Predykcje 2016-17: Układ sił na Wschodzie

Rozdaliśmy już nagrody indywidualne
za sezon 2016-17, teraz spróbujmy uporządkować drużynowy układ sił w
Konferencji Wschodniej. Kto wejdzie do play-offs, kto skończy jako ekipa
loteryjna?

W moich oczach wygląda to tak:

Mały spoiler –
Według mnie, pewni play-offów, mogą być tylko Cavs, Pacers, Celtics i
Raptors. Tak, tylko cztery. Moja żelazna czwórka. O pozostałe cztery
miejsca powalczy osiem ekip. Poza wyścigiem są Nets, Heat i 76ers.
Wszystko pomiędzy moją żelazną czwórka a szarą trójką, zagra sezon o
miejsca 5-12. Tak to widzę.

1. Cleveland Cavaliers. Myśl o
obronie tytułu, często przeszkadza w wejściu na odpowiedni poziom
motywacji w rundzie zasadniczej. Szczególnie w tych okolicznościach,
kiedy ma się świadomość, że sam LeBron potrafi wygrać w play-offach dla
swojej drużyny całą Konferencję. LBJ będzie zdmuchiwał w grudniu 32
świeczki z urodzinowego tortu. Coach Lue będzie chciał ograniczyć minuty
swojego asa (które od czterech lat idą w dół) tak bardzo, jak tylko się
da. Sam James, tradycją poprzednich sezonów, weźmie sobie zapewne kilka
meczów wolnego. Zrobi 25/5/5 ale to będzie takie spokojne, misiowate.
Mimo wszystko Cavs będą chcieli wygrać Wschód. I zrobią to. Przez 82
mecze to będzie drużyna Kyrie Irvinga, który ma zdrowie i ambicje, żeby
zagrać mocny sezon i ugruntować swoją pozycję w elicie najlepszych
jedynek ligi. Uwolniony umysł Kevina Love’a, uwolni też pokłady jego
talentu uśpione od ponad dwóch lat. W play-offach stery przejmie
ponownie tatuś, ale to już osobna historia. 

2. Indiana Pacers.
Sam Paul George zmusił Raptors, finalistów Wschodu, do zagrania siedmiu
meczów w pierwszej rundzie tamtych play-offs. Na ten sezon Larry Bird
sprowadził mu całkiem niezłą pomoc. 28-letni Jeff Teague, który od
czterech lat ociera się o poziom All-Star (w 2015 dostąpił tego
zaszczytu). To spora nadwyżka nad niestabilnym i tylko średnim George’em
Hillem. Big Al Jefferson nie jest ani tytanem zdrowia ani szybkiego
biegania ale jest za to (nadal) przydatny w ataku. Jego gra tyłem do
kosza może być kłopotem dla każdego wysokiego obrońcy w tej lidze. Jeśli
nie pamiętacie, to odpalcie sobie choćby ostatnie play-offy. Al zmusił
do ciężkiej pracy Hassana Whiteside’a, uważanego przecież za jednego z
czołowych defensorów strefy podkoszowej. Thaddeus Young przynosi z
Brooklynu swoje 15 punktów i 9 zbiórek oraz sporo atletyzmu. O Pacers
nie mówiło się za dużo latem. Ich ruchy kadrowe nie były spektakularne
ale za to były mocno przemyślane i dość imponujące. Przynajmniej na
papierze. Nie zapominajmy też, że 20-letni Myles Turner po niezłym
sezonie debiutanckim (10/5) ma na dobre zadomowić się w pierwszej piątce
Pacers. Nate Mcmillan to świetny trener. Robił bardzo dobrą pracę ze
Seattle, później łatał dziury w Portland. W Indianie ma do wykorzystania
duże pokłady młodości, doświadczenia i talentu.  
 
