Pogadaliśmy: Nagrody za pierwszą połowę sezonu. CZ.1

Jesteśmy w drugiej połowie sezonu 2015-16. Wszystkie ekipy mają za sobą 50% meczów rundy zasadniczej. Podsumujmy więc to, co wydarzyło się na parkietach NBA od końca października. Do wspólnej analizy zaprosiłem Bartka, Tomka, Roberta, Michała, Michała i Tomka (Nie, nie jąkam się ani w mowie ani w piśmie). Cieszę się, że koledzy znaleźli czas by podzielić się swoimi przemyśleniami. To jest część pierwsza naszych analiz. Na warsztat bierzemy MVP, Obrońcę Roku, Debiutanta Roku oraz gracza, który poczynił największe postępy. W drugiej części znajdą się pozostałe wyróżnienia.

1.MVP.

Bartłomiej Berbeć (Magazyn MVP, blog Wszystkie Barwy Sportu).

Stephen Curry. Co prawda ten wybór nie wymaga uzasadnienia, ponieważ od dawna wybór tej najbardziej prestiżowej indywidualnej nagrody nie był tak bezdyskusyjny, ale chciałbym zwrócić uwagę na jeden fakt – ten gracz na tyle zrewolucjonizował grę, że bierzemy już niejako za pewnik jego rzuty z 9-10 metrów.

Niedawno, w meczu z Indiana Pacers trafił dwukrotnie z połowy boiska. W tym przypadku niezwykłość po prostu nam okrzepła – w przypadku każdego innego zawodnika na świecie takie zagranie wywołuje okrzyk zdumienia, uniesione ręce i czystą koszykarską radość. W przypadku Stephena Curry’ego moje reakcje są jednak inne – najczęściej jest to uśmiech pod nosem w stylu „No nie, znowu to zrobił!”. I niedowierzanie, że to staje się regularnością. Ten jeden fakt pokazuje, jak oswoił sobie najtrudniejszy, bo najlepiej punktowany, element gry w koszykówkę. Dlatego ten wybór nie ulega żadnej wątpliwości.

Tomasz Biaduń (Kopalnia Inspiracji, twórca i prowadzący oficjalny kanał YouTube Startu Lublin).

To pytanie z kategorii „jakiego koloru jest niebo”. Steph Curry już jest dla mnie żyjącą legendą, ostatni raz tak jak on, zadzwiali mnie Kobe ze swoim „81-point game” i Michael przy okazji „Flu-game”. Gość jest po prostu nie z tej ziemy. OK, to truizm, ale warty bezustannego podkreślania. LeBron jest bardziej kompletny, atletyczny, więcej potrafi, ale Curry ma ten pierwiastek koszykarskiego geniuszu. Żywa definicja „where amazing happens”.

Michał Górny (Magazyn MVP).

Steph Curry Szkoda czasu na opisywanie tego, co w tym sezonie wyczynia SC30. Curry zdominował razem z Warriors ten sezon i już teraz może ćwiczyć przemowę gdy Adam Silver podejdzie do niego ze statuetką Maurice’a Podoloffa.

Robert El Gendy (TVP).

Stephen Curry. Curry jest koszykarską anomalią. W grze, która od lat zarezerwowana jest dla silnych kulturystów – najbardziej „potężny” jest właśnie ten filigranowy Steph. Lider klasyfikacji punktowej prowadzi swój świetny zespół do obrony tytułu. Rekord Bulls 72:10 jest poważnie zagrożony. Nic dodać ,nic ująć.

Michał Kajzerek (Magazyn MVP).

Stephen Curry, choć próbując być oryginalnym myślałem nad Kawhi Leonardem. Myślę, że ten wyścig nie jest jeszcze zakończony i zawodnik San Antonio Spurs może powalczyć o nagrodę. Steph jednak robi największą różnicę w kontekście indywidualnego wpływu na wyniki drużyny, więc kolejna statuetka MVP (również MIP) będzie całkowicie zasłużona.

Tomasz Kostrzewa (Blog Mercy Mercy Jerome Kersey).

