Śliwki vs Robaczywki III i IV tygodnia

Drugie w tym sezonie "Śliwki vs Robaczywki". Na warsztat bierzemy trzeci oraz czwarty tydzień rozgrywek NBA. Dzięki za podsyłanie własnych
przemyśleń. To wiele dla mnie znaczy. Przypominam o kanałach dostępu do mnie (maile, wiadomości na FB, komentarze tu i na fanpage’u).

Kolejność, jak zawsze, dość przypadkowa.

Śliwki:

– Świetne, po prostu świetne wystąpienie Ernie’ego Johnsona zaraz po ogłoszeniu wyniku wyborów prezydenckich w USA (zaczyna od 4.05 min. ale warto zobaczyć cały materiał). Niegłupio wypowiedział się też Barkley, który mówił o daniu szansy, szacunku do samego urzędu prezydenta. Kilka ciekawych słów dorzucił też Kenny. Shaq tym razem nie miał nic wartościowego do powiedzenia.


                            

– Cavs w Białym Domu. Dla mnie to są zawsze miłe i ciekawe momenty. Trochę luzu w polityce, trochę powagi w sporcie. Poza momentami świetności na parkietach, to są chwile, kiedy ci młodzi atleci stają się inspiracją dla oglądającej ich młodzieży. Patrz, ty też możesz uścisnąć dłoń prezydenta, J.R. Smith właśnie to zrobił.


                            

– Pozostając w Białym Domu. Prezydent Obama wyróżnił 21 osób Medalem Wolności czyli najwyższym odznaczeniem cywilnym w USA. Wyróżnienie przyznaje się ludziom (także cudzoziemcom), którzy mieli swój wkład w dziedzinie bezpieczeństwa, narodowych interesów USA, pokoju światowego, kultury oraz innych dokonań w sferze publicznej lub prywatnej. Wśród nagrodzonych w tym roku znaleźli się Michael Jordan i Kareem Abdul-Jabbar.


                            

Tutaj video z wyróżnienia Kareema.

– A tak przy okazji. Śliwka dla Obamy za jego Osama Obama flow, swag, nazwij to jak chcesz. Nie byłem wielkim fanem jego prezydentury, ale zdolności oratorskich odmówić mu nie można. LeBron James Jones – good joke.

Wyjeżdżamy z Białego Domu.

– Kevin Love. Bardzo mi się podoba w tym sezonie. Po dwóch latach przerwy (jak to brzmi?), wrócił do ścisłego grona najlepszych czwórek w NBA. Zdaje się, że w końcu znalazł swój złoty środek jeśli chodzi o wagę. Jak pamiętacie, w pierwszych latach w NBA był misiowaty, później zaczął eksperymentować z dietą. Zgubił ładnych parę kilogramów tuż przed pojawieniem się w Cleveland. Stał się, być może, bardziej mobilny ale przy tym stracił na sile. To z kolei odbiło się na jego grze. Statyczny, obwodowy wysoki, jakich w NBA na pęczki w ostatnich latach. Miał plan odbudować się w wakacje 2015 ale kontuzja i operacja lewego barku, pokrzyżowały mu plany. Minionego lata zrobił, to co planował od wielu miesięcy. Odzyskał kilka kilogramów mięśni, dobrze odpoczął i zameldował się na obozie treningowym Cavs prawdopodobnie w najlepszej formie fizycznej swojego życia. Poza tym Love ma już wolny umysł. Jest mistrzem. Zagrał dobre play-offy, dobre Finały. Ma na koncie historyczny stop na Curry’m. Plotka głosi, że GM Cavs zapytał Love’a przed trade-deadline czy chce zmienić klub. Ten miał odpowiedzieć "Chcę zostać, chcę być mistrzem." Tak się stało.
Po meczu siódmym Finałów napisałem: "Love
musi zredefiniować latem swoją grę. Musi wrócić pod kosz czyli tam,
gdzie jego miejsce, tam gdzie jest najlepszy. Jest moda na wychodzenie
wysokich za łuk ale czy każdy musi podążać za modą? Możesz zapuścić
brodę, włożyć koszulę w kratę ale wróć pod kosz Kevin."

