Śliwki vs Robaczywki – Play-Offs 2018 cz.1

Dzień dobry. W minioną sobotę zaczęły się play-offy. Tak sobie wymyśliłem, że każdy tydzień rywalizacji w postseason, będę spinał klamrą w postaci „ŚvsR”. Wszyscy wiemy, jak najprawdopodobniej się to skończy, ale nie powiesz mi, że nie próbowałem. 

Kolejność przypadkowa.

Śliwki:

Klay Thompson. Jest China Klay, znawca rusztowań Klay, właściciel psa Rocco Klay, imprezowy Klay, w reklamach Klay. I jest też play-off Klay. I ta wersja jest świetna. Te inne też zresztą. 25.7 punktu na mecz przy skuteczności na poziomie 63%. Tylko trzy straty w trzech meczach. Klay ma już 13 trójek w serii ze Spurs. Aż 65% jego rzutów zza łuku znajduje drogę do kosza. No i oczywiście znakomita obrona, o której nadal mówi się za mało. Pogadajcie sobie dziś czy jutro na orliku, jak dobrym obrońcą jest Klay. 

 

Terry Rozier. Dwa świetne występy w dwóch meczach w Bostonie. Fantastyczna step back trójka, która w 99 przypadkach na 100 byłaby odwleczonym o pół sekundy game winnerem. No, ale wiesz, to jest NBA, to są play-offy, takie rzeczy tu się dzieją na prządku dziennym. Terry miał na koncie 46 punktów, 11 asyst, 7 zbiórek, 2 przechwyty i zero strat w tych dwóch starciach w Bostonie. Krył go jakiś Bledsoe.

Przy okazji, muszę też wyróżnić pana Khrisa Middletona za rzut na miarę dogrywki w mniej, niż sekundę. Oglądałem to spotkanie na Teneryfie jedząc aromatyczne jedzenie, pijąc orzeźwiające napoje. Fale oceanu rozbijały się o wulkaniczne, malownicze wybrzeże. Dobrze weszliśmy w te play-offy


Pelikany z Nowego Orleanu. Fantastyczna historia! Nie doceniałem Pels przez ostatnie tygodnie. W kilku podcastach, to właśnie ich typowałem, jako drużynę, która (fizycznie) nie da razy. Dali. A.D. nie zwolnił tempa z drugiej części sezonu. W serii z Blazers produkował średnio po 33 punkty, 12 zbiórek, 1.3 asysty, 1.8 przechwytu oraz 2.8 bloku. Jrue Holiday wszedł do głowy Lillardowi i został w niej na całą serię. Nie tylko niszczył w obronie, ale też był świetny w ataku. Prawie 28 punktów na mecz, 4 zbiórki, 6.5 asysty oraz 1.3 przechwytu. Ogolony Three-Kola Mirotic 18 punktów, 9 zbiórek i uwaga 2.5 bloku za serię. No i play-off Rondo. Stary dobry, cwany Rondo. 11.3 punktu, 13.3 asysty, 7.5 zbiórki. Już nie mogę doczekać się ich serii z (najprawdopodobniej) Warriors.

Indiana Pacers. Victor Oladipo nie zwolnił tempa z rundy zasadniczej. Przejął mecz otwarcia (32 punkty, 6/9 zza łuku). W starciu trzecim w swoje ręce sprawy wziął Bojan Bogdanovic (30 punktów, 7/9 za trzy). Pacers zatrzymali ultra-ofensywnych Cavs na 80 i 90 punktach w meczach 1 i 3. A to jest coś. Ciężko mi uwierzyć w to, że LeBron może pożegnać się z play-offami już na Wschodzie, ba już nawet w I rudzie, uwierzę, jak zobaczę, ale póki co Pacers wyglądają bardzo dobrze. Nie zobaczysz strachu w ich oczach. Sześciu zawodników Pacers zdobywa ponad 10 punktów w tej serii.  

 

– LeBron James w meczu drugim. 46 punktów, 12 zbiórek, 5 asyst i 2 przechwyty. James ma na koncie 20 meczów 40+ w play-offach. Tyle samo miał Jerry West. Lepszy w historii był tylko Michael Jordan (38). Był to jednocześnie dziesiąty mecz LeBrona na poziomie 40+ punktów i 10+ zbiórek w postseason. Czymś podobnym mogą pochwalić się tylko Elgin Baylor, Wilt Chamberlain, i Shaquille O’Neal.

