Nagrody MVP za sezon 2015/2016 cz. 2

Kolejne trzy kategorie przed
nami. Tym razem pochyliliśmy się nad nazwiskami C.J.a McColluma,
Kawhiego Leonarda i Karla-Anthony’ego Townsa. Zapraszamy do lektury.

 

NAJWIĘKSZY POSTĘP

 

Filip Ciepiński – C.J
McCollum. Mówi się, że największy progres w tym sezonie wykonał Steph
Curry. Średnią 23.8 punktów na mecz, zamienił na 30 punktów, przy czym
jego średnia minut spędzonych na parkiecie wzrosła jedynie o 1.5 minuty i
gdyby nie nagroda MVP, to prawdopodobnie on zgarnąłby MIP. Jednak, że
takich atrakcji NBA nie przewiduje, szukamy dalej… No cóż, kiedy z
sezonu, w którym zdobywasz 6.8 punktów na mecz, wchodzisz na poziom 20.9
punktów, to wiedz, że coś się dzieje. C.J McCollum razem z Damianem
Lillardem stworzyli jeden z lepszych back-courtów w NBA, dzięki czemu
walczą o piąte miejsce w konferencji zachodniej, czego wielu osób nie
mogło przewidzieć, patrząc na roster Trail Blazers na początku sezonu.
Można by pokusić się o użycie argumentu, że przecież McCollum gra
zdecydowanie więcej niż w poprzednim sezonie (15.7 -> 34.8) i to jest
główną przyczyną lepszych statystyk. Może coś w tym jest. Jednak nie
każdy potrafi wykorzystać taką szansę i udowodnić, że zasługuje na
„minuty”. McCollum to zrobił… i to nie byle jak.

 

Michał Górny – CJ
McCollum. To taki książkowy przykład progresu w NBA. Początkowo mało
minut i średnie statystyki (nawet te teoretycznie najmocniejsze względem
pozycji na boisku) i nagle boom – z większą ilością minut pojawiają się
lepsze występy owocujące lepszymi „cyferkami”. Niejako dzięki temu co
stało się tego lata w Portland McCollum stał się częścią „nowe porządku”
i szybko zyskał zaufanie Stottsa. Dwa razy więcej minut w porównaniu do
dwóch poprzednich sezonów zaowocowało podskoczeniem statystyk np. ze
średnio 2.3 FGM w dwóch pierwszych sezonach teraz jest 8 z 17.9 FGA
(13/14+14/15 = 5.4 FGA).

 

Karol Śliwa – C.J.
McCollum. Mieć minuty a wykorzystać daną szansę, to dwie różne kwestie,
które nie zawsze idą w parze. C.J. idealnie odnalazł się w nowej dla
siebie roli. Rok temu zdobywał 6.8 punktu na mecz, teraz 20.9 (+3
zbiórki, 4 asysty i przechwyt). A co najważniejsze – te liczby nie
poszły w powietrze. McCollum stworzył z Damianem Lillardem świetnie
współpracujący backcourt, który niespodziewanie, by nie powiedzieć
sensacyjnie, poprowadził młodych Blazers do play-offs.

 

Michał Kajzerek – C.J.
McCollum. Pozostaję solidarny z kolegami. McCollum miał to w poprzednich
sezonach. Nowe okoliczności ułatwiły mu zadanie i dały możliwości. Nic
więcej nie jestem w stanie dodać.

NAJLEPSZY OBROŃCA

 

Filip Ciepiński
DeAndre Jordan. My man DeAndre! Miałem okazję oglądać tego gościa z
bliska przez ostatnie 3 miesiące i przyznam Wam, że nigdy nie widziałem
zawodnika, który miałby tak wielki wpływ na to, jak funkcjonuje obrona
całej drużyny. Tak wiem, Hassan Whiteside notuje więcej bloków na mecz
(3.75), a Andre Drummond więcej zbiórek (14.9). DeAndre znajduje się na
drugim miejscu w obydwu kategoriach – 2.32 bloki na mecz, 13.9 zbiórek
na mecz. Jednak głównym czynnikiem, który przemawia za DeAndre, jest to,
czego nie widzimy w statystykach. Dyryguje obroną, komunikuje się z
resztą drużyny, rotuje, potrafi ustać na nogach przy niskich zawodnikach
i przede wszystkim sprawia, że przeciwnicy dwa razy zastanowią się,
zanim spróbują wejść pod kosz. Sam Chris Paul po jednych z meczów
powiedział „DeAndre jest naszym Generałem Obrony. Naprawia wszystkie
błędy w obronie, które popełniamy i gdyby nie on, nasza obrona nie
wyglądałaby tak dobrze”.