Love nadal lubi i potrafi ukąsić zza łuku ale wrócił pod kosz. 10.8 zbiórki na mecz, do tego 21.8 punktu i 1.5 asysty. Widzieliście jego 34 punkty (8×3) w samej pierwszej kwarcie z Blazers?
Tak gra człowiek z uwolnionym umysłem.

– Rozmawialiście ostatnio o Avery’m
Bradley’u z Bostonu? Powinniście. Za mało się o nim mówi. Prawie 18 punktów na mecz, 8 zbiórek, 2.9 asysty oraz 1.2 przechwytu. A.B. jest cały czas świetnym obrońcą, który niestety nie tworzy wokół siebie otoczki sprzyjającej mówieniu o tym. Niestety dla samego siebie w kontekście rozmowy na temat wyboru najlepszego obrońcy sezonu. Bradley trafia dwie trójki na mecz. Wiecie kto jeszcze w lidze robi 18/8 +2 trójki na mecz? Tylko Harden i Westbrook. Pomyślcie o tym i pogadajcie dziś na treningu o Bradley’u.

– Serge Ibaka w meczu z OKC. 31 punktów, 9 zbiórek, 4 bloki no i najważniejsze – game winner. Ciężko wymarzyć sobie lepszy występ przeciwko swojej byłej drużynie.
 
– Hasan Whiteside. Pierwszy w lidze w zbiórkach (15.4), drugi w blokach (2.6). Do tego prawie 18 punktów i 1 przechwyt. Tylko dwa razy w tym sezonie schodził z pakietu bez double-double, tylko raz z jednocyfrową ilością zbiórek. A te jego bloki, kiedy po prostu zdejmuje z powietrza lecące piłki. Rywale muszą zastanowić się dwa razy, zanim kolejny raz pokuszą się o penetrację pod kosz Heat. Na tym polega bronienie dostępu do obręczy.
  
– Vince Carter. Pod koniec stycznia zdmuchnie z urodzinowego tortu 40 świeczek. Ma w nogach 18 lat gry w NBA. Nadal jest przydatny, nadal potrafi siarczyście zadunkować. Jasne, to nie jest już to, co lata temu w Toronto czy później w New Jersey ale to jest nadal coś, co w ciemno brałoby wielu, uchodzących za atletycznych, dwudziestoparolatków. Twa tygodnie temu w meczu z Denver zdobył 20 punktów i został najstarszym graczem (39 lat, 287 dni) od kwietnia 2003 roku, który osiągnął ten pułap. Wtedy dokonał tego Michael Jordan (40 lat, 53 dni). Poza tym, w tym samym meczu, V.C. podał idealną piłkę do Gasola, który wygrał dla Niedźwiadków mecz. 

– Nie oddalajmy się jeszcze z Tennessee. Grizzlies grają, Grizzlies znów męczą. Jestem fanem tego typu basketu. W przedsezonowych przewidywaniach miałem ich wprawdzie o włos poza play-offami bo nie do końca wierzyłem, że będą w stanie być zdrowi przez cały sezon. Po drugiej stronie włosa miałem Mavs. Jak się okazało, to im zdrowie posypało się kompletnie. Wygląda więc na to, że ten rzut monetą, o którym wtedy pisałem mógł pójść w drugą stronę. Zarzynanie świni, ślizgawka na stępionych łyżwach. To jest ich basket. Ale w tym też jest piękno. Gasol gra basket swojego życia. Ma na koncie już dwa game winnery (Nuggets i Clippers) oraz jeden McGregor walk, za który Hiszpan pragnie przeprosić absolutnie nikogo. Gasol ma na koncie więcej celnych trójek w tym sezonie (33), niż przez osiem lat w NBA (569 meczów, 12 celnych trójek). To jest coś. Prawie 18 punktów, prawie 4 asysty, 1.6 bloku oraz niecałe 6 zbiórek.
Mówiąc o dobrej grze Niedźwiadków, nie możemy nie wspomnieć o panu 150 milionów. Nie patrzę na jego grę przez pryzmat zarobków i Tobie doradzam to samo. Conley gra dobrze i tyle w tym temacie. Prawie 20 punktów na mecz, 48% zza łuku, do tego 6 asyst i 1.5 przechwytu. Grizz są 10:5 i w tym momencie mają czwarte miejsce na Zachodzie.   

