Nagrody indywidualne za sezon 2020-21

Jak to zwykle przed każdym nowym sezonem bywa, zastanawiamy się jak to wszystko będzie wyglądać na parkiecie. Nowe, przetasowane składy, nowi zawodnicy w lidze. Wiedząc to, co wiemy, czując to, co czujemy, spróbujmy rozdać nagrody indywidualne za sezon 2020-21.

 

MVP.
Nominowani: Anthony Davis, Giannis Antetokounmpo, Luka Doncic, Nikola Jokic, Damian Lillard, Joel Embiid.
Mój typ: Joel Embiid.

MVP sezonu, to gracz o świetnych statystykach indywidualnych, którego drużyna znalazła się po sezonie regularnym w elicie ligi. Jest to definicja całkiem prosta, czytelnie sformułowana, dająca dość wąski margines na interpretacje. Przy czym, raz na kilka, kilkanaście lat, zdarzają się odstępstwa od tej reguły (patrz Russell Westbrook, MVP 2017 roku, którego Thunder zajęli szóste miejsce na Zachodzie, dopiero dziesiąte w skali ligi). Zakładając więc, że rozgrywki 2020-21, mimo pandemicznych okoliczności, w sferze sportowej będą w miarę normalne, to na dzień dobry odrzucam kandydaturę Luki Doncica, faworyta bukmacherów i wielu obserwatorów. Nie spodziewam się, żeby jego Mavs osiągnęli jeden z czterech najlepszych bilansów w lidze. 21-letni Słoweniec grał w tamtym sezonie na poziomie 28.8 punktu, 9.4 zbiórki, 8.8 asysty oraz 1 przechwytu. O ile oczekiwanie, że w tym sezonie, swoim trzecim w NBA, będzie lepszym, mądrzejszym graczem, jest jak najbardziej uzasadnione, o tyle liczyć, że poprawi swoje statystyki jest, moim zdaniem trochę niemądre. Ze średnich ocierających się o triple-double z 30 punktami, jak dla mnie, łatwiej jest zjechać trochę w dół, niż dalej je windować. A nie sądzę, żeby po MVP dla Westbrooka, narracja pod tytułem „triple-double za cały sezon jest sposobem na MVP” znów mogła mieć zastosowanie. Widzieliśmy to, prosimy o coś innego. Odrzucam też LeBrona, choć rok temu był drugi w głosowaniu. Na tym etapie swojej kariery (36 lat za dwa dni) tym, co go napędza są mistrzostwa, a nie indywidualne osiągnięcia. Tym bardziej teraz, kiedy do zrównania się tytułami z Jordanem, brakuje mu dwóch pierścieni. Silnym kandydatem powinien być Anthony Davis, który wchodzi w swój prime, ale wspólne granie z LeBronem, siłą rzeczy zabierze mu trochę blasku (i głosów). Nie stawiam też na Giannisa, bo po pierwsze nie to jest jego motorem napędowym, po drugie wygrał w ostatnich dwóch latach. W tym musiałby przejść przez sezon z czymś nowym, czymś co zdystansowałoby go z rywalami. Czegoś takiego nie widzę, bo nie widzę też, żeby było to celem dla niego i dla Bucks.
Stawiam na Joela Embiida. Po pierwsze spodziewam się wielkiego sezonu ze strony 76ers. A tak to już jest w NBA, że tam gdzie są sukcesy drużynowe, tam też sypią się nagrody indywidualne. W sezonie 2018-19, kiedy Sixers mieli strzelców wokół swojego wielkiego centra, ten notował po 27 punktów, 13 zbiórek, prawie 4 asysty, prawie 2 bloki w meczu. Tegoroczni Sixers mają znów strzelców, więc znów zagęszczanie pola może być kosztowne dla rywali Filadelfijczyków. To może być rok Embiida, jeśli zdrowie mu na to pozwoli.