Utah Jazz. Wrócili w meczu drugim, wyszli na pozycję lidera w starciu trzecim. Ta seria jest daleka od zakończenia. Tak myślę. Ale Jazz grają kawał porządnego basketu i to jest piękne, bo był taki moment w tym sezonie, kiedy Gobert leżał z kontuzją, kiedy drużyna była zakopana poza ósemką. Tam ktoś mógł wcisnąć przycisk tankowanie i tyle byśmy ich widzieli. Chwała im za to, że zacisnęli zęby i walczyli do końca. I to jak! Wszystko, co dzieje się teraz w Utah, to nadwyżka do pięknej historii, która zaczęła się minionego lata. Odszedł Hayward, ale przyszedł ktoś, kto może być wielką postacią w tej lidze na długie lata. Może już nią jest? Donovan Mitchell gra jak stary play-offowy wyjadacz. 55 punktów w dwóch pierwszych meczach w karierze w play-offs, nie rzucił nawet sam Michael Jordan (53). Mitchell jest bezczelny, idzie po swoje, nie zadaje pytań. Tacy ludzie pojawiają się w lidze raz na kilkanaście lat. Dołóż do tego Rubio (w serii 20/8/8), Goberta (15/11/2/1/2), inteligenta Inglesa i solidnego Favorsa i masz taaaaką ekipę. Chciałbym zobaczyć match up Thunder-Rockets, ale gdyby zdarzył się Jazz-Rockets, to też bardzo bym się cieszył.

 

Jaylen Brown. Został najmłodszym graczem Bostonu, a trochę talentu się tam przewinęło przecież, który rzucił 30 punktów w play-offs. Jaylen ma 21 lat (!) i będą z niego ludzie. Już są. Brawo Celtics, brawo Brad Stevens. W tym momencie w szatni Bostonu siedzą ludzie, którzy równie dobrze mogliby być poza NBA w tym momencie. Grają i grają świetnie.

 

76ers. Ben Simmons gra jak gość z dziesięcioletnim stażem w lidze (19.3 punktu, 10.8 zbiórki, 9.8 asysty, 2.5 przechwytu), Marco F*g Belinelli trafia jak szalony. Podobnie J.J. Redick. Ilyasova dodaje od siebie tonę doświadczenia na obu końcach boiska. Aż sześciu graczy Sixers zdobywa w tej serii dwucyfrową liczbę punktów. Aż czterech z nich 18+ punktów. Brett Brown świetnie miesza młodość z doświadczeniem. 76ers wyglądają teraz tak dobrze, że nawet słowem nie wspomniałem wracającego do zdrowia, zamaskowanego Embiida.

 

– Osobna Śliwka dla samej serii 76ers-Heat. Wszystko w niej masz – młode, wyskakane strzelby, wiekowych weteranów, dobrych trenerów, niezłe systemy gry, gości, którzy nie cofają nogi i wkładają głowy tam, gdzie Ty i ja nie chcielibyśmy wkładać buta. Podoba mi się ta intensywność. Podoba mi się obrona. Podoba mi się skrupulatnie budowany atak pozycyjny. Bardzo częstym obrazkiem są nieźle konstruowane akcje w ataku, zasłony z piłką i bez niej, ruch, wymienność pozycji…a obrońcy cały czas tam są, cały czas z ręką, w żadnym momencie niezbici z tropu, mocno skoncentrowani. To jest esencja postseason. A czasem bywa wręcz odwrotnie – wydaje się, że już nic nie będzie z danej akcji, a tu nagle ktoś trafia cyrkowy rzut, czy znajduje podanie w gąszczu rąk. Znakomicie się to ogląda. 

 

– Mimo, że przegrywają 1:3, to Śliwka dla Miami Heat. Ich też świetnie się ogląda. Pięciu graczy zdobywa dwucyfrową ilość punktów. Są twardzi w obronie – Sixers muszą mocno pracować na swoje pozycje. Bardzo zdyscyplinowani w ataku. Justise Winslow zaczyna rozumieć, jakiego typu ciało dostał od natury. Ta seria być może, jest już zakończona. Może. Ale szukając pozytywów na przyszłość, J.W. chyba odkrył w sobie jaki użytek może zrobić w NBA ze swojej atletyczności i gdzie to wszystko może go zabrać. Tylko przypomnę, że on ma dopiero 22 lata.