– Toronto Huskies. Raps, raz na jakiś czas, upamiętniają ten legendarny klub. Tym razem padło na dzień 12 listopada w meczu przeciwko Knicks. Ani data ani przeciwnik nie były tam przypadkiem. 1 listopada 1946 roku, Huskies zagrali swój pierwszy mecz w lidze Ich rywalami byli właśnie Knicks a raczej Knickerbockers. Więc było to siedemdziesięciolecie. Stroje i parkiet wyglądały niesamowicie.

– Tony Parker budzi się ze snu. Zaczął od 5 punktów i 3 asyst na mecz, potem usiadł na tydzień. Po powrocie notuje już przyzwoite 11/5/2. Minionej nocy trafił bardzo ważną trójkę z Szerszeniami. To w ogóle był niezły mecz. 32 zmiany prowadzenia i 16 remisów.

– Mike Muscala, trzecioroczniak z Atlanty. 9.5 punktu, 4.5 zbiórki oraz 1.7 asysty z ławki. Gra za Dwightem Howardem ale może również grać obok niego jako czwórka, ponieważ dysponuje całkiem niezłym rzutem. Jeśli ławka w NBA nie jest szczytem jego ambicji, to mogą być z niego ludzie.

– Jimmy Butler. My tu gadu gadu a tymczasem Jimmy B. gra na poziomie, który zmusza nas do włączenia go do dyskusji o MVP tego sezonu. To nie jest przesada. Bulls są 9:5, 50 wygranych nie jest marzeniem ściętej głowy. Jeśli by im się to udało, to 25.8 punktu, 6.8 zbiórki, 4.1 asysty oraz 1.6 przechwytu, są liczbami na poziomie takiej dyskusji. 48% z gry, 42% zza łuku to współczynniki najwyższe w pięcioletniej karierze Butlera. Byki, mimo roszad w składzie, mają cały czas twarz Jimmy’ego.

– Channing Frye. 11 punktów i 3 zbiórki w zaledwie 18 minut na parkiecie. Do tego prawie 49% zza łuku (najlepszy w karierze). 33-letni Frye zaznacza swoją obecność w obronie i (podobno) jest słuchany i szanowany w szatni Cavs.

– Cały czas widzę Was – Harden, Westbrook, Davis, DeRozan.

– Clippers. Możemy mówić o tym, że przecież są to Clippers, więc na pewno coś się nie uda. Zanim jednak to (coś) się wydarzy, pogadajmy o Clippers, bo warto. 14 wygranych po 16 meczach sezonu. CP3 gra jak najlepszy rozgrywający ligi. Celowo nie piszę, że nim jest (choć uważam, że nadal jest) bo w tym momencie chyba nie mam chęci dyskutować o najlepszych rozgrywających (podkreślmy to słowo) NBA. 18.4 punktu, 5.1 zbiórki, 8.5 asysty i 3 przechwyty oraz cała masa wskaźników ofensywno/defensywnych, które podkreślają, że 31-letni Paul rozgrywa wielki sezon. Blake Griffin robi wszystko, żeby zamazać naszą pamięć o jego poprzednim sezonie. Czasem w jego podkoszowych akcjach widzę oczami wyobraźni jaką pracę wykonał z nim tego lata K.G. Widzę to też jak, już po gwizdku, zbija piłki lecące w stronę obręczy. Blake potrzebował miesiąca rozgrywek by udowodnić, że cały czas należy do ścisłego grona najlepszych czwórek w NBA. 21.3 punktu, 9.1 zbiórki, 4.6 asysty, 1.3 przechwytu. B.G. świetnie podaje, świetnie kozłuje, jego praca nóg to jest coś. Można by się cały czas czepiać, że nadal za mało blokuje, szczególnie jak na taki atletyzm, ale nie można mieć wszystkiego.
Clippers mają w końcu wartościową ławkę. Do niezawodnego Crawforda dołączyli Mo Speights, Raymond Felton i Brandon Bass. Starterzy dostają w końcu wartościowe zmiany. Nie wiem jak się skończy ta historia ale póki co wygląda to nieźle.  

