Zabójczo skuteczni Spurs, odrodzony Leonard, 2:1 dla Spurs!

Spurs urządzili sobie w Miami imprezę, na którą wszystkich nas zaprosili. Prowadzeni przez w końcu przebudzonego Kawhi’aja Leonarda, goście z Teksasu pokonali Miami Heat 111:92 i odzyskali przewagę własnego parkietu, którą stracili mecz temu. Dla Miami była to pierwsza porażka przed własną publicznością w tegorocznych play-offs. Ogółem pierwsza od 11 meczów, co było rekordem klubu z Florydy.
 

Ostre strzelanie zaczęło się od samego początku meczu. Obie drużyny trafiały swoje rzuty.
Pierwszy niecelny miał miejsce dopiero po ponad 4 minutach gry (Miami-Wade) a posiadanie później spudłował Parker. Do tego czasu Spurs trafili sześć kolejnych rzutów a Heat cztery.
 
Kawhi Leonard zdobył 10 punktów w tym krótkim odcinku gry. Spurs dość szybko i łatwo uzyskali dwucyfrową przewagę a w grze trzymał ich James, który zdobył 12 kolejnych punktów.

Po pierwszej kwarcie goście z San Antonio mieli na koncie szalone 41 punktów zdobyte przy jeszcze bardziej szalonej skuteczności z gry 13/15! Kawhi Leonard był główną historią tej części gry. Zdobył 16 punktów (6/6). W meczach 1 i 2 łącznie uzbierał tylko 18.
Goście z Teksasu z takim samym animuszem zaczęli drugą kwartę. W historii swojego kibicowania NBA nie pamiętam takich pierwszych 14 minut w wykonaniu jednej ekipy w Finałach.

Spurs mieli już na koncie 48 punktów, ich przewaga sięgnęła 20 a skuteczność z gry wynosiła prawie 89% (16/18)!
Piłka dla Spurs była jak magnes w meczu 2. To ich zgubiło. Zbyt wolne i schematyczne zagrania były dziecinnie proste do odczytania przez defensywę Heat. W tym meczu, piłka była gorąca jak ugotowany ziemniak albo jajko. Żaden z graczy niepotrzebnie jej nie "holował", wyglądało jakby Pop mocno nakładł im do głów istotę nakręcania ruchu przy tak klasowej obronie.

50% z gry Miami wyglądało przeciętnie na tym etapie meczu.
Spurs swoje dwa rzuty z rzędu spudłowali dopiero w połowie 2 kwarty. Mark Jackson, komentujący mecz dla ESPN zażartował, że Gregg Popovich musi poprosić o czas.
 
Zrobił to ostatecznie kilka posiadań później, po tym jak Rashard Lewis trafił dwa razy z rzędu za trzy punkty i zmniejszył prowadzenie Spurs do 58:40.

Trójki trzymały Heat w grze. 4 z 5 rzutów w tym fragmencie meczu oddanych było zza łuku.
Wynik do przerwy brzmiał 71:50 oczywiście dla San Antonio. 75.8% skuteczności Spurs (25/33) w pierwszej połowie. To nowy rekord NBA. Czy owych 71 punktów to hołd Ostróg dla Davida Robinsona, który w 1994 roku zaliczył tyle przeciwko Clippers w ostatnim meczu sezonu regularnego? Największym fanom tego klubu takie właśnie myśli przeszły przez głowy. Co w zasadzie jest bardzo prostym ćwiczeniem myślowym – weź przeciętnego fana San Antonio, pokaż mu kartkę z zapisaną na niej liczbą "71" i zapytaj z czym im się to kojarzy. 99.9% badanych powie – David Robinson.

To szalone/niesamowite/trudne do uwierzenia ale przegrywający po dwóch kwartach 21 punktami Heat trafiali z rewelacyjną skutecznością gry 55.9%. Rewelacyjną w normalnych okolicznościach ale nie tego wieczoru. Tego wieczoru na tle Spurs wyglądało to dość przeciętnie, co zarazem kazało jeszcze bardziej uznawać występ Spurs za niesamowity.   