 

Michał Górny – Kawhi
Leonard. Obecnie nie ma nikogo lepszego w NBA i kto wie czy na świecie w
“zamykaniu” graczy. Leonard tłamsi graczy na czterech pozycjach w D
1na1 jednocześnie obserwując grę by ewentualnie wyskoczyć i przechwycić
podanie lub zablokować „z pomocy” kogoś atakującego obręcz.

 

Karol Śliwa – Kawhi
Leonard. Przypomina mi starego, dobrego Rona Artesta z czasów Indiany –
oczywiście w spokojnej, poukładanej wersji. Kawhi, jak mało kto, lub być
może nikt obecnie w lidze, może kryć zawodników z pozycji od 1 do 3 a
nawet czasem 4. Nie switchować tylko normalnie, regularnie kryć. Jego
rozumienie, czytanie gry jest z sezonu na sezon coraz lepsze a atletyzm,
który wiele rzeczy mu ułatwia, wręcz nieprawdopodobny.

 

Michał Kajzerek – Kawhi
Leonard. Najbardziej kompleksowy obrońca w NBA. Jego płynność pozwala
mu z dużą łatwością przesuwać się po zasłonach i zmuszać rywali do
obrania zupełnie innych kątów. Poza tym widać dużą pracę wykonaną przy
analizie wideo. Leonard wie, co jego przeciwnik lubi, a czego unika.
Zadaniem nr 1 jest zmuszenie go do gry w mniej komfortowy dla siebie
sposób. To wymusza błędy, a Leonard jest świetny w wykorzystywaniu
każdego momentu zawahania. Student gry, doskonale czyta zachowania w
ataku i potrafi je przewidzieć zanim dojdą do skutku.


NAJLEPSZY PIERWSZOROCZNIAK

 

Filip Ciepiński
Karl-Anthony Towns. Wybór prosty jak przy MVP sezonu.Karl-Anthony Towns
od samego początku wykazuje się niebywale wysokim jak na
pierwszoroczniaka poziomem, dzięki czemu ani na chwilę nie oddał swojej
pierwszej pozycji w rankingu ROTY. Z miesiąca na miesiąc wydaje się grać
coraz lepiej, o czym może świadczyć ubiegły miesiąc, w którym notował
22.3 punkty (58.5%) i 10.5 zbiórek na mecz. Niestety, jego Timberwolves
poza rybami, nigdzie się w tym sezonie nie wybierają, ale nie można
oczekiwać od zawodnika, który dopiero zaczyna swoją przygodę w NBA, żeby
zaciągnął drużynę do PO. 2-3 lata i połączenie Town / Wiggins może być
jednym z lepszych „One-Two Punch” w całym NBA.

 

Michał Górny
Karl-Anthony Towns. Nie ma chyba najmniejszych wątpliwości. Nawet
sensacja w postaci Porzingisa nie była w stanie przesłonić tego jak dużo
pokazał KAT w tym sezonie. Najstraszniejsze jest to, że to tylko
uwertura do tego co może pokazać w ciągu kilku kolejnych sezonów.
„Biegający” (pamiętacie kto wygrał tegoroczny Skills Challenge?) center
potrafiący zagrać 1-na-1 po koźle tak samo dobrze, jak wywalczyć sobie
pozycję w low-post z wartością dodaną w postaci TOP3 skuteczności w NBA w
rzutach z 5-7 metra? Ja już czekam na więcej!

 

Karol Śliwa
Karl-Anthony Towns. Weteran w ciele 20-latka. Tak można by w jednym
zdaniu scharakteryzować młodego podkoszowego Minnesoty. 18 punktów, 10
zbiórek, 2 asysty, prawie 2 bloki. Nie możesz wymagać więcej od
debiutanta. KAT zaskakuje spokojem, opanowaniem, świetną pracą nóg
zarówno w obronie jak i w ataku, dysponuje dobrym rzutem z półdystansu a
nawet dystansu. Miał cholerne szczęście trafić pod skrzydła Kevina
Garnetta.

 

Michał Kajzerek
Karl-Anthony Towns. Ogromne wrażenie robi jego profesjonalizm. Przyszedł
do ligi jako młody dzieciak otagowany potencjałem, up-sidem i
możliwościami. Odrzucił wszystko na bok i wziął się do pracy, jakby
czekał na to od pierwszego kontaktu z piłką. Ma szansę być kolejnym
wielkim graczem w tej lidze, również przez swoją pokorę. Odnoszę
wrażenie, że niezwykle ważne jest to, aby Kevin Garnett pozostał gdzieś w
pobliżu Townsa przynajmniej na kolejny rok.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.