3. Boston Celtics.
To będzie świetnie działająca ekipa grająca basket XXI wieku. Dużo
wymienności pozycji, dużo biegania, dodatkowych podań. Do tego drużynowa, świetnie reagująca
obrona. Typuję Brada Stevensa do wygrania nagrody dla najlepszego
trenera. Powiedziawszy to wszystko, mam cały czas wrażenie, że czegoś
tam brakuje. Czegoś, co pozwoliłoby mi myśleć, że Boston jest gotowy
wygrać Wschód. Al Horford to świetny, inteligentny gracz. Mam jednak
wątpliwości czy może być kimś, kto wyniesie Celtów na kolejny poziom.
Atlanty przecież nie wyniósł. To będzie niezwykle groźna drużyna
wygrywająca większość meczów u siebie i ponad połowę na wyjeździe. Dalej
jednak brakuje mi tam lidera przed duże "L". Takiego, który w razie
potrzeby wyłamałby się ze schematów – w pozytywnym rozumieniu
wyłamywania się ze schematów – i wziął na siebie sprawy, gdy drużyna
tego potrzebuje.      

4. Toronto Raptors. Będą
nadal dobrzy i nie mam zupełnie niczego wielkiego, co mógłbym im
zarzucić. Uważam tylko, że Cavs, Pacers i Celtics, będą od nich lepsi.
Ekipa z Kanady, będzie potrzebowała przełomowego sezonu od ich
litewskiego środkowego by utrzymać się w elicie ligi. Lowry i DeRozan
już ocierają się o swoje sufity (o ile jeszcze tego nie zrobili) i jeśli
w Toronto nie pojawi się kolejna pewna opcja, ta formuła zacznie się
wyczerpywać. Poza zatrzymaniem DeMara, Masai Ujiri nie ściągnął do
pomocy nikogo wielkiego (sorry Sulli).

5. Chicago Bulls. Pisałem
parę dni temu, że ci nowi Bulls mnie intrygują. To może być ekipa na
45+ wygranych… lub jakieś 32 jak parę rzeczy nie wypali. A trochę tych
rzeczy jest. Rondo, Wade, Butler a teraz także i MCW, to zawodnicy,
którzy lubią mieć długo piłkę w dłoniach. To gracze, którzy nie są
świetnymi strzelcami zza łuku. Ale myślmy pozytywnie. Cała czwórka jest
atletyczna, lubi atakować obręcz.
Z

Lopezem i Gibsonem pod koszem, Bulls mogą starać szukać swojej nowej
tożsamości w obronie. Nie trzeba też, aż tak bardzo, bać się braku
strzelców dystansowych. Oni tam są. Doug McDermott (43% zza łuku w tamtym sezonie) Nikola Mirotic (39%) będą czekać na podania od penetrujących kolegów.

6. New York Knicks.
Nie widzę powodu, dla którego ta drużyna nie miałby nie grać dobrze.
Melo to cały czas (przynajmniej) TOP15 ligi. Porzingis przepracował
lato. Był niezły, będzie jeszcze lepszy. Noah i Rose w nowym rozdziale
swoich karier, będą chcieli pokazać, że nadal należą do wyróżniających
się postaci ligi. Rose, poza tym, jest w kontraktowym roku. Tak samo jak
Brandon Jennings, który przekonuje, że jest w 100% i gotowy do walki.
Cichym ruchem Knicks tego lata było zakontraktowanie Mindaugasa
Kuzminskasa. Jeśli Litwin, w miarę szybko i łagodnie, zaaklimatyzuje się
w NBA, to Nowojorczycy będą mieli z niego pożytek na obu końcach
parkietu. Knicks mają ciekawy skład pod przewodnictwem dobrego trenera
Jeffa Hornacka. Tam wiele rzeczy może się zawalić. Ale nie musi.

7. Detroit Pistons.
Andre Drummond był bestią pod koszem rok temu. W tym będzie jeszcze
lepszy. I to jest najważniejsza wiadomość dla Pistons. SVG kontynuuje
budowanie w Detroit Orlando Magic 2.0. czyli filozofii, według której
wybitnego centra obudowuje się strzelcami. Drużyna będzie musiała radzić
sobie kilka pierwszych tygodni bez Reggie Jacksona ale po to
sprowadzili do siebie Isha Smitha, który już przestał być ligową
egzotyką. Tobias Harris ma coś do udowodnienia. Spodziewam się, że
będzie głody i gotowy. Pistons wygrali 44 mecze rok temu. W tym mają
wszelkie argumenty ku temu, by przynajmniej powtórzyć ten wynik.