 

– Świetny mecz nr 2 w wykonaniu Dwyane’a Wade’a. Dużo doświadczenia weterana. Oglądałem ten mecz razem z Maćkiem Lampe u niego w domu w Barcelonie. Pochwalę Ci się, bo wiesz, że lubię się chwalić. Zatem oglądaliśmy z Maćkiem ten mecz z odtworzenia, znając wynik, i zastanawialiśmy się w IV kwarcie kiedy nastąpi ten zwycięski run Heat. Niczego spektakularnego i wielkiego tam nie było, ale było dużo małych rzeczy, które złożyły się w zgrabną całość. Wade zdobył 28 punktów przy bardzo dobrej skuteczności (11/16), ale robił też bardzo dużo drobnych rzeczy, których statystyka nie chwyta. Rzeczy, które są na wagę złota w play-offach. Szkoda, że taką samą wagę mają zdrowe nogi. 

 

Toronto Raptors. Zrzucili z siebie małpę przegrywania w meczach otwarcia serii. Raps nigdy wcześniej w swojej historii występów w play-offs nie wygrali pierwszego meczu przed własną publicznością, gdy byli teoretycznym faworytem. Dwane Casey powiedział przed rozpoczęciem play-offów, że nie wierzy w teorię, według której w postseason trzeba zawęzić rotację. Jak powiedział, tak robi. Aż jedenastu graczy Raptors gra w serii z Wizz po 15 i więcej minut. To jest coś! W tej rotacji jest siła.

 

– Pomeczowy wywiad Kyle’a i DeMara po drugim starciu. W szatni Raptors widywałem takie rzeczy na porządku dziennym. To jest prawdziwa przyjaźń. Tak myślę.


 

 

Robaczywki:

– Pan Eric Bledsoe otwieram mi tutaj listę. Po dwóch meczach w Bostonie, Terry Rozier miał na koncie 46 punktów, 11 asyst, 7 zbiórek, 2 przechwyty i zero strat. Celtowie, jak wiecie, wygrali oba starcia. Jeśli nie oglądaliście tych meczów, jeśli nie słyszeliście o tym, to już z samych Śliwek powyżej dowiedzieliście się, że młody rozgrywający gospodarzy był świetny. Eric Bledsoe był przezroczysty, albo powiedzmy wprost – słaby. W meczu otwierającym serię, który był jednocześnie pierwszym jego meczem w play-offs, 28-latek walił głową w mur. Chciał, ale nie mógł. Wyraźnie się przemotywował, a to nigdy nie jest nic dobrego. Po dwóch starciach w Bostonie, Bledsoe miał na koncie ledwie 21 punktów (9/25), do tego 8 asyst, 11 zbiórek, blok, przechwyt i 6 strat. Dziennikarz w Bostonie zapytał E.B. co sądzi o występach Roziera. „Kto?” – zapytał Bledsoe. „I Don’t Even Know Who The F*ck That Is” – koniec cytatu. Jest kolosalna różnica między tym, kiedy rok temu Russell Westbrook pytał „who’s he?”, gdy ktoś wspomniał mu słowa Stepha Curry’ego, a tym tutaj. Bo tam chodziło w domyśle „a kim jest dla mnie Curry, żebym liczył się z jego opiniami i tracił czas na analizowanie jego słów.” Tam człowiek ze ścisłego topu ligi, odnosił się do (słów) innego człowieka z topu ligi. Tutaj, to jest zwykłe chamstwo, buractwo, wieśniactwo. Nazwij to sobie jakoś. Nie wiem jak dalej potoczy się ta seria. Ja typowałem Bucks in six. Może tak będzie, może nie. Nieistotne. Po dwóch meczach Terry Rozier wyglądał świetnie, a Eric Bledsoe wyglądał źle. To jest istotne. Eric Bledsoe doskonale wie kim jest człowiek, który przejeżdża się po nim w ataku i oszpeca go w obronie. Byłem wiele razy w szatniach NBA. Na tablicach są rozpisane nazwiska zawodników, z którymi dana ekipa ma się zetrzeć. Krótko, po jednym zdaniu, tak na koniec, żeby odświeżyć sobie pamięć, jeszcze raz uczulić się na pewne sprawy. ten – lubi atakować na lewą stronę, tamten – nie reaguj na jego pompki, jeszcze inny – nie wkładaj rąk. I tak dalej. Nazwisko Rozier było zapisane na tablicy w szatni Bucks. Tak samo, jak wyryło się w głowie Bledsoe. Wystarczyło powiedzieć coś w stylu 'zagrał dwa dobre mecze na swoim parkiecie, teraz seria przenosi się do nas. Musimy zagrać lepiej, ja muszę zagrać lepiej’. Oszczędziłby mi pisania.