Stephen Curry. Nie po raz pierwszy w tym sezonie odpowiadam tak na pytanie o najlepszego obecnie zawodnika ligi i nie po raz pierwszy ograniczę się do jednego, koronnego argumentu za tą kandydaturą: duh…

Karol Śliwa: LeBron James. Tak, wiem, że nagrodę zapewne zgarnie Steph i będzie to bardzo zasłużone wyróżnienie. Nie staram się na siłę być oryginalny. Cavs są 3-4 siłą ligi a przecież od samego początki rozgrywek nie mogli liczyć na wracających do zdrowia Irvinga i Shumperta. LeBron, przez lata, tak nas przyzwyczaił do swojego poziomu, że statystki na poziomie 25 punktów, 7 zbiórek, 6 asyst i ponad 1 przechwytu, przyjmujemy za pewnik i trochę przestajemy dostatecznie je doceniać. Spójrzcie na skład Cavs – ci ludzie bez Jamesa mieliby poważne problemy ze znalezieniem się w ósemce coraz lepszego Wschodu. James jest dla nich wszystkim. Z nim ta drużyna jest w elicie ligi. Warriors bez Stepha, z Thompsonem jako pierwszą opcją, to byłay w dalszym ciągu bardzo silna ekipa. Fakt, że Warriors i Spurs grają, na ten moment, w innej lidze, pozostawiam jako temat innej dyskusji.

2. Obrońca Roku.

Bartek: Jimmy Butler. Odłóżmy na chwilę kontrowersje związane związane z jego relacjami z Fredem Hoibergiem oraz chęć liderowania Chicago Bulls. Butler na obu końcach boiska jest najlepszym graczem „Byków”, a skoro są tradycyjnie silni w obronie, ciężko byłoby na niego nie postawić. Widzieliście, co robił przeciwko Cavs? To właśnie z tego słynie – doskonałego krycia indywidualnego i wybijania rywalowi koszykówki z głowy. Nie sposób jednak nie wyróżnić niemal „bliźniaczego” zawodnika San Antonio Spurs – Kawhi Leonarda. Ich styl gry jest bardzo podobny, ale Kawhi to dla mnie bardziej kandydat na MVP, niż „tylko” na najlepszego obrońcę, stąd taka, a nie inna decyzja.

Tomek B.: Ciężka sprawa, bo kandydatów jest co najmniej kilku. Już w zeszłym sezonie ta kategoria (a raczej jej rozstrzygnięcie) wzbudzała kontrowersje. W moim wyborze decyduje duża doza subiektywizmu. Jestem ogromnym fanem talentu Kawhiego Leonarda. To jak ten facet przesuwa się w obronie, jak przewiduje to co się zaraz stanie, jak pracuje na nogach, jak się „lepi” do rywali, wywołuje u mnie nieustanny podziw. Jedyny gość w lidze, którego gra obronna wywołuje u mnie taką ekscytację.

Michał G.:
Kawhi Leonard. Leonard zgodnie z filozofią gry Spurs masakruje ofensywę przeciwnika. Obrona izolacji, obrona PNR, switche w post, pomoc w obronie – można pisać o tym wiersze siedząc na jednej z polskich łąk w lipcu. Dodatkowo Leonard zaczyna coraz zacniej „produkować” w ataku. 50/47/88 kopie mocno w podbrzusze tych, którzy sądzili że Kawhi to tylko najlepszy defensor w NBA.

Robert:
Kawhi Leonard Jeżeli SAS zdobędą pierścienie mistrzowskie to nie zdziwię się jak Leonard zgarnie też MVP. Na tę chwilę jednak jego niezwykle długie ręce trzymają wciąż statuetkę najlepszego obrońcy. Ale w tym sezonie musi szczególnie uważać na Hassana Whiteside’a, który chyba już nawet zrobił sobie na tę nagrodę miejsce na swojej półce w salonie.

Michał K.: Kawhi Leonard, tutaj nie mam już żadnych wątpliwości. Na ten moment zawodnik San Antonio Spurs jest najwszechstronniejszym graczem jeśli chodzi o defensywną stronę. Świetnie wykorzystuje swoje warunki oraz swój instynkt. Połączył kilka umiejętności, aby stworzyć komplementarną całość.

Tomek K.: Kawhi Leonard. Kolejny oczywisty typ – najbardziej nieprzejednany defensor w najlepszej defensywie ligi. Rodzice koszykarzy NBA grających przeciw Spurs pewnie żałują, że te kilkanaście lat temu nie wyrzucili swoim synkom piłki oszczędzając im frustracji towarzyszących byciu krytym przez Leonarda…

Karol:
Kawhi Leonard. Sprawia, że granie w obronie jest sexy, tak jak kiedyś robił to Dennis Rodman. Imponujące u niego jest to, że równie dobrze potrafi bronić graczy atakujących zarówno przodem, jaki tyłem do kosza. I to nie jest zwykłe bronienie – on największe gwiazdy rywali po prostu wyjmuje z gry. Może tłamsić Twoich ulubionych zawodników z pozycji od 1 do 4. To jest niesamowite.

