłym mistrzowskim
sezonie do pewnego momentu obaj pełnili rolę liderów, potem James
przejął ten zespół i poprowadził go do tytułu. W tych
rozgrywkach nie ma wątpliwości do kogo trafi piłka w decydujących
momentach. Wade chętnie i dość naturalnie zszedł na drugi plan a
„King James” gra najlepszy basket w swoim życiu. Nie chodzi o
czyste liczby choć te są cały czas imponujące – czwarty w
punktach (26.5), dziesiąty w asystach (7), dwunasty w przechwytach
(1.6), dziesiąty w skuteczności z gry (55% – najwyższa w karierze)
i do tego 8.3 zbiórki – najwięcej w karierze. James robi
dokładnie to, czego potrzebują od niego Heat w danym momencie.
Punktuje, zbiera, podaje, broni kilku pozycji. Jest przerażająco
inteligentny na boisku. Bez niego Heat to ekipa poza ósemkę
Wschodu. Oglądając mecze Heat można odnieść wrażenie, że LBJ
robi to z niesamowitym zapasem, że to co najlepsze zostawia na
play-offy.


Nominowani: Kevin Durant, Chris
Paul, Tony Parker, Carmelo Anthony.




Obrońca Roku:



Joakim Noah. Bulls są trzecią
defensywą ligi (tracą tylko 90.6 punktu na mecz) a Noah
indywidualnie mocno się do tego przyczynia. Jest siódmy w lidze w
blokach (2.1), czwarty w zbiórkach (11.3) do tego zalicza 1.3
przechwytu na mecz. Warto podkreślić, że jego statystyki z
pewnością byłyby znacznie okazalsze gdyby nie Boozer, Deng i
Gibson którzy też świetnie patrolują strefę podkoszową i
„zabierają” mu trochę zbiórek i bloków. Bulls pod wodzą Toma
Thibodeau są kolejny rok świetnie broniącą drużyną a
przedłużeniem na boisku tej filozofii jest Joakim Noah. Jest dla
Byków tym kim był Kevin Garnett kiedy latem 2007 roku pojawił się
w Bostonie i z miejsca zmienił Celtics z pośmiewiska ligi w jedną
z najlepiej broniących drużyn w lidze, z którą sięgnął po
tytuł. Thibodeau był wtedy w sztabie trenerskim Doca Riversa… i
nie jest to przypadek.


Nominowani: Tony Allen, Tyson
Chandler, Chris Paul
.




Debiutant Roku:



Damian Lillard. Wśród
debiutantów najlepszy w punktach (18.4) i asystach (6.5), trzeci w
przechwytach (1). Ale co najważniejsze w grze Lillarda to, rzeczy
których nie odnotowują statystyki. 22-latek wygląda jak stary
wyjadacz parkietów, prawie nie popełnia błędów a gra przecież
na newralgicznej pozycji rozgrywającego, gdzie nie trudno o pomyłki.
Imponuje systematycznością, opanowaniem, raczej nie miewa wahań
formy co zwykle jest normą u debiutantów. Warte podkreślenia jest
to, że jego osiągnięcia indywidualne nie idą „w powietrze”.
Blazers są na dziewiątym miejscu na Zachodzie zaledwie jeden
wygrany mecz poza ósemką. Żaden z czołowych debiutantów w tym
roku nie może powiedzieć tego samego o swojej drużynie.


Nominowani:
Anthony Davis, Dion Waiter, Bradley Beal, Andre Drummond.




Most Improved Player:



James Harden. Można
było spodziewać się, że w drużynie takiej jak Rockers nie mając
u boku ani Duranta ani Westbrooka ani presji gry o mistrzostwo NBA,
talent Hardena w pełni się ujawni ale to, co widzę to dla mnie
jest to wręcz eksplozja talentu. 25.8 punktu na mecz o (8.8 więcej
niż w tamtym sezonie) daje to Jamesowi obecnie piąte miejsce na
liście strzelców. Do tego 4.5 zbiórki, 5.5 asysty oraz 1.8
przechwytu. Co ważne, Rockets z bilansem 26:23 są obecnie na ósmym
miejscu na zatłoczonym Zachodzie, więc tym bardziej trzeba docenić,
że liczby Hardena nie tylko „sztuką dla sztuki”. Łatwo jest
pompować własne statystyki w drużynie, która przegrywa ale
Houston to ekipa która gra o play-offy i to trzeba podkreślić
oceniając Hardena. Z ławki jednej ekipy na pozycję lidera drugiej.
Po wyróżnieniu dla najlepszego rezerwowego w ubiegłym sezonie,
nagroda dla gracza który poczynił największe postępy wygląda
bardzo realnie. Niejako „przy okazji” pan brodacz został wybrany
pierwszy raz w karierze do meczu All-Star. Jak dla mnie świetna
historia.


Nominowani:
Stephen Curry, O.J. Mayo, Greivis Vasquez, Omer Asik.




Najlepszy Rezerwowy:



Jamal Crawford. Zastanawiałem
się też nad Kevinem Martinem bo to wszak trzeci strzelec Thunder
czyli drugiej ekipy NBA tylko za Durantem i Westbrookiem. Wybrałem
jednak Crawforda. Mr "Shake ‘n Bake", mistrz akcji 3+1 jest
najskuteczniejszym rezerwowym ligi. Jego średnia 16.7 punktu na mecz
jest nawet wyższa od średniej Chrisa Paula. Crawford idealnie
wpasował się do systemu Clippers po przeciętnym sezonie w
Portland. W tych rozgrywkach już 15 razy był najlepszym strzelcem
swojego zespołu a przecież gra w ekipie, w której nie brakuje
łowców punktów. Tylko w 6 z46 meczów, w jakich zagrał nie zdobył
dwucyfrowej ilości punktów. Nie przytrafił mu się jeszcze większy
kryzys formy. Coach Del Negro wpuszczając go na boisko, może
spodziewać się określonego poziomu i w większości przypadków
nie zawodzi się. Taki rezerwowy to skarb w każdej drużynie.
Potrafi zdobywać punkty na wszystkie sposoby, jest iskrą napędową
trzeciej siły w NBA.


Nominowani:
Kevin Martin,Manu Ginobili, Andray Blatche, Nate Robinson,
J.J. Redick, J.R. Smith.




Trener Roku:


Tom Thibodeau Tom Thibodeau, the new head coach of the Chicago Bulls, speaks during a press conference at the Berto Center practice facility on June 23, 2010 in Deerfield, Illinois. NOTE TO USER: User expressly acknowledges and agrees that, by downloading and/or using this Photograph, User is consenting to the terms and conditions of the Getty Images License Agreement.


Tom Thibodeau. Bulls
są na trzecim miejscu na Wschodzie tylko 2.5 meczu za Heat. Wszystko
to bez swojego lidera Derricka Rose’a. Jestem niemal pewny, że Heat
bez Jamesa, Knicks bez Anthony’ego, Spurs bez Parkera czy Thunder bez
Duranta mieliby ogromne kłopoty z utrzymaniem swojego elitarnego
poziomu w lidze i nie jest powiedziane, że poszliby drogą Bulls.
Bykom jak na razie to się udaje a przecież Rose to nie jedyny gracz
tej drużyny, który tracił w tym sezonie mecze z powodu kontuzji.
Ogromna w tym zasługa „Thibsa”, który nie mogąc rysować
zagrywek dla swojego asa, odwołał się do kanonów koszykówki
skrajnie zespołowej. Aż pięciu graczy Bulls zdobywa 11 i więcej
punktów. Czterech kolejnych utrzymuje średnie na poziomie powyżej
7 punktów. To wręcz niesamowite. Byki nie muszą zastanawiać się
kto danego wieczoru zabłyśnie i poprowadzi ich do wygranej bo robią
to drużynowo, razem a w tej jedności jest prawdziwa siła.
Dodatkowo a już tradycyjnie dla drużyn prowadzonych przez
Thibodeau, ta ekipa buduje swoją tożsamość przez niemal idealnie
pracującą obronę.


Nominowani:
Frank Vogel, P.J. Carlesimo, Mark Jackson, Greg Popovich.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.