Obrońca Roku.
Nominowani: Rudy Gobert, Giannis Antetokounmpo, Anthony Davis, Bam Adebayo, Joel Embiid, Ben Simmons.
Mój typ: Bam Adebayo.

Bezpiecznie jest postawić w tej kategorii na wysokiego. W ostatnim 25-leciu tylko jeden zawodnik obwodowy został wybrany obrońcą roku (Gary Payton, 1995). Stawiam na Bama Adebayo, który będzie filarem jednej z najlepszych defensyw w NBA. Od zeszłego sezonu jestem wielkim fanem jego postaci, talentu, atletyzmu, wszechstronności, boiskowego IQ, wszystkiego. A od grudnia, kiedy miałem okazję oglądać go na żywo, a potem pogadać w szatni, mam klasyczny mancrush. 23-letni Bam, w minionym sezonie był o kilka poziomów lepszy, niż we wcześniejszych rozgrywkach, a w bańce był jeszcze lepszy, niż w rundzie zasadniczej. Spodziewam, że do tych rozgrywek przyjdzie z czymś nowym, że będzie jeszcze groźniejszy, jeszcze bardziej wszechstronny. Trzy lata doświadczenia w NBA, Finały z Lakers, będą procentować. Bam, żeby ugruntować swoją kandydaturę, będzie potrzebował dobrej prasy, dobrych narracji. O tym, co będzie robił na boisku, co będzie wnosił do Heat i ile dla nich znaczył, jestem przekonany. Potrzebna jest mu tylko odpowiednio głośna kampania reklamowa przez całe rozgrywki. Tak, w wielu przypadkach tylko do tego się to sprowadza między poszczególnymi kandydatami.

Debiutant Roku.
Nominowani: LaMelo Ball, Obi Toppin, Killian Hayes, Anthony Edwards, James Wiseman.
Mój typ: Obi Toppin.

To by była taka piękna historia. Chłopak z Nowego Jorku, trafia w drafcie do Knicks i z nimi wygrywa. Na razie nagrodę debiutanta roku, ale od czegoś trzeba zacząć. Knicks nie grają o nic w tym roku, a to już samo w sobie jest dobrym gruntem pod promowanie młodzieży. A przecież to jest Nowy Jork, tu każda dobra rzecz wokół Knicks, będzie szeroko komentowana w mediach. Zbyt wiele pewnie ich nie będzie, więc to też swego rodzaju otwarta scena dla Toppina. Problem może być jedynie taki, że Tom Thibodeau historycznie nie lubi grać młodymi, ale jest to problem do skorygowania, jeśli James Dolan chciałby w końcu coś wygrać dla swojego klubu.

Most Improved Player.
Nominowani: OG Anunoby, Michael Porter Jr, Tyler Herro, Coby White, DeAndre Ayton,
Mój typ: OG Anunoby.

Lubię tę nagrodę, bo zostawia ogromne pole do interpretacji przez swoją płynność, jeśli chodzi o jej definicję. Czy większą wartość ma gracz, który po prostu dostał szansę (minuty, większa rola) i ją wykorzystał, czy raczej taki, który nagle pojawił się na horyzoncie i pozytywnie zaskoczył? Czy brać pod uwagę graczy wybranych wysoko w drafcie, którzy dopiero w kolejnych latach udowodnili swoją przynależność do NBA? Czy brać pod uwagę drugoroczniaków, których progres jest niejako oczekiwany? Ale przez to, że jest tak wiele kryteriów, tak wiele płaszczyzn, na których możemy graczy obserwować i oceniać pod kątem rozwoju, wyścig po tę nagrodę jest w mojej ocenie każdego roku bardzo ciekawy.
Ja stawiam na 23-letniego Anglika w barwach Raptors, bo moim zdaniem jest w idealnym miejscu, żeby zrobić jakościowy skok w swojej grze. Po pierwsze jego 10 punktów, 5 zbiórek, 1.6 asysty oraz 1.4 przechwytu z tamtego sezonu, są liczbami, które w 4/5 kategorii może podwoić. W zeszłym roku oddawał tylko po 8 rzutów na mecz, co bez żadnego naciągania schematów można, a nawet trzeba zwiększyć. Po drugie, przed sezonem podpisał nowy kontrakt (4 lata, $72 mln). Jest to ewidentnie inwestycja na poczet przyszłych sukcesów. A tak to w NBA jest, że trenerzy nigdy nie grają przeciwko swoim pracodawcom. Jeśli OG w oczach właścicieli Raps zasługuje na taką umowę, to trener Nurse zrobi wszystko, żeby ta decyzja nie wyglądała źle. Anglik dostanie szansę, żeby zwiększyć swoją rolę w rotacji. Reszta w jego rękach i nogach.

