Predykcje 2017-18: Układ sił na Wschodzie

Desperacko próbuję uporządkować drużynowy układ sił w Konferencji Wschodniej. Kto wejdzie do play-offs, kto skończy jako ekipa loteryjna?
Według mnie, pewni play-offów, mogą być tylko Cavs, Wizards, Celtics i Raptors. Tak, tylko cztery zespoły. To jest moja żelazna czwórka. Poza wyścigiem są moim zdaniem Bulls, Hawks, Pacers i Knicks. O pozostałe cztery miejsca, dające awans do play-offs, powalczy więc siedem ekip.  Na Wschodzie może wydarzyć się wszystko w tym sezonie. Wydaje mi się, że ekipa z ostatniego, ósmego miejsca będzie potrzebowała wygrać tylko 36-38 meczów. Może nawet mniej. Taki to będzie ten Wschód. Może okazać się, że nawet tankowanie nie będzie takie proste, bo ujemne rekordy nie będą gwarancją bycia w loterii.


1. Cleveland Cavaliers. To może być sezon, w którym LBJ poczuje znów chęć na zdobycie nagrody MVP. Od 2013 roku trochę już minęło. Ten skład, nawet bez leczącego biodro Thomasa, jest lepszy od poprzedniego. Jae Crowder zdejmuje z LeBrona krycie najlepszych trójek/czwórek rywali. To komfort, którego James nie miał od czasów gry z Shane’em Battierem. 

2. Washington Wizards. Stabilizacja. Gwiazdy pod kontraktami, trener z rocznym doświadczeniem z tą grupą. Ławka może nie rewelacyjna, ale bez dramatu. Beal i Wall to jeden z najlepszych obwodów NBA. 

3. Toronto Raptors. Stabilizacja. Podobnie, jak w Waszyngtonie. Gwiazdy pod kontraktami, stały trener, stały system. Jest to pierwszy rok z trzyletniego planu wygrania czegoś konkretnego. Raps nie mają już żadnych usprawiedliwień.


4. Boston Celtics. Gdu układałem ten ranking dzień przed sezonem, miałem ich na drugim miejscu. Teraz, bez Haywarda, ta ekipa w przyspieszonym trybie musi szukać swojej tożsamości. Ze składu sprzed roku jest przecież tylko czterech graczy. To będzie dobra drużyna, ale potrzebny im będzie czas, żeby wszystko poukładać.

5. Milwaukee Bucks. Giannis Antetokounmpo wrócił po wakacjach jeszcze straszniejszy, jeszcze bardziej głodny. Bucks wskoczą mu na plecy i pojadą do play-offs. Ta ekipa nie ocieka talentem. Wiele z ich meczów będzie klasycznym zarzynaniem świni tępym nożem, ale na Wschodzie to wystarczy. Te 42-44 wygrane to jest coś w ich zasięgu. Na Wschodzie to będzie coś więcej, niż sam awans.

6. Detroit Pistons. Avery Bradley jest lepszy, niż wielu się wydaje. Przekona się o tym Boston i Danny Ainge, ale przede wszystkim przekonają się o tym Pistons. Jeśli Andre Drummond nie zagra przełomowego sezonu, możemy zacząć skreślać go z grona gwiazd ligi i wrzucić go do worka ponad 350 przeciętniaków NBA.

7. Miami Heat. Wierzę w ten skład i w coacha Spo, ale obawiam się, a raczej zastanawiam się, czy sezony życia Waitersa i Johnsona, to jest poziom, z którego będziemy ich oceniać w tych rozgrywkach? Czy oni już tam są i zostaną, czy tylko walczyli o swoje nowe kontrakty? Goran Dragic nie będzie przez 82 mecze grał tak, jak podczas EuroBasketu. Ale i tak będzie dobry. 

8. Brooklyn Nets. Wchodzę od tego, że Nets będą lepsi od Bulls, Hawks i Knicks a zapewne także i Pacers. A samo to da im już 11 miejsce. Ci, którzy są w teorii ponad nimi, to nie jest nie wiadomo kto. Z Magic, 76ers i Hornets mogą się bić bez kompleksów. D’Angelo Russell ma coś do udowodnienia, DeMarre Carroll jeszcze trochę ma do wydobycia ze swoich nóg, Allen Crabbe będzie pożyteczny. System Kenny’ego Atkinsona mi się podoba.  
 
9. Charlotte Hornets. Pisałem już wcześniej, że nie wierzę w drużyny z Dwightem Howardem. Coraz mniej atletyzmu, nic więcej powagi. Stawiam, że najpóźniej w styczniu pojawią się doniesienia o tym, że D.H. nie jest zadowolony ze swojej roli w ataku, że chce dostawać więcej piłek pod kosz. Skąd my to znamy? W tej ekipie też nie ma nadwyżki talentu. Bez Batuma, mogą wkopać się dołek, z którego trudno będzie wyjść. Nawet na Wschodzie.
 
10. Philadelphia 76ers. Zmieniony (na gorsze) styl rzutu Markelle’a Fultza, martwi mnie równie bardzo, co kolana i stopy Joela Embiida. W tej drużynie wiele się może udać, ale chyba jeszcze więcej sp..ć. Młodzi 76ers mogą być przyjemni dla oka, ale na regularne wygrywanie jeszcze ich nie stać.
 
11. Orlando Magic. To nie jest głupi skład, a ten niegłupi skład prowadzi też niegłupi trener Frank Vogel. Nie mam kolegów w zarządzie Magic, więc ciężko mi powiedzieć jakie są ich cele i ambicje na ten sezon. Potencjał jest bez wątpienia na top8 tego Wschodu. Nie wiem czy to zrobią. Ciężko mi w to uwierzyć. Od 2012, póki co, im się nie udaje.

12. Indiana Pacers. Ta drużyna od lat szczyciła się tym, że nie tankuje, że zawsze gra o zwycięstwa. W tym składzie nie będzie o nie łatwo. 37-letni Damien Wilkins, który był poza NBA od 2013 roku, wywalczył sobie miejsce w tym składzie. To chyba wiele mówi o głębi tej ekipy.

13. New York Knicks. Knicks mogą być zwyczajnie za głupi zbyt krótkowzroczni, żeby tankować. Czterech najlepiej zarabiających graczy Nowego Jorku w tym sezonie – Enes Kanter, Joakim Noah, Tim Hardaway Jr., Courtney Lee. Najlepszym rozgrywającym Knicks jest Ramon Sessions, więc o czym my tu rozmawiamy?
 
14. Atlanta Hawks. Wiesz, że najlepiej zarabiający graczem Hawks jest Kent Bazemore? A no właśnie. Pisać dalej? Dennis Schroder zaliczy jeden z tych sezonów spod znaku pompowanych statystyk, które idą tam daleko w kosmos. W szeroko rozumianym interesie Atlanty będzie dobrze zatankować w tych rozgrywkach. 

15. Chicago Bulls. Jeśli w Twojej pierwszej piątce wychodzą ludzie, którzy w innych okolicznościach byliby na wylocie ligi, to wiedz, że nie grasz o nic w tym sezonie. Jeśli jeden gracz daje w przysłowiową mordę drugiemu, to wiedz, że morale w szatni sięgają dna. Poza tym wygrywanie nie jest w interesie Bulls w tym sezonie. Zatem brak talentu + tankowanie + patologia w szatni = dół Wschodu. Let’s go Lauri! 



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.