Wszyscy gadają o kopaniu. Pogadajmy więc o kopaniu

W drugiej kwarcie meczu nr 3, Finału Zachodu, Draymond Green z Warriors wykonał taką oto figurę przy użyciu dolnych części ciała Stevena Adamsa. Spójrz:


                            

Sędziowie, z pozycji parkietu, ocenili to zagranie jako faul niesportowy pierwszego stopnia (flagrant foul 1). Thunder dostali dwa rzuty osobiste oraz posiadanie piłki. Wydział dyscypliny NBA przejrzał to nagranie raz jeszcze (to powszechna procedura) i podniósł ten faul do rangi faulu niesportowego drugiego stopnia (flagrant foul 2). Za coś takiego, w czasie meczu, dany zawodnik zostaje automatycznie zdyskwalifikowany. Po fakcie, liga ma zwyczaj karać finansowo i/lub zawieszać na kolejny mecz/mecze. W tym przypadku skończyło się karą finansową dla Greena ($25000) bez zawieszenia.

Co ja o tym sądzę? Bez wykrzykników.
To zagranie nie miało nic wspólnego z koszykówką. Kropka. Tłumaczenie Greena, że był to naturalny ruch jego ciała po faulu Adamsa jest wręcz idiotyczny. W tym ruchu nie było nic z naturalności. Jeśli gracie koszykówkę, to wiecie. Jeśli nie gracie, to popytajcie tych, co grają. Green chciał kopnąć Adamsa i go kopnął. Celowo nie piszę "moim zdaniem" bo nie mam cienia wątpliwości. Tym bardziej, że był to już kolejny raz w tej serii, kiedy stopa Dray’a szukała kontaktu z kroczem Adamsa.
Dziwi mnie dlaczego w tej materii nie ma jednomyślności, dlaczego niektórzy próbują bronić Greena i podciągać to zagranie pod twardy play-offowy basket.

Ja nie mam nic przeciwko twardej grze. Bardzo ją lubię. Ale pod warunkiem, że ta twardość odbywa się w ramach przepisów gry w koszykówkę. Mnie nie interesuje ile ciosów są w stanie przyjąć jądra (czy raczej, jak to mówią Amerykanie, "pachwiny") Adamsa, jak mocno kopie Green. Nie chcę wiedzieć z iloma osobami na plecach, LeBron jest w stanie zadunkować. W dyskusji na temat jak twarda lub jak miękka jest dzisiejsza NBA, mamy tendencje zapominać o tym, że ostatecznie mówimy o koszykówce.
Założę się, że wielu zawodników NBA byłoby w stanie znokautować Stepha Curry’ego w bokserskim ringu. Tyle, że mnie to nie interesuje. Ja na koszykarskim parkiecie chcę oglądać tylko koszykówkę i tylko w takim kontekście zastawiam się kto i w jaki sposób jest w stanie z kimś wygrać. W pojedynku odbywającym się w ramach przepisów i ducha tego sportu.
A gdy oglądam dwóch atletów w ringu to nie myślę o hand checkingu. To takie proste.  

To nie ma znaczenia czy Adamsa faktycznie bolały jądra po kopnięciu Greena, czy bolały go trochę, troszeczkę, czy w ogóle. I nie ma też znaczenia czy były to już jądra, jeszcze pachwiny czy tylko wewnętrzne części uda. Rozmawianie w tym kontekście o flopowaniu jest tak nie na miejscu jak…sam nie wiem co.
Załóżmy, że do wielkiego i silnego DeMarcusa Cousinsa podchodzi w meczu, dajmy na to, lekki i chudy Manu Ginobili i wyobraźmy sobie jak tenże Manu wyprowadza cios. DMC, jako wielki chłop, prawdopodobnie nawet nie poczuje tego kontaktu. Zamiast się frustrować, obraca sytuację w żart. Czy w związku z tym, to hipotetyczne, zagranie Manu mieścić ma się w ramach gry w koszykówkę i nie powinno zostać spenalizowane? Nie! OK, obiecałem bez wykrzykników więc…nie.

Jeśli już gdzieś tam w tle poruszamy temat flopowania. Myślałem kiedyś od czego i jak to się zaczęło. Nie robiłem większych poszukiwań w tej dziedzinie więc mogę się mylić ale zakładam, że zapewne zaczęło się to w piłce nożnej. Sytuacje 50/50 były "kolorowane" teatrem, żeby sędzia odgwizdał faul. Potem, w związku ze sporą skutecznością, tego typu zagrań, teatru było coraz więcej i więcej. Potem zaczęło to żyć swoim życiem. Potem ktoś zaadaptował to na gruncie koszykarskim.
Mówimy o sytuacjach 50 na 50, gdzie gracze faulowani lub raczej "otrzymujący" kontakt, mową swojego ciała, chcą na sędziach wymusić określone, korzystne dla nich decyzje.
Nienawidzę flopów. Uważam je za zwykłe oszustwo.
Zagranie Greena nie jest jednak zagraniem "pięćdziesiąt na pięćdziesiąt." To jest zagranie "sto do zera", gdzie zero oznacza zero koszykówki. Nie ma więc znaczenia jak po nim zachował się Adams. Gdyby stał prosto i patrzył przed siebie to kopnięcie Greena nadal byłoby kopnięciem.

Co do braku zawieszenia…to nie moja sprawa. Liga podjęła taką a nie inną decyzję. Nie mam z nią problemu.      

http://cdn.newsday.com/polopoly_fs/1.11831652.1464032863!/httpImage/image.jpg_gen/derivatives/display_960/image.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.