– Greg Oden. Ostatnio w NBA widziany w 2014 roku. Później przez moment w Chinach. 28-letni Oden, pierwszy numer draftu 2007 roku, ostatecznie zakończył karierę. Ale nie za to śliwka. Oden wraca na studia (Ohio State), chce zdobyć wykształcenie, stopień naukowy, chce coś zrobić ze swoim życiem. To się chwali. Miał talent i ciało na miarę NBA. Niestety zabrakło mu zdrowia.

– Pelikany wygrały czwarty z rzędu mecz. Nie zdarzyło im się to od rozgrywek 2014-15. Wrócił Jrue Holiday. To super wiadomość. Jego żona przeszła kilka tygodni temu poważną operację usunięcia nowotworowego guza mózgu. Pod koniec września urodziło im się dziecko. Przez wiele miesięcy nie było jasne czy Jrue nie będzie musiał szykować się na najgorsze. To są rzeczy większe, niż koszykówka. Wrócił i z miejsca zaznaczył swoją obecność. 16 punktów na mecz, 7 asyst. Super widzieć go znów na boisku bo to oznacza, że w rodzinie państwa Holiday’ów najgorsze już za nimi.  

– Zach LaVine. W blasku dunków, inne elementy jego gry, pozostają nieco w cieniu. A szkoda, bo Zach jest w 100% koszykarzem, dopiero na drugim miejscu dunkerem. 19 punktów na mecz, 3 zbiórki oraz 2.5 asysty. 39% zza łuku oraz prawie 88% z linii. Tylko 1.2 straty na mecz.

– Nick Young. Lakers powiedzieli mu latem, że musi wziąć się w garść, że musi pojawić się na obóz treningowy w formie a poza tym odciąć się od "rozpraszaczy", o które w L.A. dość łatwo. Na szali położono jego być albo nie być w Lakerlandzie. Nick wziął to sobie do serca, choć złośliwy pewnie powie, że to efekt roku kontraktowego. 31-latek jest w NBA od 2007 roku. Nigdy wcześniej nie był tak skuteczny z gry (46%). Zdobywa prawie 14 punktów na mecz, prawie 2x więcej, niż rok temu. Trafia 40% rzutów za trzy punkty i aż 94% z linii. Bardzo przyzwoicie broni, o czym mówi się za mało.
 
–  LeBron James przekazał $2.5 mln dla Narodowego Muzeum Afroamerykańskiej Historii i Kultury w Waszyngotnie. Pieniądze zasilą wystawę poświęconą postaci Muhammada Ali’ego. Na ten sam cel, Michael Jordan przekazał $5mln a Magic Johnson $1 mln.

– Kemba Walker, Hornets. Świetny sezon rozgrywa, póki co, 25-letni Walker. 24.8 punktu, przy 48% z gry i 44% zza łuku – najlepsze wskaźniki w pięcioletniej karierze. Do tego 4.4 zbiórki, 5.4 asysty oraz 1.6 przechwytu. Szerszenie grają basket poukładany w ataku, zdyscyplinowany w obronie. Dobrze się ogląda ich mecze.
 
