Co z tymi Lakersami?

Pytasz mnie Jacku co z Lakers? Odpowiadam – nie jest źle.
Wprawdzie obecna gra Jeziorowców jak i ich bilans może tego nie pokazują na pierwszy rzut oka ale jak się przyjrzeć temu dokładniej, to nie ma powodów do rozpaczy.
Lakers z bilansem 14:11 zajmują teraz siódme miejsce na Zachodzie ale są tylko dwie wygrane za Clippers, którzy w tym momencie liderują Dywizji Pacyfiku – jeśli ich wyprzedzą to przynajmniej trzecie miejsce na Zachodzie mają gwarantowane. Bilans 11:2 w Staples Center jest jednym z najlepszych "domowych" bilansów w lidze. 9 porażek w 12 meczach w obcych halach? Tym bym się tak bardzo nie martwił – to bardziej sfera koncentracji niż obraz rzeczywistej siły a raczej jej braku. Lakers to zespół weteranów, którzy tak jak Celtics, Spurs i Mavs chcą spokojnie przezimować sezon regularny, żeby zameldować się w play-offach głodni gry, na świeżości a przede wszystkim w zdrowiu. Oczywiście zdobycie przewagi własnego parkietu, dobry bilans w sezonie, wygrane statement games to w gruncie rzeczy ważne sprawy – ale nie kluczowe.
Najważniejszą wiadomością dla Lakers jest fakt, że Kobe jest zdrowy. Czarna Mamba znów kąsa i to jak. Bryant ze średnią 29.3 punktu na mecz jest najlepszym strzelcem ligi, znów zdobywa punkty na wiele sposobów łącznie z dynamicznymi penetracjami i dunkami. Kto by pomyślał jeszcze w czasie tamtych play-offs, że grający praktycznie na jednej nodze Kobe będzie w stanie tak się odbudować. Kontuzjowane kolano, ma się dobrze, odpoczynek, solidny trening i
nowatorskie metody leczenia przyniosły efekty.
Kobe powiedział niedawno, iż wierzy że ten skład jakim Lakers dysponują w tym sezonie, jest w stanie sięgnąć po tytuł. Nie wiem jak Wy ale ja się z tym zgadzam. Są w stanie nie znaczy, że to zrobią ale są. Mają dużo mniejszy margines błędu niż w latach poprzednich i muszą grać swoją najlepszą koszykówkę ale ręka w górę, którzy kibice innych ekip Zachodu chcą spotkać Lakers w I czy II rundzie play-offs. Nie widzę…
Jeziorowcy po oddaniu Lamara Odoma do Mavs i odejściu Shannona Browna do Suns nie dysponują już tak imponującą głębia składu ale i tak nie jest źle. Troy Murphy i Josh McRoberts zdobywają razem 6.5 punktu oraz 7.4 zbiórki – słabo? Rewelacji nie ma ale warto pamiętać, że dają też 17.5 oraz 16.4 minuty odpoczynku dla Andrew Bynuma i Pau Gasola w każdym meczu – i tak do play-offs a tam 12 fauli + to co da się ugrać piechota nie chodzi.
A jeśli mowa o froncie Lakers…
Podstawowa wiadomość jest taka, że syn marnotrawny Andrew Bynum w końcu robi użytek ze swojego ogromnego ciała a ono (to ciało) póki co nie odmawia posłuszeństwa. 17.1 punktu, 12.4 zbiórki (14 razy double-double), 2 bloki, 1.3 asysty i tylko 2 faule na mecz. Wśród drużyn, które mają w tym sezonie realne szanse na mistrzostwo, żadna nie ma poważnej odpowiedzi na zdrowego Bynuma.
Gasol? 16.4 punktu, 10.1 zbiórki, 3 asysty oraz 1.2 bloku. Całkiem nieźle a patrząc na grę Hiszpana odnieść można wrażenie, że myślami jest już w play-offach. Zarzuca mu się często, że jest mało agresywny, apatyczny, że czasem wyłącza się z akcji. OK to pokażcie mi innego skrzydłowego, który będąc "wyłączonym" robi takie liczby. Gasol wie doskonale kiedy Kobe i Lakers będą potrzebować go najbardziej – obudźcie mnie w maju – zdaje się, że czasem widzę taki grymas spod jego brody.

