Jeszcze Thomas Anderson czy już Neo?

Thomas Anderson potrzebował zewnętrznego bodźca by uwierzyć, że jest Wybrańcem, że jest NEO.
LeBron James idzie, musi iść tą samą drogą. Na razie doszedł do miejsca, które dobrze już zna z ubiegłego roku. Heat prowadzą 2:1, są już tylko/aż 2 mecze od tytułu.
W tamtym roku nie uwierzył. Agent Smith a.k.a Dirk Nowitzki a.k.a. Jason Terry a.k.a. Tyson Chandler nie pozwolili mu na przemianę.
W tym roku znaki na niebie i ziemi wskazują, że przemiana odbywa się nawet bez pocałunku Trinity.
LBJ w końcu odwołuje się do swoich największych atutów. Kiedyś wyglądało to tak, jakby bał się z nich korzystać, jakby miał potem wyrzuty, że jego przewaga czynić może rywalizację tak jednostronną, tak niesprawiedliwą, że celowo nie chce z niej korzystać. I nie korzystał. Teraz korzysta.

James zdobył 11 ze swoich 29 puntów (do tego 14 zbiórek i 3 asysty) w IV kwarcie niesamowicie wyrównanego meczu nr 3. Trójka, dunk, kelner, osobiste. Do tego zbiórki i bezcenna dla meczu, być może także i dla serii obrona na Kevinie Durancie (K.D. był 1/5 w ostatnich 12 minutach gdy krył go James).
Ta seria nadal trwa.
I pamiętajcie, pamiętajmy. Gdy LeBron przychodził do NBA wszyscy zastanawiali się co potrafi, jak wpasuje się do ligi. Czy jego talent jest faktycznie tak wielki? Szybko okazało się, że potrafi wszystko, że szybko się uczy i tak, jego talent jest "taki wielki." Teraz, może się to komuś podobać lub nie, Jamesa będziemy oceniać i rozliczać tylko za IV kwarty ważnych meczów w play-offach i zdobyte tytuły. Rekordy strzeleckie, nagrody MVP, piękne dunki, bloki z pomocy, niesamowite asysty, twarda obrona – to już wszystko było. My wiemy, że on to umie. Ale jeśli to wszystko nie prowadzi do ostatecznego sukcesu to…. to po co to wszystko?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.