– Kristaps Porzingis. Obserwuję Melo. Patrzę, kiedy to zrobi. Widzę, że chyba z tym nie walczy, chyba to widzi i rozumie. Dla dobra Knicks, Melo musi przekazać pałeczkę lidera Łotyszowi. Nie musi odchodzić w cień, nie musi rezygnować z oddawania ważnych rzutów ale musi, a raczej powinien, oddać przestrzeń Kristapsowi. Tak, jak kiedyś Robinson zrobił to dla Duncana a później Duncan dla Leonarda. Porzingis jest świetny. Ostatnio mocno komplementował go sam Dirk. Wszelkie porównania 21-letniego Łotysza do legendarnego Niemca są jak najbardziej na miejscu. 21 punktów, 7.3 zbiórki. 1.1 asysty, 1.1 bloku.
 
– Heat zastrzegą koszulkę #32 Shaq’a. Ceremonia odbędzie się 22 grudnia w starciu z L.A. Lakers. O’Neal grał w Miami w latach 2004-2008. W 2006 Heat z nim w składzie sięgnęli po mistrzowski tytuł.

– Spurs 12:3 (7 wygranych z rzędu), Warriors 13:2 (9 wygranych z rzędu). To, że się o nich mówi mniej, najlepiej świadczy, że nikogo za bardzo nie dziwi ich dobra forma. Ale widzę i doceniam.

Robaczywki:

– Jalen Rose. Jalen powinien zdawać sobie sprawę, że jako aktywny dziennikarz, Afroamerykanin, jest ośrodkiem opiniotwórczym, który kształtuje świadomość wielu młodych ludzi. Rose stwierdził po ogłoszeniu wyniku wyborów w USA, że jego zdaniem zawodnicy NBA będą bojkotować wizyty w Białym Domu – oczywiście ze względu na to, że wygrał Trump. Tego typu komentarze nic dobrego nie wnoszą do publicznej debaty.  

– Nadal Indiana Pacers. Nadal Paul George.

– Konto na Facebooku Ray’a Allena. Dziwne rzeczy dzieją się na tym profilu w ostatnich tygodniach. Podejrzewam, że ktoś tam się włamał i zaczął udostępniać internetowy szlam.

– Sporo flopów ma miejsce ostatnio w NBA. Nienawidzę tej zarazy. Dla mnie to jest zwykłe oszukiwanie. Pisałem o tym wiele razy. Wyróżniam recydywistę w tej dziedzinie, pana Marcusa Smarta. Pamiętam, jak w tamtym sezonie mieliśmy na FB dyskusję na ten temat. Nie odbierając nic z jego niezaprzeczalnego atletyzmu, dobrej obrony, nie można nie zauważyć, że Smart jest pierwszej klasy floperem w NBA. Była też taka akcja w meczu z Pistons, gdzie Smart znów zachował się jak debil. Brak słów dla floperów i flopowania. 


                            


– Corey Joseph. Rok temu bardzo jasny punkt ławki Raptors. W tym, póki co, za bardzo niestabilny. 42% z gry to jego druga najgorsza skuteczność z gry w pięcioletniej karierze. 

– Alternatywne stroje Heat. TE TUTAJ. Wiem, że przyświecająca im idea jest szlachetna ale same stroje są tragiczne.

– Phil Jackson. Po co Jax grzebie w trupach i jako człowiek Knicks opowiada o LeBronie z czasów z Heat? Po co? Dla mnie użycie słowa "posse" jest sprawą drugorzędną bo wątpię, żeby Jackson był rasistą. Słowo to ma takie konotacje. Phil Jackson ma co robić w Nowym Jorku. Dzieje się to kolejny raz. 

– Marcin Gortat o ławce Wizards. Polak wyznał mediom, że uważa ławkę swojej drużyny za najgorszą w NBA. Tak się nie robi. Z takimi rzeczami nie chodzi się do mediów. Takie słowa nie działają jak motywacja. Tak nie robią największe gwiazdy tej ligi, tak nie powinien robić średniej klasy zawodnik NBA.

– Chandler Parsons. Zadebiutował w siódmym meczu sezonu, zagrał w sześciu i usiadł (wstępnie) na dwa tygodnie. Pytanie czy te kolana da się jeszcze przywrócić do życia? Max deal cały czas obowiązuje.