3. Debiutant Roku.

Bartek: Bardzo wyrównana grupa, ale postawię nieco przekornie na Kristapsa Porzingisa, który najbardziej pozytywnie zaskoczył i przerósł najśmielsze oczekiwania chyba nawet skautów New York Knicks. Z miejsca stał się w zasadzie liderem New York Knicks, zanotował kilka wręcz kosmicznych meczów. Imponuje warunkami fizycznymi i potencjałem. Po piętach depczą mu jednak doskonały motorycznie Karl-Anthony Towns oraz mój faworyt Emmanuel Mudiay.

Tomek B.: Najmocniejsza klasa draftu od 2003 roku. Czy tak samo epicka jak ta sprzed 12 lat? Tego dzisiaj nikt nie powie, bo – tu kolejny truizm – ta odpowiedź przyjdzie z czasem. Ale mimo ogromu talentu, jedna kandydatura wysuwa się na czoło: Karl Anthony Towns. Wolves to spore rozczarowanie, ale KAT swojej ręki do ich bilansu nie przyłożył. Robi swoje i momentami wygląda jak stary wyga. Popatrzcie na porównanie debiutanckich sezonów Townsa i Anthony’ego Davisa i pomyślcie, gdzie będzie KAT za 3 lata. Strach się bać.

Michał G.: Karl Anthony-Towns Kto wie czy po cichutku w śniegach Minnesoty nie rośnie Nam gracz, który przywróci wiarę w stary porządek koszykówki, czytaj grę z centrem który jest centrem. Jego wachlarz zagrań w ofensywnie w tym praca na zasłonach sprawia nadwyżkę w świecie „small ball”. A nawet jeśli nie uda się KATowi zmienić tego stanu rzeczy to ze swoim zasięgiem rzutu jest w stanie dostosować się do słusznie panującej gry „rzucajmy trójki i do domu” (blisko 38.9 % 3pt w tym sezonie). W obronie jest trochę do nadrobienia jednak 1.8 bloku na mecz daje nadzieję na większe wykorzystanie jego naturalnych atutów w obronie post-up.

Robert: Kristaps Porzingis. Jest na ustach nie tylko łotewskich raperów. Ci, co pukali się w głowę przed draftem dziś ze wstydu nie powinni wychodzić z domu. Już samo 218 cm robi wrażenie. Ale większe jednak, jak sprawny przy tym wzroście jest ten młodzian, który na dodatek obdarzony jest celnym rzutem za trzy. WOW.

Michał K.: Karl-Anthony Towns, jest świetny, bo jest profesjonalistą w każdym calu. On i Kristaps Porzingis to przyszłość koszykówki zarówno pod względem jej wizerunku, jak i koszykówki. Wyścig pomiędzy dwójką nie zakończy się po debiutanckich rozgrywkach, ale na razie przewagę ma KAT.

Tomek K.: Kristaps Porzingis. Koszykarsko trochę lepszy jest Karl-Anthony Towns, ale to Zinger wywarł większy wpływ na całą ligę. Jest numerem 4 w lidze jeśli chodzi o sprzedaż koszulek, Knicks z nim w składzie zanotowali wyraźny progres a Carmelo Anthony dzięki obecności (m.in.) Łotysza stał się innym, lepszym graczem. Podejrzewałem, że będzie przydatny, ale nie sądziłem, że cała NBA i okolice będą mu wręcz jeść z ręki. Zwróćcie uwagę na reakcję publiczności za każdym razem, gdy Kristaps stoi za linią rzutów za trzy punkty i ma w ręku piłkę – tylko Stephen Curry wywołuje w takiej sytuacji mocniejszą gęsią skórkę.

Karol: Kristaps Porzingis ma dobrą prasę, Jahlil Okafor złą a Karl-Anthony Towns letnią lub nijaką. To jest wyścig trzech. Tych trzech. W tym momencie ciężko mi wybrać. W moim prywatnym rankingu wygląda to tak: KAT – 36%, Okafor 32%, Porzingis 31% oraz 1% ktoś inny. Przy czym tylko Łotysz ma z tej grupy szanse na play-offy. Gdyby wspólnie z Melo udało im się zaprowadzić Knicks do postseason, to jego szanse na nagrodę mocno by wzrosły. U Townsa widać codzienną pracę z K.G na treningach. To będzie jego wielki kapitał na przyszłość. Okafor miał pecha trafić do półamatorskiej organizacji ale to też talent pierwszej wody. Dawno nie było tak utalentowanego draftu. Miło patrzeć na nowe pokolenie w NBA.

