Flop roku?

Było podanie roku (?), w nocy faul roku – jeśli ktoś ma trudność z dostrzeżeniem celowego, brutalnego i niezwykle niebezpiecznego zagrania Artesta na Hardenie – zapytajcie Rudy’ego Tomjanovicha – to a) jest prowokatorem, który widzi to, co trzeba tylko lubi robić zamieszanie wokół siebie
b) po prostu najzwyczajniej w świecie ma kłopoty z oceną sytuacji. Był faul, był on niebezpieczny i głupi – bez 2 zdań. Tak, jak się go ogląda po raz któryś to nawet bierze na śmiech, jak te mroczne zakamarki umysłu Artesta działają. Jest dobrym koszykarzem, wybitnym atletą. I co z tego?

Teraz czas na flop roku (?).
Akcja z minionej nocy z meczu Clippers – Hornets. W roli głównej Reggie Evans. Flopy to 'element gry’, którego wręcz nienawidzę. Zawszę mówię – jeśli nie potrafisz normalnie bronić jak facet, to nie graj w koszykówkę. Czym innym jest boiskowy spryt a czym innym tanie chwyty, takie jak flopowanie.

  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.