Śliwki vs Robaczywki pierwszego tygodnia sezonu

Nowy sezon, nowe wyzwania. Za nami sześć nocy z NBA. Dziś jest poniedziałek więc przyjmijmy, że spinamy klamrą pierwszy tydzień rozgrywek choć siódmy dzień będzie jutro. Pierwsze "ŚvsR" w tym sezonie. Będę starał się, żeby dział pojawiał się co niedzielę/poniedziałek. Jak znam życie, to pewnie z czasem będę to robił co 10 rozegranych meczów każdej z ekip. Ale jestem dobrej myśli. Sezon dopiero się zaczął a już mamy o czym rozmawiać. 
Kolejność śliwek jak i robaczywek jest przypadkowa.

Śliwki:

1. Steph Curry. Musiałbym być bardzo chory lub bardzo głupi by nie potrafić dostrzec i docenić wyczynów Stepha. Curry nie zamyka mi ust – wręcz przeciwnie – otwiera mi je. Nie ze zdumienia bo wiem do czego jest zdolny ale z wrażenia i podziwu. Myślę, że już dziś możemy śmiało powiedzieć, że jest jednym z najlepszych strzelców w historii NBA. Lider Warriors w trzech meczach nowego sezonu zagrał za 40, 25 oraz 53 punkty. Wow! Jego sobotnia noc przeciwko Pelikanom była lepsza od Twojej imprezy halloweenowej. Dodać trzeba, że owe 53 punkty (+9 asyst, 4 zbiórki, 4 przechwyty) Steph zrobił w zaledwie 36 minut!
118 punktów po trzech pierwszych meczach rozgrywek. Ostatnim, który miał taki mocny start sezonu, był sam Michael Jordan w sezonie 1989-90.

2. Marcin Gortat będzie w tym sezonie wpłacał po $200 organizacjom
charytatywnym w Waszyngtonie za każdy blok, który "wypłaci" rywalom w
meczach NBA. Dodatkowo będzie fundował po dwa bilety na mecze Wizards
przed własną publicznością. Dajcie spokój z tymi tekstami, że co to dla niego, że czemu nie więcej, że to marketing. Po pierwsze daje a nie musi, po drugie jaki marketing? M.G. nie musi "ocieplać wizerunku" bo raz, że jest już ciepły, dwa przecież on nie startuje w żadnych wyborach.

3. Russell Westbrook i Kevin Durant. Dobrze widzieć ich znów razem, znów zdrowych, niszczących rywali. Koszykówka bardzo ich potrzebowała. Thunder są 3:0 i wyglądają na bardzo mocnych a ich dwaj liderzy to już teraz kandydaci do MVP. Obaj zdobywają po 32 punkty w meczu, obaj znęcają się nad obręczami i kostkami rywali.

4. Mecz Orlando-Oklahoma. Dwie dogrywki, dużo dobrego basketu. Szalony rzut na remis prawie z połowy boiska (Russ), rzut na drugą dogrywkę (Oladipo). W tym starciu było wszystko. Polecam tym, którzy nie widzieli.

5. Nikola Mirotic. 19.7 punktu, 8 zbiórek oraz 1.7 przechwytu póki co w tym sezonie. Podoba mi się jego nowa rola w Bulls w rotacji Freda Hoiberga. Nikola ma dużą wolność w ataku i z niej korzysta. U Toma Thibodeau był na smyczy. Teraz jest wypuszczony i kąsa. W ogóle Bulls dość dobrze się ogląda w tym sezonie. Nigdy nie powiem złego słowa na Thibsa ale wygląda na to, że ten skład potrzebował nieco przewietrzonej myśli, inne spojrzenia na tę grupę.

6.Detroit Pistons. Stan Van Gundy robi wszystko, żeby mieć w Detroit Orlando Magic 2.0. Andre Drummonda, który każdego lata dokłada coś do swojej gry, obudował wartościowymi graczami. Pistons są 3:0 i nie jest to przypadek.

7. Kevin Love. Ja zawsze kibicuję zawodnikom wracającym po poważnych kontuzjach. Love bardzo ostro przepracował lato. Odbudował siłę w operowanym barku a teraz zbiera żniwo ciężkiej harówki. Być może sezon temu trochę zapomnieliśmy, że były skrzydłowy Minnesoty należy do elity podkoszowych tej ligi. Fajnie, że LeBron to rozumie i już od początku nakręca go nie tylko na boisku ale także poprzez media. Sam LBJ może wejść do Finałów i sam doprowadzić silną ekipę Zachodu do zagrania sześciu meczów. Tyle i aż tyle. Żeby zdobyć tytuł, będzie potrzebował zaangażowanych Love’a i Irvinga. 19.7 punktu, 11.7 zbiórki, 4 asysty oraz 1 blok. Taki Love stawia Cavs w ścisłym gronie ekip z realnymi szansami na tytuł.