Karl-Anthony Towns. KAT rzucił 11 punktów…w dwóch meczach. W obu oddał tylko po 9 rzutów, trafił 3 i 2 razy. Wolves muszą znaleźć sposób, jak uruchomić swoją młodą gwiazdę. Rockets wyjmują im KATa z gry, ale przecież są sposoby, by do niej wrócić. Jestem bardzo ciekaw trzeciego meczu i game-planu Thibsa na to starcie.

UPDATE: Leśne Wilki wygrały mecz 3. Była to ich pierwsza wygrana, w siódmej próbie, z Rockets w tym sezonie.

 

Portland Trail Blazers. Damian Lillard trafia tylko 32% swoich rzutów w serii z Pelikanami. Prawdopodobnie jeszcze nigdy w karierze nie musiał tak mocno pracować na swoje 18, 17 i 20 punktów. Dame, w meczach 2 i 3 stracił piłkę aż 15 razy. W meczach 1 i 2 oddał tylko 4 rzuty wolne. W Śliwkach nagrodziłem tego, który stoi za zastopowaniem, bądź co bądź, jednego z najgroźniejszych obrońców w NBA. Minimalnie lepszy, w liczbach, jest C.J. McCollum, ale Blazers, by wygrać, będą potrzebowali od niego wielkiego, a nie tylko poprawnego występu. A najpewniej od nich obu. Ja typowałem Blazers do awansu. Przyjmowałem również argumenty za Pelikanami, ale w żadnym scenariuszu nie miałem w tej serii miotły. A na ten moment śmierdzi tu miotłą.

UPDATE: Napisałem to przed meczem nr 4. Jak się okazało, była miotła. Bez wątpienia te play-offy będą się ciągnąć za Lilliardem jeszcze długo. Dame nie dojechał. Albo raczej dojechał, ale Jrue Holiday zamknął go w toalecie i wyrzucił klucz. Harden ma takie serie ze Spurs sprzed roku i z Warriors w 2015 roku. Zobaczymy, jak to się odbije na Damianie, który do tej pory zawsze dostarczał. To był jego szósty postseason w karierze. Bezsprzecznie najgorszy – najmniej punktów, najgorsza skuteczność, najmniej oddawanych rzutów wolnych na mecz, najwięcej strat.

CJ zagrał niezły mecz zamknięcia serii (38 punktów, 15/22 z gry), ale w głowie mam obrazek, jak po juniorskiej stracie piłki, popędził za kontrą Pels i brzydko sfaulował Etwauna Moore’a. Faul był brzydki, ale obraz, jaki zostawili po sobie Blazers, był jeszcze brzydszy.

 

Cavs. Obejrzałem sobie, przedłużony o dogrywkę, mecz otwarcia Celtics-Bucks. Następnie przeniosłem się do Cleveland. 20:6, patrzę. Dla Indiany. Cavs wprawdzie doszli na bodaj 7 punktów w ostatniej kwarcie i zdawało się, że momentum wróciło na ich stronę, ale kilka ciosów graczy Pacers, wybiło im z głów marzenie o wygranej. W drugim meczu nie było lepiej. Po niezłym początku, po wielkim meczu LeBrona, Pacers wrócili i byli w grze do ostatniego posiadania. W meczu trzecim, Cavs prowadzili do przerwy 17 punktami, by po zmianie stron dać się zdominować i przegrać tę część gry 52:33. Mamy play-offowy kwiecień, a podopieczni Tyronna Lue Jamesa wyglądają, jakby nadal żyli w styczniu. Problemem jest…wszystko. Rok temu Cavs, po prostu, rozstrzeliwali swoich rywali. Mieli historycznie słabą obronę, ale maskowali ją historycznie dobrym atakiem. W tym sezonie znów mają historycznie słabą obronę, ale niestety dla nich, atak, póki co, też nie klika. Tylko 80 punktów w pierwszym meczu i 90 w drugim. W wygranym, a może raczej wyrwanym, meczu nr 2 ledwie napoczęta setka. Na ten moment, wygląda na to, że LeBron będzie musiał rzucać po ponad 40 punktów, by jego drużyna była w grze. Podkreślam – nie, żeby zapewniała sobie relatywnie łatwą wygraną, ale żeby jedynie być w grze. Na miejscu fanów Cavs obawiałbym się.   