Największym rozczarowaniem jest były Ron Artest czy pan Metta World Peace. 4.9 puntu, 2.7 zbiórki, 1.9 asysty na mecz przy fatalnej skuteczności z gry 32% (17% za 3 punkty). Jeśli coach Mike Brown będzie w stanie do niego dotrzeć a koledzy odpowiednio go umotywować, to jest on w stanie potroić swoje dotychczasowe liczby i Lakers nieoczekiwanie mieć będą nowego zawodnika – póki co to tylko biegająca koszulka z dziwnym napisem w miejscu nazwiska. Jeśli wrzuci następny bieg (także w głowie), nadal jest w stanie bronić nawet na 2-3 pozycjach a w ataku lekko odciążyć punktujących.
Lakers najwięcej kłopotów mogą mieć w play-offs z match-upem na pozycji rozgrywającego. Fisher ma już ponad 37 lat i mimo, że jest nadal przydatny i bardzo doświadczony to bieganie za Westbrookiem, CP3, Parkerem może nie być już tak skuteczne jak kiedyś a zmęczony obroną tracić będzie na produktywności w ataku.
Ekipa Mike’a Browna nie jest tak imponująca jak poprzednie wersje Lakers Phila Jacksona ale to nadal poważny kandydat do tytułu. Niech nikogo nie zwiedzie słaba forma w sezonie regularnym – weterani wiedzą co robią. Pamiętacie Houston Rockets, którzy niby byli "skończeni" a tymczasem oni z szóstego miejsca pozamiatali w play-offach 1995 roku? Nie wiem jak będzie wyglądać przyszłość. Może dojdzie do spektakularnej wymiany, która zachwieje układem sił w lidze. Może ktoś dozna poważnej kontuzji (nikomu nie życzę) a jego ekipa z miejsca wyłączy się z walki o tytuł. Nie wiem, ale na pytanie co z Lakers, dziś tu i teraz, w tej sytuacji geopolitycznej odpowiadam – nie jest źle. Jeśli jesteś fanem Lakers – nie lękaj się. Jeśli nie jesteś fanem Lakers – nie ciesz się przedwcześnie, bo możesz nie być ostatnim, który się śmieje…

Kilka plotek:
Lakers zwolnili niedawno Derricka Caractera. Ich skład liczy obecnie 14 nazwisk co oznacza, że mogą zakontraktować jeszcze jednego zawodnika.
Może być nim Gilbert Arenas,
objęty przed sezonem amnestią ze strony Orlando Magic. "Na dniach" odbędą się organizowane przez niego otwarte treningi pokazowe dla zainteresowanych jego usługami drużyn. Wśród obserwujących na pewno pojawi się Mitch Kupchak, na którego głowie jest wzmocnienie składu przed decydującą fazą sezonu. Co może dać Arenas? To dobre pytanie. Po trzech wyniszczających operacjach lewego kolana, Gil stracił wiele ze swoich atutów i swojej przebojowości. Przed sezonem zapewniał, że intensywnie przepracował lato i chce być dla Orlando tym, o kim marzyli ściągając go do siebie. Nie miał szansy tego pokazać, może teraz będzie mógł potwierdzić te słowa w innym klubie.
Gilbert Arenas, 3-krotny All-Star za całą 10-letnią karierę (535 meczów, 455 razy w pierwszej piątce, średnio 35.7 minuty na mecz) legitymuje się średnimi na poziomie 21.2 punktu, 4 zbiórki, 5.4 asysty oraz 1.6 przechwytu.
Pamiętam doskonale czasy kiedy w jednym zdaniu można było powiedzieć Kobe Bryant, Dwyane Wade, Gilbert Arenas – i nie była to pointa jakiegoś barowego dowcipu. Agent Zero był jednym z najlepszych graczy NBA. Zawsze go lubiłem a kiedy stracił zdrowie mocno kibicowałem i wierzyłem (i nadal wierzę) w comeback. Może w Hollywood historia zatoczy koło? (17 grudnia 2006 roku -60 punktów przeciwko Lakers).
Pojawiła się też absurdalna plotka, że niby może dojść do wymiany z Celtics. Gasol za Rondo? Wolne żarty. Jak rozgrywający, który nie umie rzucać miałby pomóc Lakers, którzy pozbyliby się jednej z najlepszych "czwórek" w lidze? Z kolei jak głupi musiałby być Danny Ainge, żeby oddawać swoją przyszłość, 25-latka za bądź co bądź gościa po trzydziestce, który w przyszłym sezonie zarobi $19 mln a w rozgrywkach 2013-2014 zainkasuje $19.2? Trzeba postukać się w czoło i włożyć tę historię między bajki.
Ostatnia plotka z ostatnich dni: Dwight Howard wyłączył Lakers ze swojej listy wymarzonych kierunków bo… zniechęciła go rozmowa z Bryantem. Kobe podobno jakiś czas temu rozmawiał z D-12 i nakreślił mu taką wizję wspólnej przyszłości w L.A., że ten zanim jeszcze doszło do pytania "co ty na to?" już kończył pisać smsa do Otisa Smitha o treści "tylko nie do Lakers!!!".
Kobe podobno powiedział Howardowi, że chce aby ten był jego "Tysonem Chandlerem" czyli ultra defensywnym zawodnikiem a zdobywanie punktów zostawił, tym którzy lepiej się na tym znają. Howard według tego planu mógł ewentualnie być trzecią opcją w ataku za Bryantem i Gasolem (o ile ten nie przepadłby w wymianie). Howard powiedział nie i koniec. Z kolei Kobe utrzymuje, że taka rozmowa nigdy nie miała miejsca…
  
A dziś w nocy Twoi Lakers zagrają w Bostonie z moimi Celtics…

 
1but.pl -> Aż 270 modeli butów do kosza -> Zobacz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.