Już po 46 sekundach III kwarty Popovich poprosił o czas. Akcję 2+1 zaliczył Wade a posiadanie później szeroko otwarty rzut za 3 punkty trafił Bosh. Oczekiwany run gospodarzy faktycznie nastąpił. W połowie trzeciej ćwiartki gospodarze prowadzili 14:6 a wynik meczu brzmiał 77:64 dla Spurs. Heat zamieniali w czyny słowa coacha Spoelstry z szatni. Nie da się zagrać 20-punktwych akcji ale da się krok po kroku odrabiać straty. To właśnie robili Heat, to właśnie usłyszeli od swojego trenera a my zakradliśmy się do ich szatni dzięki uprzejmości telewizji. Twarda obrona i szybkie kontry. James i koledzy zatrzymali Spurs na 15 punktach w tej części gry a sami rzucili 25. Przewga Spurs momentami topniała nawet na siedmiu punktów. "Niebezpieczne" 21 punktów straty po dóch kwartach, Heat zmniejszyli w trzeciej do "osiągalnego" 10 przed rozpoczęciem decydującej części meczu (86:75).

Sprus dość szybko zatamowali lekkie krwawienie i nie pozwolili Heat na włączenie najwyższego biegu. Przyparci do lin, raz jeszcze odwołali się do fundamentów koszykówki, które jednocześnie są ich fundamentami i filozofią gry. Piłka znów zaczęła krążyć i szukać najlepiej ustawionego zawodnika. Mniej więcej w połowie kwarty można było poczuć, że Spurs tego meczu nie dadzą sobie wydrzeć.

Po meczu nr 2 napisałem: "Spurs, jeśli nie chcą wracać
do Teksasu z wynikiem 3:1 dla Miami, będą potrzebowali więcej od
Kawhi’aja Leonarda. Nie można powiedzieć, że przechodzi obok meczów ale
jego obecność musi zostać mocno odnotowana."

No i została. To nie było wielkie, błyskotliwe spostrzeżenie z mojej strony. Leonarda po prostu brakowało Spurs. Tak optycznie. Kawhi nadał ton temu spotkaniu. Zawody skończył z dorobkiem 29 punktów (10/13 z gry) co jest jego nowym rekordem kariery. Do tego dołożył 4 zbiórki, 2 asysty, 2 przechwyty oraz 2 bloki i przy tym tylko raz stracił piłkę. Tym razem grał mądrzej w obronie, nie miał kłopotów z faulami a w ataku był agresywny.

Popovich zrobił małe usprawnienie wstawiając Borisa Diawa do pierwszej piątki. Francuz kolejny już raz zagrał dla Spurs wielki mecz złożony z małych rzeczy (9 punktów, 5 zbiórek, 3 asysty, 1 przechwyt i 1 blok). Z nim na parkiecie Teksańczycy byli +20. Był to największy +/- w tym spotkaniu.

Spurs wrócili w pole trzech sekund Heat. 48 z ich punktów pochodziło z tego właśnie obszaru boiska.

22 punkty, 7 asyst, 5 zbiórek, 5 przechwytów zaliczył LeBron James. Do tego popełnił też 7 strat. Podobało mi się na pomeczowej konferencji prasowej jak zapytany o nie, odpowiadał ze spokojem i na pełnym luzie. LBJ ma całą historię wielkich meczów w play-offach, które są poprzedzone tymi słabszymi. Jeśli ten można zaliczyć do tych słabszych, to Game 4 w czwartkową noc może być czymś wyjątkowym do oglądania.