 

Najlepszy Rezerwowy.
Nominowani: Lou Williams, Jordan Clarkson, Davis Bertans, Carmelo Anthony, Tyler Herro.
Mój typ: Jordan Clarkson.

Gdy grał w Lakers, miewał niezłe momenty. Tyle, że akurat wtedy Lakers nie grali o nic. W Cleveland, u boku LeBrona, w zorganizowanej koszykówce, w drużynie z mistrzowskimi aspiracjami, wyglądał jak niewyżyty gówniarz, któremu w głowie tylko rzucanie. Zdawało mi się wtedy, że bliżej mu, żeby wylecieć z NBA, niż kiedykolwiek, cokolwiek w niej znaczyć. Myliłem się. Po przenosinach do Utah zaczął grać bardzo produktywną koszykówkę. W internecie krąży wiele memów, według których coach Quin Snyder albo zażywa twarde narkotyki, albo nimi handluje. Pozostając w tym klimacie, Snyder bardzo umiejętnie dawkuje sobie Clarksona. Zamiast walczyć z jego naturą psa na punkty, zamiast na siłę kazać mu być kimś, kim nie jest, postanowił wykorzystać jego atuty, a przykryć mankamenty. Przykryć oraz z nimi walczyć. Gra nim, kiedy potrzebuje energii, punktów, kontrolowanego szaleństwa z ławki. Spodziewam, że w drugim roku współpracy, będzie jeszcze lepiej.

Trener Roku.
Nominowani: Steve Nash, Terry Stots, Quin Snyder, Brad Stevens, Erik Spoelstra, Doc Rivers.
Mój typ: Terry Stots.

Przy tej nagrodzie nie ma większej filozofii. Wygrywa trener, którego drużyna była wśród dwóch-trzech najlepszych ekip w skali całej ligi, lub ewentualnie trener, który stał za sukcesem składu, którego rzeczywisty wynik mocno prześcignął przedsezonowe oczekiwania obserwatorów. Trzeba też wziąć pod uwagę, że wybierający lubią pewien powiew świeżości, więc taki Mike Budenholzer, który wygrał dwa razy ostatnich pięciu latach, ma moim zdaniem nieco mniejsze szanse, niż konkurenci. No chyba, żeby wygrał ligę z miażdżącą przewagą, w co wątpię. Napisałem, że przy tej nagrodzie nie ma wielkiej filozofii, ale za to każdego roku jest co najmniej kilku poważnych kandydatów, którzy mają swoje poważne argumenty za zdobyciem tego wyróżnienia. Ja wybrałem ten drugi scenariusz, czyli ciekawą historię drużyny nieco spoza radaru. Stawiam na Terry’ego Stotsa, który zaczyna swój dziewiąty sezon pracy z Blazers. Jest to moim zdaniem ekipa, która może zająć jedno czołowych miejsce na Zachodzie i stać się jedną z ciekawszych historii tych rozgrywek. Jest wielu analityków, którzy widzą Trail Blazers w dolnej czwórce najlepszej ósemki Zachodu. Jest to zatem dobra pozycja wyjściowa do zaatakowania tabeli oraz nagłówków gazet. Długo biłem się myślami, bo moim drugim kandydatem był Quin Snyder.


* Tekst napisałem oryginalnie dla portalu Unibet.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.