#PoniedziałkoweInspiracje

Hej, hej. Podczas gdy ja uporządkowuję tematy do nowego numeru Magazynu MVP oraz scalam "Śliwki vs. Robaczywki" ostatnich dwóch tygodni (najpewniej jutro w dzień), Wy możecie poruszyć kwestie, które ostatnio zakłócały Wasz sen, w najmniej oczekiwanym momencie przemknęły przez głowy.

Ostatnio myślałem o kadrze USA a konkretnie o programie ratowania twarzy amerykańskiej koszykówki na arenie międzynarodowej powołanym w 2005 roku. Myślę, że nadal za mało mówi się o tym, jak niesamowitą pracę w tym czasie wykonali i nadal wykonują Mike Krzyżewski i Jerry Colangelo. Bo wiecie, dziś granie dla drużyny narodowej jest w USA znów sexy. Dziś namówić jakąś gwiazdę NBA na grę w imprezie międzynarodowej, na przyjazd latem na camp w Vegas już nie graniczy z cudem. Powołania dla graczy pokroju Raefa LaFrentza są na szczęście prehistorią. Usprawiedliwienia typu – muszę odpocząć po sezonie, żenię się, mam inne sprawy są po prostu słabe i nie za dobrze odbierane wśród samych graczy. Kiedyś było inaczej.

O okolicznościach powstania programu pisałem w 2010 roku, kiedy Amerykanie pod wodzą Kevina Duranta odzyskali w Turcji tytuł Mistrzów Świata – po aż szesnastu latach!
Potem były jeszcze Igrzyska Olimpijskie w Londynie (2012) oraz Mistrzostwa Świata w Hiszpanii (2014). Obie imprezy oczywiście zakończone sukcesem.

Pragnę zwrócić Waszą uwagę na fakt, że jest całe pokolenie wielkich gwiazd NBA zupełnie straconych dla kadry narodowej.
Po historycznym Dream Teamie z Barcelony z 1992 roku był bardzo silny skład z Atlanty z 1996 roku. Cztery lata później w Sydney udało się zebrać całkiem niezłą ekipę, ale nie najmocniejszą z możliwych. Potem na długich osiem lat nad amerykańską koszykówką zawisła czarna kurtyna.

Spójrzcie:

Shaq O’Neal – Tylko dwa występy dla kadry. Atlanta 1996 oraz Mistrzostwa Świata w Kanadzie dwa lata wcześniej. Shaq przez dekadę był niszczycielem strefy podkoszowej. Międzynarodowa koszykówka nie miałaby na niego odpowiedzi – nie licząc sędziów FIBA. Niestety z jego wielkiego ciała nikt nie zrobił użytku w kadrze.

Kobe Bryant – Najlepszy przykład na działanie programu. Kobe ma na koncie dwie imprezy międzynarodowe z tym, że przygodę z kadrą zaczął dopiero w 2008 roku w Pekinie. Cztery lata później w Londynie obronił z kolegami olimpijskie złoto. Wcześniej, gdy był najlepszym zawodnikiem globu, nie interesowały go występy w barwach narodowych. Kobe marzy by pojechać przyszłego lata do Rio i w ostatnim rozdziale swojej kariery znów powalczyć o olimpijskie złoto.

Kevin Garnett – K.G. ma na koncie tylko jedną imprezę międzynarodową. Zdobył złoto w Sydney. Tyle go widziano.

Paul Pierce – Mistrzostwa Świata w USA w 2002 roku. I tyle.

Ray Allen – Podobnie jak K.G. tylko Igrzyska w Sydney.

Jason Kidd – Sydney 2000 a po latach Pekin 2008 ale to już, jak w przypadku Bryanta, efekt Krzyżewskiego i Colangelo.

Tim Duncan – Ateny 2004 zakończone w trzecim miejscu. That’s it.

Vince Carter – Sydney 2000. V.C. przeskoczył przez wysokiego człowieka i skończył reprezentacyjną karierę. 

Allen IversonAteny 2004 zakończone w trzecim miejscu. That’s it.

Chris Webber – Zero.   

Tracy McGrady – Zero. 

A teraz spójrzcie na efekt pracy Krzyżewskiego i Colangelo. Przeanalizujmy pokolenie graczy, którzy zaczynali swoje kariery tuż przed lub już po tym, jak przemodelowano program działania Teamu USA:

LeBron James – Ateny 2004 (IO), Japonia 2006 (MŚ), Pekin 2008 (IO), Londyn 2012 (IO). Chce pojechać do Rio.

Carmelo AnthonyAteny 2004 (IO), Japonia 2006 (MŚ), Pekin 2008 (IO), Londyn 2012 (IO). Chce pojechać do Rio.

Chris Paul Japonia 2006 (MŚ), Pekin 2008 (IO), Londyn 2012 (IO). 

Dwyane WadeJaponia 2006 (MŚ), Pekin 2008 (IO).

Chris BoshJaponia 2006 (MŚ), Pekin 2008 (IO).

Steph Curry – Turcja 2010 (MŚ), Hiszpania 2014 (MŚ). Chce pojechać do Rio.

Kevin Love – Turcja 2010 (MŚ), Londyn 2012 (IO). Chce pojechać do Rio.

Kevin Durant – Turcja 2010 (MŚ), Londyn 2012 (IO). Chce pojechać do Rio.

Russell Westbrook – Turcja 2010 (MŚ), Londyn 2012 (IO). Chce pojechać do Rio.

Początki były trudne ale z czasem Krzyżewski i Colangelo wypracowali pewną kulturę wokół kadry narodowej. Zawodnicy czują się teraz dumni z możliwości reprezentowania swojego kraju. A kiedy widzą, że w kadrze, podobnie jak w ich klubach, wszystko odbywa się skrajnie profesjonalnie, bez grama amatorstwa, że na wszystko jest konkretny plan działania, to tym chętniej świadomie rezygnują ze sporej części swojego prywatnego czasu i decydują się na grę w barwach narodowych. Drużna nie jest montowana naprędce na kilka tygodni przed ważną imprezą. Sztab trenerski doskonale ma rozpracowanych rywali i mimo, że ma potencjał pokonać jakąś ekipę różnicą 50 punktów, to staranny scouting jest już standardem ich pracy.
Amerykanie mają świadomość, że gdy jadą bić się o złoto to nie są traktowani, jak każda inna drużyna. Jest to zrozumiałe bo przecież skład zbudowany jest z gwiazd NBA. Krzyżewski wiele razy podkreślał to w Hiszpanii a ja miałem ten zaszczyt słuchać tego na własne uszy. Oczy koszykarskiego świata zwrócone są na nich, dlatego im zależy na tym, żeby nie tylko wygrywać, nie tylko wystawiać silne drużyny ale też robić to wszystko we właściwy sposób. Profesjonalizm przez wielkie P.
LeBron i Melo są w kadrze od 11 lat! Obaj w tym czasie opuścili tylko Mistrzostwa Świata w Turcji w 2010 roku. Wokół programu jest świetna atmosfera. Przez moment pojawiły się obawy, że wszystko skończy wraz z odejściem Krzyżewskiego, który po Rio kończy z kadrą, ale powołanie na to miejsce Gregga Popovicha daje gwarancję, że wysokie standardy będą tutaj nadal normą.

Cały czas nadsyłajcie Wasze przemyślenia różnej maści. To za każdym razem ciekawa materia, która czasem służy mi za inspirację do nowych tekstów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.