Spostrzeżenia:      

– Podobał mi się sędzia Tony Brothers. Nie bał się odważnych gwizdków a przez takie rozumiem m.in. wszystkie decyzje przeciwko LeBronowi. Na początku IV kwarty 2+1 Danny’ego Greena a parę posiadań później błąd kroków LBJ’a. Błąd był ewidentny ale James postanowił gwizdek zakwestionować. Niewzruszony Brothers odgwizdał "opóźnianie gry" przeciwko Heat. Zimny jak lody Islandii.

– Przy okazji gwizdków przeciwko Jamesowi. Irytują mnie jego reakcje po nich. Naprawdę. Rozumiem, że jest najlepszym zawodnikiem NBA, rozumiem że sytuacje 50/50 można kwestionować lub ewentualnie dopytywać sędziego. Nie rozumiem jednak jego przerysowanego zdziwienia w oczywistych i ewidentnych sytuacjach.

– Nie podoba mi się przepis NBA odnośnie "jump balla". Ogólnie to prawdziwy "rzut sędziowski" zamiast strzałki uważam za sprawiedliwszy i cieszę się, że wraca pod strzechy Fibowskich parkietów ale chodzi mi o zapis dotyczący czasu na dokończenie akcji w takich sytuacjach. Spurs mieli na rzut poniżej 2 sekund. Po odgwizdaniu jump balla, zegar ustawiono na 5 sekund. W meczu otwarcia tez miała miejsce jedna taka sytuacja (wtedy do rzutu było tylko 0.9 sekundy). Do tej pory nie zwróciłem na to uwagi.   Moim zdaniem zegar nie powinien być resetowany do 5 sekund. Uważam, że jest to krzywdzenie obrony która prawie przez całe posiadanie ciężko pracowała, żeby nie dać rzucić. Dodatkowe 5 sekund uważam za niezasłużony bonus dla atakującej drużyny.

– W "śmieciowym czasie" na parkiecie pojawił się Greg Oden. W niecałe dwie minuty zaliczył okrągłe zera we wszystkich rubrykach statystycznych ale i tak lubię to.

Fakty:
– Spurs trafili
25 ze swoich 33 w pierwszej połowie (ponad 75%). To nowy
rekord NBA. Poprzedni ustanowili Magic w Finałach 2009 roku.

– 41 punktów Spurs z I kwarty to trzeci najwyższy wynik w jednej ćwiartce w historii Finałów. 86.7% skuteczności w tej części gry bije rekord, który padł w drugim meczu Finałów 1991 roku Bulls-Lakers).

– Nikt nie zdobył 70 punktów w jednej połowie meczów finałowych od 1987 roku. Wtedy zrobili to L.A. Lakers w serii z Celtics. 

– Była to 38 wygrana drużyn przyjezdnych w tych play-offach. To nowy rekord NBA.

– Dwyane Wade zdobył 22 punkty i wyprzedził Dirka Nowitzkiego na liście najlepszych strzelców w postseason. Obrońca Heat ma teraz 3460 punktów i jest na 17. miejscu.

– 7 strat Jamesa to jego niechlubny rekord w Finałach.

– Spurs są 15:3 w play-offs w erze Popovicha, gdy obejmują w seriach prowadzenie 2:1. Rok temu byli 15:2 w tejże statystyce… jeśli rozumiesz o czy mówię.

– Rashard Lewis zdobywał średnio niecałe 2 punkty po pierwszych 11 meczach tegorocznych play-offs. Za ostatnie 4 mecze jego zdobycze sięgnęły pułapu prawie 14 na mecz.

– Kawhi Leonard za 18 dni będzie obchodził swoje 23.urodziny. Tylko czterech graczy w historii potrafiło w młodszym wieku zdobyć w Finałach 29 lub więcej punktów. Byli to Kobe Bryant, Magic Johnson, Alvan Adams oraz Tommy Heinsohn.

Bonus:

https://i0.wp.com/fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpf1/t1.0-9/10300213_10152458745613643_2825558501702087041_n.jpg?resize=510%2C339&ssl=1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.