– IV kwarta drugiego meczu w wykonaniu tzw. Wielkiej Trójki OKC. Melo, Russ i niejaki Play-off P nie trafili ani jednego (Caps Lock, wykrzyknik) rzutu z gry na 14 prób. Rozumiesz coś z tego? Bo ja nic. Mówiłem w Podcaście Specjalnym, że nie skreślałbym Jazz (stawiałem OKC w siedmiu) oraz, że nie spodziewam się, żeby 8/11 zza łuku było normą dla George’a, nawet w swojej play-offowej wersji. Od tego są liderzy, żeby w krytycznych momentach wsadzić sobie zespół na plecy i próbować przeprowadzić go przez ciemny las. Nie zawsze da się wygrać, ale zawsze można walczyć. 0/14 od trzech liderów oznacza – a) pasywność (14 rzutów od trzech kluczowych graczy, to mało), tylko 2 punkty z linii też oznacza pasywność. Gdy Michael Jordan miał chłodne mecze, jeśli chodzi o rzuty z gry, to potrafił nękać rywali i dostawać się na linię i stamtąd kąsać. Po 36 minutach tamtego meczu Melo, Russ i P.G. mieli razem 52 punkty. 

 

– W wieku 67 lat zmarła Erin Poppovich, żona Gregga Popovicha. Od ponad 20 lat zmagała się z chorobą. Poppovichowie byli ze sobą od ponad 40 lat. Doczekali się dwójki dzieci i dwójki wnuków. Robaczywka dla dziennikarzy, którzy do przedmeczowych a szczególnie do pomeczowych wywiadów dołączali pytania o śmierć pani Poppovich. Dlaczego? Już Ci mówię. Pytania o życie, śmierć, choroby, rodzinę, miłość, dzieci, problemy społeczne, to bardzo ważne pytania. Należy je zadawać. Należy zadawać je gwiazdom sportu, które w wielu przypadkach są idolami i wzorami dla nastolatków. Ten głos jest ważny i potrzebny. Przy czym, moim zdaniem, takie pytania, szczególnie te delikatne, a śmierć do takich należy, trzeba zadawać w odpowiednich okolicznościach. Ekskluzywne wywiady jeden na jeden, gdzie obie strony siedzą, programy publicystyczne, przygotowane studio. To są miejsca i okoliczności by poruszać najtrudniejsze aspekty życia. Głośna hala, zaraz po meczu, adrenalina we krwi, pot na ciele, to nie czas na coś takiego. Tym bardziej, że konwencja tych mini-wywiadów jest taka, że na rozbudowane odpowiedzi nie ma za dużo czasu. Idź wbiegnij po schodach na najwyższe piętro Twojego bloku. Zbiegnij na dół, wróć na górę. I potem mów do kamery o śmierci. Pamiętacie cierpkiego Poppa na konferencji prasowej, po pierwszym meczu z Warriors? Ludzie mówili, że wrócił play-off Pop. Mi coś nie pasowało w jego zachowaniu. No dobra, czego chcecie? -skierowane do dziennikarzy, to niby nic, ale mowa jego ciała bardzo mi nie pasowała. Tak samo jak ta uwaga odnośnie butelki z Gatorade’em. Niby to było poppovichowskie, ale jednak nie. Przynajmniej dla mnie. Teraz już wiemy, co wtedy było w głowie Popa. 

 

Hassan Whiteside. Wyjęty z serii w meczach 1, 2 i 3. Tylko 2, 4 i 5 punktów. W każdym z nich grał nie więcej, niż 15 minut. 

 

– Justise Winslow za próbę zniszczenia maksi Joela Embiida. Spójrzcie na to video. Gracz Heat zauważa na parkiecie maskę Embiida, lub jej element. Depcze ją, po czym szuka sposobu, jak ją wyrzucić. Na szczęście wszystko zauważyli sędziowie. Oficjalnie ostrzegli Winslowa a kilkanaście godzin później, liga nałożyła na niego karę w wysokości $15000. I bardzo dobrze.

https://karolsliwa.com/wp-content/uploads/2019/03/IMG_20171027_010350_003.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.