8. Atlanta Hawks.
Mam dużo znaków zapytania co do tej ekipy. Czy Schroder już jest gotowy
na przejęcie, w pełnym wymiarze czasowym, obowiązków bycia pierwszym
rozgrywającym drużyny NBA? Czy tracący atuty fizyczne Dwight Howard, to
nadal zawodnika robiący różnicę pod koszem? Jak będzie układać się jego
współpraca z Millsapem (z Horfordem była dobra)? Jak wyglądać będzie
pierwszy, w ramach nowego kontraktu, sezon Kenta Bazemore’a? To jest
cały czas silny skład, dobrze poukładany przez Mike’a Budenholzer. Ale
żeby uwierzyć w Hawks w tym wydaniu, muszę ich najpierw zobaczyć.
 

9. Washington Wizards. Do ósmego miejsca w poprzednich play-offach, zabrakło
im trzech wygranych. Kontuzje, brak stabilności formy wielu graczy. Te
rozgrywki mogą być podobne. Wizards wzmocnili się latem bardziej
kosmetycznie, niż faktycznie. To dalej ta sama drużyna, która co wieczór
będzie potrzebowała ostatniej kropli potu od Johna Walla, zdrowych nóg
Bradley’a Beala oraz powiewu świeżości myśli szkoleniowej od Scotta
Brooksa. Nie zdziwię się jak zobaczę ich wygrywających 45 meczów ale też
nie zdziwię się jak suma drobnych rzeczy połączy się w większą czarną
dziurę.
 

10.
Milwaukee Bucks.
Giannis Antetokounmpo rozbudza moją wyobraźnię. To może być
"bestialski" sezon w jego wykonaniu. Spodziewam się też, że Jabari
Parker zrobi kolejny krok do przodu i już w 100% zdrowy, zaatakuje ligę.
Lubię jego old schoolowy styl, w którym penetracja i
bezczeszczenie obręczy jest pierwszą opcją. Taki Charles Barkley XXI
wieku. Liga potrzebuje tego typu zawodników. Jason Kidd będzie miał do
dyspozycji skład, którym jest w stanie trochę pożonglować. W Milwaukee
może wydarzyć się coś dobrego, łącznie z play-offami ale do tego wiele
rzeczy musi ‘kliknąć."

 

11. Orlando Magic.
Zrobili kilka ciekawych ruchów latem, łącznie z zatrudnieniem klasowego
trenera w osobie Franka Vogela. Ten dał się poznać w Indianie jako
wysokiej klasy strateg, zorientowany defensywnie. Magic mają ludzi,
którzy będą dobrymi wykonawcami tejże filozofii. Ibaka, Biyombo, Payton.
Ta młoda drużyna może zbudować swoją tożsamość w defensywie. Widzę
jednak ich problemy po atakowanej stronie boiska.

12. Charlotte Hornets.
Kto nie idzie do przodu, ten się cofa. Szerszenie nie pozyskały latem
nikogo wybitnego. Stracili Jeffersona i Lina. Na Wschodzie może wiele
się wydarzyć i w zasadzie o osiem miejsc powalczy w sumie 12 ekip.
Hornets są w tej dwunastce, ale póki co, ja tego składu nie widzę wśród
ośmiu najlepszych w Konferencji. 48 wygranych sprzed roku trochę
przewartościowało ich realny potencjał. A ta drużyna jest słabsza od
tej, która to zrobiła.   
 
13. Philadelphia 76ers. Nowe
rozdanie. Szóstki będą fajnie biegać, będą starać się męczyć w obronie
bo mają do tego młodość, zdrowie, chęci i atletyzm. To z kolei zapewne
pozwoli im parę razy zaskoczyć u siebie wyżej notowanych rywali, ale
nadal to za mało na coś większego. Tam jest talent i jest na czym
budować, ale jeszcze nie w tym sezonie.
 
14. Miami Heat.
Może się mylę, ale stawiam, że Pat Riley będzie chciał zatankować w tym
sezonie. Heat mają za mało potencjału, żeby bić się o play-offy w tych rozgrywkach. Więc co to za różnica czy wygrają 34 mecze czy 24? No właśnie. Im
mniej, tym więcej szans na wyższy numer. Więc…

15. Brooklyn Nets.
Może być kilka ciekawych historii wokół tej drużyny ale ostatecznie,
jest to skład z najmniejszą ilością talentu w tym sezonie w NBA. A
najgorsze jest to, że Nets nie grają nawet o wysoki wybór w drafcie. Ich
pick (kolejny już) należy do Bostonu.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.