8. Knicks. Nie wiem jak ten sezon się skończy dla Nowojorczyków ale wiem, że nikt nie będzie się z nich śmiał. Może wejdą do play-offs, może nie ale ten skład pokazał w trzech meczach, że trzeba go szanować. Plus dla Kristapsa Porzingisa, który bynajmniej nie wygląda jak zmarnowany pick. Czy bardziej mu do drugiego Nowitzkiego czy bardziej Barnaniego przekonamy się za kilka lat. Póki co nie wygląda to źle.

9. Blake Griffin i Clippers. Cllipers wyglądają na mocnych a B.G. gra jak prawdziwy lider tej ekipy i poważny kandydat do nagrody MVP. Być może to CP3 będzie mózgiem i dyrygentem Clipps w play-offach ale to od Blake’a zależy jak drużyna przejdzie przez sezon. Paul, podobnie jak LeBron, nie może być w kwietniu zajechany sezonem, żeby w postseason zdziałać coś wielkiego. A to coś, to jest dużo więcej niż II runda. Linijka statystyczna B.G. po trzech meczach sezonu to 32 punkty, 9 zbiórek, 4 asysty i 1 przechwyt. To są liczby na MVP. Jeśli podopieczni Doca Riversa wygrają Zachód w rundzie zasadniczej, to kandydatura Griffina po tę nagrodę będzie oczywistością.
 
10. Rajon Rondo. Mnie, fana mistrzowskiego składu Celtów z 2008 roku, bardzo cieszy dobry początek Rondo w nowej drużynie. To tylko trzy mecze ale już mieliśmy okazję widzieć starego, dobrego Rajona z podkreśleniem słowa dobrego a nie starego. 15.3 punktu, 5 zbiórek, 6.7 asysty oraz 1.3 przechwytu. To dopiero trzy mecze sezonu więc wyciąganie zbyt daleko idących wniosków może być zgubne ale Rondo ma na razie najwyższą średnią punktową w karierze. Jego 2.3 straty na mecz jest najniższym wskaźnikiem od mistrzowskiego sezonu w Bostonie. Widzieliśmy przebłyski jego geniuszu a to dopiero początek.

11. Juliu Randle. Lakers nie znajdują na razie swojego mojo ale mimo to jest w ich składzie kilka jasnych punktów. Ktoś o Randle’u powiedział, że to Lamar Odom w ciele Zacha Randolpha. Oczywiście jest stwierdzenie, póki co, grubo na wyrost ale jest to jednocześnie stwierdzenie, w którym jest sporo prawdy. Jest silny i mocny na nogach jak Zebo ale ma też przebłyski finezji i parkietowej gracji z piłką, zupełnie takiej, jaką miał L.O. 

13. W piątkową noc Suns wycofali koszulkę Steve’a Nasha. Kanadyjczyk dołączył do "Kręgu Pierścienia" czyli ludzi zasłużonych dla organizacja z Arizony. NBA wypuściła kompilację trzynastu najlepszych akcji Nasha.


                            

Robaczywki:

1. Nowe stroje Atlanty Hawks. Bez komentarza.

2. Parkiet w MSG. Nie czuję jakbym oglądał mecz w Mekce koszykówki. Nie czuje, że to hala, w której historię tworzył Michael Jordan i inni wielcy. Nie wiem czemu miał służyć ten zabieg. Na pewno niczemu dobremu.

3. Jarred Sullinger. Sulli weź się w garść! 23-latek ma dar do zbierania piłek, miękką kiść do rzutu z dystansu. Naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przez następnych kilka lat był graczem formatu All-Star w tej lidze. Prawie nic. Nic poza lodówką. Sulli pojawił się na obozie treningowym z wielkim tyłkiem, otłuszczonym brzuchem, bardzo niesportową klatką. Na oko ma z 15-20kg nadwagi. Podobno już nawet najbliżsi mu ludzie apelują, żeby schudł. Jemu podobno jest przykro i bardzo chce to zrobić. Niech robi.

4. Rockets i James Harden. Orlando Magic przegrali swoje wszystkie trzy mecze łącznie 9 punktami. Rockets też przegrali trzy mecze – tyle, że każdy z nich 20 punktami. Każdy! Łącznie minus 60 punktów po trzech meczach! James Harden trafia 22% swoich rzutów z gry! Tak – był moim kandydatem do MVP tego sezonu. Wygląda to źle jak na razie.

5. Robaczywka dla Kevina Duranta za to, że nadal nie rozumie na czym polega rola mediów w jego karierze. Ale o tym oddzielny tekst wkrótce.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.