Nocne przemyślenia – Czy Pacers mają to, co trzeba?

Pacers przegrali z Heat w tamtym sezonie w siódmym meczu Finału Konferencji Wschodniej 99:76. Heat, wygrali z Pacers walkę na
tablicach w tamtym meczu (43:36) co zdarzyło im się po raz pierwszy w
całej tej serii. Mimo to zawodnicy z Indiany byli lepsi od Miami w
zbiórkach 298 do 244 na przestrzeni wszystkich siedmiu meczów.
Czy teraz kiedy Pacers są bardziej doświadczeni, mają więcej opcji w ataku (Granger, Scola), wzmocnili się jeszcze bardziej na desce (Scola, Bynum), pokonają Miami w Finale Wschodu, jeśli do takiej serii dojdzie?
Nie pytam czy są w stanie to zrobić, bo oczywiście są ale pytam czy to zrobią?

Moje trzy argumenty, dla których uważam że zrobią to oraz trzy kolejne przeczące tym poprzednim.

Zrobią to bo:
– Są bardziej doświadczeni i zgrani. Mają niezmieniony trzon zespołu, który jest wzmocniony nowymi twarzami (Scola, Granger, Bynum). Wygrają Konferencję Wschodnią i potencjalny mecz nr 7 w Finale z Miami tym razem zagrają przed własną publicznością.

– Pięciu graczy Pacers zdobywa po 10 i więcej punktów. Paul George wyrasta na prawdziwego lidera tej ekipy a wokół siebie ma naprawdę wartościowych partnerów. Bronić przeciwko Pacers to koszmar. Każdego wieczoru zagrożenie może nadejść z innej strony. Co najmniej 3-4 graczy jest w stanie rzucić nawet i 30 punktów.

– Są match-upową zmorą dla Miami. Jak powiedział Charles Barkley, Heat sprawiają że Roy Hibbert zaczyna wyglądać jak Kareem Abdul-Jabbar. Ich ławka jest jeszcze bardziej imponująca. Westa zmienia Scola i gra Pacers nie traci na jakości. Granger daje coraz lepsze minuty George’owi i Stephensonowi – takiego komfortu coach Vogel nie miał rok temu. Lance Stephenson już nie walczy sam ze sobą na parkiecie tylko z rywalami. Otarł się o All-Star, jest bardziej wszechstronny. Może zrobić różnicę w potencjalnej serii z Miami. Jeśli Andrew Bynum przypomni sobie jak się gra w koszykówkę, jeśli jest w stanie wykrzesać ze swoich 26-letnich nóg choć połowę, 40% tego co dawał w ostatnim roku w Lakers, to klękajcie narody…

Nie przejdą Miami bo:

– Wszyscy mówią, że Pacers grają rewelacyjny basket a Miami albo są w małym kryzysie albo chcą prześlizgnąć się przez sezon. Tymczasem Heat tracą do Pacers tylko 3 i pół meczu. 3 i pół meczu do pierwszego miejsca w lidze. Nieźle jak na ekipę w kryzysie, która odpuszcza. Nigdy nie lekceważ serca mistrza. Bulls w sezonie
1997-98, gdy sięgali po swój trzeci kolejny tytuł (szósty ogółem) też
grali w kratkę. Dziś nikt już tego nie pamięta. Kilkukrotni mistrzowie
motywują się na wielkie mecze a nie na pojedynki w styczniu z Milwaukee Bucks. Potencjału drużyny grającej o tytuł, broniącej tytułu nie możemy oceniać w połowie sezonu.

– LeBron gra najmniej w karierze i rzuca najmniej w karierze a mimo to rozgrywa sezon na poziomie MVP. Jak dla mnie to wyraźny sygnał na czym mu najbardziej zależy w tym sezonie. Świeży James to klucz do sukcesu Heat w tym sezonie. Wade opuszcza mecze, nie gra w back-to-back ale gdy gra, to gra prawie tak jak za dawnych lat. To w dalszym ciągu wielki gracz. Już nie lata jak kiedyś ale dziś do swojego repertuaru w ataku dołożył bardzo groźną grę tyłem do kosza. Bosh stoczy walkę o trzeci tytuł ale być może także o nowy kontrakt, w nowym mieście. Nie zapominajmy, że nadal jest graczem na 20 punktów i 10 zbiórek przy odpowiednim ustawieniu.

– Heat nie są tak jednowymiarowi jak się może ostatnio wydawać. Trzech graczy (tych trzech graczy) zdobywa po 16.6, 18.9 i 26.2 punktu. Dwóch dorzuca ponad 9 a jeden prawie 9. Tym ostatnim jest Michael Beasley, którego coach Spo bardzo mądrze wprowadził do rotacji. Jeśli Greg Oden będzie w stanie podwoić swoje minuty (na razie 8.8 w 6 meczach) i utrzymać zdrowie, przewaga Hibbera w polu trzech sekund nie będzie aż taka wielka.

http://www.totalprosports.com/wp-content/uploads/2013/05/lebron-james-vs-pacers-595x335.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.