– Drake.
Nie wiem jak Wy, ale ja od dłuższego już czasu nie jestem w stanie strawić tego gościa (podobnie jak Kevina Harta). Drake Night, Drake to, Drake tamto. “I don’t give a damn about no damn Drake Night.” Jestem ciekaw jak na tę pompowaną przyjaźń między nim a wieloma zawodnikami NBA, zapatrują się ci drudzy. Odnoszę wrażenie, że też mają go dość. Jak byłem w Toronto, skąd pochodzi Drake, to jedna osoba mi powiedziała, że Drake chce być taki bardzo ghetto ale wszyscy się z tego śmieją bo on nigdy w życiu nie zaznał ani biedy, ani głodu i pewnie nigdy nie znalazł się w sytuacji zagrożenia. Chodził do drogiego, prywatnego liceum. Zawsze po lekcjach odbierał go szofer. Tak słyszałem. Nie wchodzę w to bo to nie moja bajka.

– To śmieszy tylko na początku. W ogólnym rozrachunku to jest głupie. Jasne, to tylko małe piwko, być może nawet bezalkoholowe. Jasne, koszykarz to też człowiek. Jeśli czytacie mnie od jakiegoś czasu, to wiecie, że nie mam z tym problemu. Mam jednak tutaj mały problem wizerunkowy. Facet z mikrofonem NBA zadaje pytanie a Klay, jakby siedział w barze, pociąga łyk, delektuje się smakiem i odpowiada. Nie pasuje mi to. To nie jest wizytówka NBA.

 
                            

EDIT:

– Jak mogłem to przeoczyć? Dzięki za zwrócenie uwagi. Końcówka meczu Kings-Raptors. Fatalna sekwencja wydarzeń. Kings prowadzili 102:99. Goście z Toronto mieli po time oucie 2.4 sekundy na wyrównanie. Tu już pojawia się pierwsza kontrowersja bo Raps powinni byli mieć nieco więcej czasu, po błędzie 24 sekund Kings (27.2-24). Ale przyjmijmy, że 2.4 to wartość, do której się przygotowywali podczas przerwy. Demarre Carroll wprowadza piłkę z autu. Łapie ją Terrence Ross. Zanim jednak piłka trafia w ręce gracza Toronto, dotyka jej DeMarcus Cousins. Zegar nie rusza…ale…rusza zanim Ross jej dotyka. Kozioł w lewo, wyjście w górę, piękny rzut na remis…który zostaje anulowany. Po bardzo długiej przerwie, po konsultacjach z Centrum Powtórek, sędziowie boiskowi uznają, że punkty należy anulować. Raptors wnieśli oficjalny protest. Zobaczymy jak liga rozpatrzy sprawę. Nawiasem mówiąc to drugi protest w ostatnich dniach. Pierwszy wnieśli Nuggets po meczu z Memphis (pisałem o tym wyżej w kontekście podania Cartera). Przy czym ten protest został już przez ligę odrzucony. Ten z Sacramento ma, moim zdaniem, podstawy ku temu by został pozytywnie rozpatrzony. Choć w ostatnim 30-leciu tylko jeden protest został pozytywnie rozpatrzony (Heat-Hawks w marcu 2008 roku). To nie wina Cousinsa, że dotknął piłki, to nie wina Rossa, że zegar nie ruszył idealnie w tempo. Ross miał nad głową zegar meczu i w jego ramach oddał rzut. Logicznym byłoby winić stolikowych ale z doświadczenia wiem, że nie jest to łatwa praca. Mówimy o dziesiątych częściach sekundy. Widzisz, że zawodnik dotyka piłki i sam potrzebujesz tego ułamka sekundy na reakcję. Tak działają ludzkie zmysły. Te punkty, moim zdaniem, powinny były zostać zaliczone. W najgorszym wypadku powinniśmy zagrać jeszcze raz to posiadanie z 2.4 sekundy na zegarze. Tu powinna wygrać koszykówka a nie faceci przy monitorach w dalekim New Jersey. 


                            

  



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.