4. Most Improved Player.

Bartek: Draymond Green. Jak wielki postęp uczynił ten sympatyczny gracz świadczy fakt, że większość ekspertów pominięcie jego, a nie Klay’a Thompsona, uważało za największe rozczarowanie wyboru pierwszych piątek All-Star Game przez kibiców. Niepostrzeżenie to właśnie Green stał się drugim najważniejszym graczem jednego z najsilniejszych zespołów wszech czasów. Poza doskonałą on-ball defense, jego rzut trzypunktowy, z roku na rok jest coraz lepszy, ogromnie utrudnia obronę rywalowi, bo rozciąga ją tak, że zawsze ktoś inny ma wolną pozycję.

Tomek B.:
W mojej skromnej opinii jedna z bardziej… niesprawiedliwych kategorii. Zawsze mam dylemat przy okazji zestawienia własnych rankingów: czy powinno się doceniać tych, którzy de facto zrobili największy postęp czy tych którzy wyskoczyli jak Filip z konopii? Idąc tym pierwszym tokiem myślenia, wskazuję Draymonda Greena, który wyrósł na najbardziej wszechstronnego zawodnika ligi. Druga definicja jest mi jednak mimo wszystko bliższa i tu nie mam wątpliwości, kto na nagrodę zasłużył: CJ McCollum. Mega boom mega talentu. Pokażcie mi, kto zrobił taki postęp jak on na przestrzeni tak krótkiego czasu?

Michał G.: C.J. McCollum Nie wiem czy tą nagrodą nie powinien podzielić się z LMA, który dzięki swojemu podpisowi na umowie ze Spurs w naturalny sposób zmusił Blazers do zmiany swoich schematów. Trzeba przyznać, że ten „nowy porządek” wygląda lepiej niż wszyscy zakładali po odejściu LMA. C.J. gra po nieco ponad 35 minut notując 20.8 punktu, 4.3 asysty oraz 3.6 zbiórki pokazując niedowiarkom, że pisanie to nie tylko to co umie dobrze robić.

Robert: C.J.McCollum .Moim skromnym zdaniem innego kandydata nie ma. Latem podobno ciężko trenował i to teraz widać. Miał też szczęście bo sytuacja w zespole pozwoliła mu zyskać dużo więcej minut gry. Ale gdyby nie był tego wart, trener na pewno nie dałby mu szansy. McCollum z niej skorzystał i ze średniej około 7 pkt. na mecz w tym sezonie rzuca około 20. To robi wrażenie.

Michał K.: C.J. McCollum, bardzo fajnie rozwija się obok Damiana Lillarda. Ta dwójka stanowi dla Portland Trail Blazers fundament, na którym drużyna postara się zbudować mistrzostwo, dlatego fakt, że C.J. tak szybko załapał czego się od niego oczekuje i jest w stanie te oczekiwania zaspokoić – ułatwi Blazers cały proces i nie pozostawi fanów w stanie długiego wyczekiwania, bowiem rywalizacja ciągle wchodzi w grę.

Tomek K.: Ish Smith. Zamienił 76ers w drużynę koszykarską, a sam notuje świetne statystyki. Nie ma się co zastanawiać w ilu innych drużynach wywalczyłby sobie tyle czasu gry, ale to bez znaczenia dla jego obecnej sytuacji. Jest w gazie, zwalczył stereotyp, że jest co najwyżej trzecim point guardem w rotacji i wszyscy trzymają za niego kciuki (zwłaszcza jego posiadacze w fantasy basketball) – mój głos na MIP’a ma.

Karol: To jest zawsze trudna ale i ciekawa do przyznania nagroda. Czy lepiej docenić mniej lub bardziej spodziewaną eksplozję talentu (C.J. McCollum)? Czy raczej awans z pozycji gracza zadaniowego+ do poziomu graczy formatu All-Star (Draymond Green)? Na mojej liście mam McColluma i Greena właśnie i póki co nie wiem kogo wyróżnić. C.J. dostał szansę i ją wykorzystał. Rok temu zdobywał 6.8 punktu, teraz 20.8. Mieć minuty a wykorzystać daną szansę, to dwie różne kwestie, które nie zawsze idą w parze.

Green z kolei zrobił ogromny skok jakościowy. Z gracza pierwszej piątki mistrzowskiej ekipy stał się jednym z najważniejszych ogniw tej drużyny na obu końcach parkietu. Przyznam, że imponuje mi w tym sezonie bo myślałem, że po tym, jak podpisał latem tłusty kontraktu, spokojnie wejdzie w rozgrywki i dopiero obudzi się na play-offy. Tymczasem on wyniósł swoją grę na kolejny poziom i zastanawiam się czy przypadkiem nie było to trudniejsze od wyczynu McColluma.

http://sportige.com/wp-content/uploads/2015/04/Kawhi-Leonard-Stephen-Curry-e1428321789800.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.